Monthly Archives:Luty 2017

  • Marcowy przegląd musicalowy

    marcowy przegląd musicalowyCzujecie już wiosnę? Wczoraj termometr w Poznaniu pokazywał 13(!) stopni i było takie wiosenne powietrze. Trochę czekam na nią z utęsknieniem. Już zaraz marzec. Czy wiosna zajrzy też do teatrów? Zapraszam na marcowy przegląd musicalowy.

    Poznań

    Teatr Muzyczny w Poznaniu ma dla nas iście wiosenną i bogatą ofertę. Po raz ostatni w tym sezonie grana będzie Evita (są jeszcze wolne miejsca).  17-19 marca to Weekend z Jekyllem, duże wydarzenie związane z 50. spektaklem w teatrze. Oprócz jubileuszowego występu, będzie też zjazd fanów Jekylla. W programie m.in. spotkanie z rekwizytorką, możliwość zrobienia zdjęcia na scenie i uczestnictwa w próbie dźwiękowej. Po spektaklach można też się spotkać z aktorami. Oprócz tego możemy zobaczyć Nie ma jak lata 20., lata 30, Zakonnicę w przebraniu, a także gościnnie Romea i Julię. Na dzieci czeka Ania z Zielonego Wzgórza.

    Gdynia

    Ciekawie zapowiada się również w Gdyni. Na początku miesiąca Lalka (niestety już w styczniu nie było biletów, nad czym ubolewam, bo bardzo chciałam zobaczyć). Będzie także Grease, ostatnie spektakle Shreka (pożegnanie z tytułem), ChłopiNotre Dame de Paris. Dla dzieci Pchła Szachrajka.

    Warszawa

    Teatr Muzyczny Roma to Mamma Mia! i Pięć ostatnich lat dla dorosłych. Dzieci mogą zobaczyć Księgę Dżungli, Alicję w Krainie CzarówMałego Księcia. Do Teatru Rampa  na dwa miesiące wraca Jesus Christ Superstar. Z oferty dziecięcej możemy wybrać Tajemniczy ogród, Przygody SaryO dwóch takich, co ukradli księżyc. Studio Buffo proponuje Romea i Julię, Politę, Piotrusia Pana i Metro. W  Teatrze Komedia czeka na nas Pierwsza randka, a w Teatrze Dramatycznym Cabaret.

    Łódź

    Czytaj dalej…

  • 6 musicali na dobry początek

    musicale na dobry początekPrzeczytaliście, jak zacząć przygodę z musicalem, rozwiązaliście test, przejrzeliście bloga i stwierdziliście: tak, czas zobaczyć jakiś spektakl na żywo. Otworzyliście lutowy przegląd musicalowy i złapaliście się za głowę? Tyle tego jest. Dzisiaj wybrałam dla Was 6 musicali na dobry początek. Według mnie są one dobrym punktem zaczepienia, żeby wiedzieć, z czym się je ten musical. Zapraszam.

    1. Skrzypek na dachu

    Nieraz już o nim wspominałam. Klasyka gatunku. Musical dosyć długi, ale bardzo przyjemny. Poznajemy w nim mieszkańców Anatewki i ich codzienność. Tewje chce odpowiednio wydać za mąż swoje córki, ale, jak to w życiu, nic nie wychodzi tak, jak sobie zaplanował. Urzekł mnie klimat żydowskiej tradycji. Skrzypka polecam także dlatego, że jest w naszym kraju bardzo popularny i można go zobaczyć w wielu teatrach: w Poznaniu (w niektórych miesiącach nawet w dwóch miejscach: w Teatrze Muzycznym i w Teatrze Wielkim), w Gdyni, Lublinie, Chorzowie, Warszawie, Łodzi. Oczywiście każdy spektakl będzie trochę inaczej przygotowany – ja widziałam w Teatrze Muzycznym w Poznaniu i z całego serca mogę polecić.

    2. Rapsodia z demonem

    Musical, który uwiódł mnie całkowicie. Produkcja wyjątkowa, oparta na hitach zespołu Queen (uwaga! Są one śpiewane w oryginale), rewelacyjny kontakt z publicznością i wspaniałe wykonania (do tej pory mam ciarki, przypominając sobie głos Kuby Molędy). Fabuła nie należy do wybitnych, chociaż przez kilka dni po obejrzeniu nadal myślałam nad wątkami, które zostały tam poruszone. Chwilowo w Teatrze Rampa musical będzie zastąpiony przez Jesus Christ Superstar, ale powróci na deski teatru za dwa miesiące.

    3. Mamma Mia!

    Czytaj dalej…

  • 5 niebanalnych piosenek o miłości

    niebanalne-piosenki-o-miłościTrudno dzisiaj nie mówić o miłości, skoro serduszka zasypują nas z każdej strony. Nie każda miłość jest piękna, szczęśliwa i trwa na wieki. Ale to chyba wiemy, dlatego trochę przekornie wybrałam dla Was 5 niebanalnych piosenek o miłości, oczywiście z musicali. Zapraszam do przeczytania i posłuchania.

    1. I don’t know how to love him z musicalu Jesus Christ Superstar

    Piosenka wykonywana przez Marię Magdalenę jest chyba jednym z najbardziej znanych utworów z tej sztuki. Mówi o tym, jak poznanie wyjątkowego człowieka może nas zmienić, ale też jak bardzo możemy bać się uczucia.

    Tutaj także w polskiej wersji językowej:

    2. As long as you’re mine z musicalu Wicked

    Historia Elfaby z pewnością do banalnych nie należy. Odnoszę wrażenie, że kobieta cały czas o wszystko walczy: o akceptację, o zaufanie, o miłość. I tę miłość spotyka, chociaż wie, że może ona być tylko chwilowa. Dlatego postanawia cieszyć się tym momentem szczęścia.

    Tutaj także w polskiej wersji językowej:

    3. A heart full of love z musicalu Nędznicy

    Nie przekonują mnie historie, w których miłość od pierwszego wejrzenia jest tą jedyną i na zawsze. Dlatego w tej piosence najważniejsza jest dla mnie Eponine. Kilka dni temu obejrzałam (w końcu!) filmową wersję musicalu i to jej zachowanie jest moim zdaniem prawdziwym wyznaniem miłości. W piosence piękne jest to, jak przeplata się szczęście Mariusa i Cosette z bólem Eponine.

    Tutaj także w polskiej wersji językowej:

    4. Hopelessly devoted to you z musicalu Grease

    To jedna z tych piosenek o nieszczęśliwej miłości, które mocno wbijają się w głowę. O oddaniu, dosyć beznadziejnym niestety. I o nadziei, która chce zapomnieć o tym, co złe.

    Tutaj także w polskiej wersji językowej:

    5. Crazier than you z musicalu Rodzina Addamsów

    Na koniec piosenka z przymrużeniem oka, dokładnie taka sama jak cały musical. Ile bylibyście w stanie zrobić, żeby udowodnić swoją miłość? Wednesday ma dosyć sprecyzowane oczekiwania. Czy Lukas im podoła?

    Ubolewam nad tym, ale nadal nie występuje ona na youtubie w polskiej wersji językowej.

    Takie niebanalne piosenki o miłości wybrałam na dzisiaj. Jak Wam się podobają ? Co dzisiaj leci w tle u Was?

  • Mnie całą miłość daj – Mamma Mia!

    mamma-mia-roma
    http://teatrroma.pl/cykl/mamma-mia/

    Odkąd pamiętam, uwielbiałam Abbę. Ciągle słuchałam jej piosenek, tańczyłam w pokoju przy Dancing Queen i wzruszałam się przy The winner takes it all. Film Mamma Mia! miałam na płycie i oglądałam wiele razy. Dlaczego więc nie udałam się do Romy od razu po premierze musicalu Mamma Mia!? Powiem szczerze: trochę się bałam. Tego, że to, co w mojej głowie jest czymś cudownym, nagle na scenie okaże się marną inscenizacją. Że magia obecna w filmie na scenie nie będzie już działać. Ale najbardziej bałam się polskich wersji piosenek mojej Abby. Kiedy jednak usłyszałam, że Mamma Mia! schodzi z afisza w czerwcu, wiedziałam, że czas pokonać obawy, bo nie daruję sobie, jeśli nie zobaczę tego musicalu na żywo. Tak oto kilka dni temu siedziałyśmy z Elfi na widowni Teatru Muzycznego Roma, trochę przerażone, bardziej podekscytowane i ciekawe tego, co za chwilę zobaczymy. Zapraszam na recenzję Mamma Mia!

    Znaleźć tego właściwego

    Sophie, dwudziestoletnia dziewczyna, wychodzi za mąż. Chce, żeby ten dzień był wyjątkowy, dlatego postanawia zaprosić swojego ojca, którego nigdy nie poznała. Znajduje pamiętnik matki, a w nim trzech kandydatów do tej zaszczytnej roli. Nie wie jednak, który z nich jest tym właściwym – dlatego zaprasza wszystkich.

    Lato w środku zimy

    Czytaj dalej…

  • Dlaczego ludzie nie lubią musicali?

    dlaczego ludzie nie lubią musicaliDlaczego ludzie nie lubią musicali? To pytanie chodzi za mną już od dłuższego czasu. Szczególnie, jeśli upatrzę sobie jakiś musical i próbuję znaleźć wśród znajomych kogoś, kto poszedłby na niego ze mną. I słyszę: ale ja nie lubię musicali. Powody są różne. Dzisiaj się im przyjrzymy, zapraszam.

    Powód pierwszy: bo tam śpiewają

    Jest to odpowiedź, którą słyszę najczęściej i zawsze mnie bawi. Dla mnie jest to jedna z największych wartości tych spektakli. Uwielbiam muzykę na żywo, uwielbiam śpiewających aktorów (bo z każdym kolejnym musicalem przekonuję się, że mamy w Polsce naprawdę zdolnych artystów). Ale są osoby, które tej formy po prostu nie lubią. Nie lubią piosenek musicalowych, nie lubią śpiewania na scenie. Często piosenki ich nudzą, bo mogą przeciągać akcję, a dla niektórych zamazują przekaz całej sztuki.

    Powód drugi: bo śpiewają za dużo

    Ok, chcą śpiewać, niech śpiewają. Ale tak maksymalnie ze trzy piosenki na cały spektakl. Bo ile można śpiewać? Jeżeli widzieliście jakiś musical, w którym są trzy piosenki, dajcie znać. Z chęcią polecę go tym, którzy tak uważają. U mnie byłby to niedosyt. Bardzo duży niedosyt.

    Powód trzeci: bo śpiew jest nienaturalny

    Czytaj dalej…

  • Marta Wiejak: jak marzyć, to na całego

    Marta WiejakW najnowszych Musicalnych rozmowach przedstawiam Wam Martę Wiejak, jedną z czołowych aktorek polskiej sceny musicalowej. Gra, śpiewa, tańczy, stepuje. Rozgrzewa się, nawet jeśli ma tylko przejść z jednej strony sceny na drugą, nie śpiewa w domu, żeby nie drażnić sąsiadów, a jej marzeniem jest poprowadzenie gali rozdania amerykańskich nagród teatralnych Tony Awards. Zobaczycie ją w Warszawie, Poznaniu i Szczecinie. Zapraszam na wywiad.

    Musicalna: Pamiętasz pierwszy musical, który zobaczyłaś na żywo?

    Marta Wiejak: Mam dwa obrazy przed oczami – GreasePiotrusia Pana w Teatrze Muzycznym Roma. To było w podobnym czasie – okolice gimnazjum.

    To może z drugiej strony, który bardziej zapadł Ci w pamięć?

    Te spektakle były zupełnie inne, ale wydaje mi się, że bajkowy Piotruś Pan bardziej zadziałał na moją wyobraźnię. Spodobała mi się szalona zgraja dzikusów i oczami wyobraźni widziałam siebie na scenie obok nich. Tak, to na pewno był pierwszy musical, jaki widziałam. Przyjechałam wtedy do Warszawy z Puław wraz z zespołem baletowym Etiuda.

    Już wtedy pojawiła się pierwsza myśl: też bym tak chciała, jak oni?

    Chyba każdy młody widz o tym marzy – muzyka i kolorowy świat wyobraźni są bardzo atrakcyjne. Jako dziecko byłam w szkole baletowej, z której ostatecznie zrezygnowałam, ale nadal czułam nieokreślony pociąg do sceny. Możliwe, że od najmłodszych lat obserwowałam pracę aktorów i tancerzy na scenie, nie zdając sobie do końca sprawy, co przyniesie przyszłość.

    Szkoła baletowa pojawiła się wcześniej?

    shrek
    Shrek

    Tak, ale najpierw uczęszczałam do zespołu baletowego, którego instruktorką była zawodowa tancerka – pani Zofia Stec. Przyglądała się dzieciom, zwracała uwagę na sylwetkę, muzykalność i pewną wrażliwość do tańca. Po trzech latach zaproponowała mi wyjazd do Warszawy i wzięcie udziału w egzaminach wstępnych do szkoły baletowej. Moi rodzice byli pełni obaw i pamiętam, że musiałam swoje wypłakać, wybłagać. Myślę, że to było dla nich bardzo trudne, ponieważ miałam 9-10 lat, a najbliższa taka szkoła znajdowała się ponad sto kilometrów od rodzinnego miasta. Jak w tak młodym wieku wytłumaczyć rodzicom, że chce się być zawodową tancerką? (śmiech) Najwyraźniej byłam przekonująca, bo się zgodzili. Myślę, że jako dzieci nie mamy świadomości czym jest zawód, co to jest przyszłość. Może przez to że rodzina nie naciskała, to w wakacje po pierwszym roku stwierdziłam: mamo, wracam do szkoły w Puławach. Nie myślałam o konsekwencjach tej decyzji.

    Rodzina była bardziej artystyczna, czy to tylko Ty?

    Moja rodzina ma wiejskie korzenie. Jedynie mama skończyła w Warszawie ekonomię. Pozostali mniej lub bardziej uprawiali ziemię i pamiętam, że zawsze ciężko pracowali. Talent muzyczny wykazywał wujek, który grał na akordeonie i śpiewał na weselach. Skąd te zainteresowania we mnie? Wydaje mi się, że pasją zarazili mnie ludzie, których spotkałam w Domu Kultury „Dom Chemika” w Puławach. Po powrocie ze szkoły baletowej tańczyłam tam amatorsko przez 12 lat, to były wspaniałe, owocne i inspirujące lata. W zespole baletowym Etiuda zetknęłam się z wieloma rodzajami tańca, były to m.in.: balet, jazz, grek zorba, węgierski, ukraiński, step, tańce żydowskie, tańce polskie. Sądzę, że takiej różnorodności nie znalazłabym w żadnym dużym mieście.

    Stepowanie. W tym też masz jakieś osiągnięcia.

    Czytaj dalej…

Close