Monthly Archives:Maj 2017

  • Accantus na żywo: Sylwia Banasik

    recital-sylwii-banasikStudio Accantus poznałam trochę ponad rok temu. Wokaliści Studia od razu mnie zauroczyli swoimi wykonaniami oraz pasją do tego, co robią. Nie mogłam przegapić okazji, żeby usłyszeć ich na żywo i się z nimi spotkać. Na pierwszy recital pojechałam niecałe trzy miesiące później. Wróciłam z niego zachwycona. W zeszłym tygodniu byłam po raz kolejny. To był już mój czwarty recital z serii Accantus na żywo, po raz drugi był to recital Sylwii Banasik. Zapraszam na recenzję.

    Kontakt z publicznością

    Recitale Accantusa trudno nazwać kameralnymi, jest na nich kilkaset osób, ale właśnie takie mam zawsze odczucie – jakbym była na małym, zamkniętym wieczorze z gwiazdami. Już od samego początku Sylwia starała się nawiązać kontakt z publicznością, zagadując, rzucając żarcikami. Nie inaczej zachowywali się jej goście, bo warto wspomnieć, że artysta nigdy nie jest podczas takiego występu sam, zawsze pojawiają się inni wokaliści, których tak dobrze znamy z kanału na YouTubie. To, co mnie zawsze fascynuje, to relacje między nimi. Po tych ludziach widać, że naprawdę bardzo się lubią i cieszy ich to, co robią. Ta radość udziela się także widzom.

    Recital ma charakter musicalowo-bajkowy, chociaż u Sylwii to musical gra pierwsze skrzypce. Brawurowo zaczęła od piosenki BellePięknej i Bestii, czym zaskoczyła całą publiczność. Następnie zgrabnie przechodziła przez różne hity, takie jak Kolorowy wiatrPocahontas, Wilcza zamieć czy Wyśniłam senNędzników. Aktorsko świetnie wypadła też w piosence Czas na grzech z serialu musicalowego Smash, w której pokazała całkiem inne oblicze niż to, które znaliśmy do tej pory.

    Wciąż masz jeszcze czas

    Macie takie piosenki, dla których jesteście w stanie pojechać na koniec świata? Takie, które Was poruszają, wywołują ciarki, sprawiają, że coś w Was pęka? Tak się czułam, kiedy w zeszłym roku po raz pierwszy usłyszałam Masz jeszcze czas z musicalu Once w wykonaniu Sylwii Banasik i Pawła Izdebskiego. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się wtedy płakać na koncercie. Od tamtego momentu zawsze to na tę piosenkę czekam najbardziej. Nie sądziłam, że można ją wykonać jeszcze piękniej. A jednak. Wystarczy dołożyć skrzypce rewelacyjnej Magdy Laskowskiej. Trudno opisać emocje, jakie się budzą w człowieku, kiedy słyszy coś tak pięknego. Z moich rozmów z ludźmi po koncercie wynikło, że nie byłam jedyną osobą, która w oczach miała łzy.

    Dobrą być nie popłaca?

    Czytaj dalej…

  • Maciek Podgórzak: chciałbym zostać czarnym charakterem

    maciek-podgorzak
    fot. Piotr Manasterski

    Jak usłyszycie Czas Katedr w jego wykonaniu, wgniecie Was w fotel. Obdarzony niesamowitym głosem, a przy tym bardzo pracowity. Jako dziecko bardzo bał się występów publicznych, zadebiutował rolą drzewa w Shreku i marzy o tym, żeby zostać kiedyś zimnym draniem. Na scenie oczywiście. Gościem Majowej musicalnej rozmowy jest Maciek Podgórzak. Zapraszam.

    Musicalna: Pamiętasz moment, w którym postanowiłeś zostać aktorem?

    Maciek Podgórzak: Spodziewałem się tego pytania na samym początku (śmiech). Takich momentów było kilka. Tym przełomowym, w którym stwierdziłem, że na pewno chcę iść w tę stronę, był koniec gimnazjum. Nastawiałem się pod kątem profilu klasy w liceum i zaangażowania się w różne działalności, czy to w szkolne zajęcia teatralne, czy też później w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach. Myślałem o tym od najmłodszych lat, bo zawsze miałem kontakt z teatrem. W podstawówce mieliśmy grupę Baj bajka prowadzoną przez Panią Zofię Sitkiewicz. Chociaż podobno w przedszkolu tego nie lubiłem. Jak kazali mi powiedzieć wierszyk, to płakałem i wychodziłem z sali, ale tego nie pamiętam. To mama mi mówiła: jestem zdziwiona, że jesteś aktorem, bo kiedyś strasznie się przed tym broniłeś. W podstawówce myślałem o tym bardziej jak o hobby, nie wiedziałem za bardzo, czy się do tego nadaję i czy będzie to mój sposób na życie. Wiadomo, co się mówi o aktorach, jest taki kawał: co różni balkon od aktora? Balkon jest w stanie utrzymać czteroosobową rodzinę. Zawsze miałem to jakoś z tyłu głowy, ale raczej się tym nie przejmowałem. Rodzice też mnie nie zniechęcali do takiego wyboru. Nie byli może zachwyceni, bo się martwili, jak to rodzice, ale jak już zobaczyli, ze jestem zdeterminowany, okazali mi dużo wsparcia i zrozumienia. Raz tylko ojciec powiedział mi żartobliwie: Cóż, jakbyś poszedł na medycynę, to przynajmniej miałbyś pewną pracę, a tak pójdziesz na aktorstwo i będę musiał Cię utrzymywać. Głównie kierowałem się tym, żeby robić to, co lubię w życiu. Pod koniec gimnazjum byłem już pewien. Potem ogromny wpływ na mnie mieli ś.p. Pan Andrzej Meżerycki i Pan Waldemar Koperkiewicz. To dzięki nim, po wcześniejszych warsztatach, znalazłem się Teatrze Es w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach.

    To były początki Twojej drogi?

    Tak. Działalność w CKiS utwierdziła mnie, że to jest to. Bardzo szybko wszedłem do spektaklu Droga na podstawie tekstów Karola Wojtyły w reżyserii i adaptacji Andrzeja Meżeryckiego z muzyką Waldemara Koperkiewicza. Przy pierwszym spektaklu, kiedy pierwszy raz stanąłem na scenie, wiedziałem, że to jest to, co chcę robić. Dalej starałem się, żeby to marzenie spełnić.

    Jak to wyglądało?

    Początkowo zakładałem, że będę zdawał do szkół teatralnych w Warszawie i Krakowie. Generalnie myślałem, że będę zdawał wszędzie gdzie się da, ale przestraszyła mnie strona internetowa PWST we Wrocławiu. Jak usłyszałem, że musimy przyjść na egzamin w trykocie baletowym i jak sobie wyobraziłem siebie w nim, to szybko zawęził się mój wybór (śmiech). Potem dowiedziałem się, że to nieprawda, bo tak samo wyglądało to w Gdyni. Chodziło o to, żeby sprawdzić sylwetkę, predyspozycje ruchowe, plastyczność ciała. Zresztą, jako aktorzy często musimy się przebierać w rzeczy, których nikt inny nie nosi (śmiech), trzeba się też na to nastawić. W drugiej liceum siostra cioteczna wysłała mi link z wiadomością o castingu do Studio Buffo w Warszawie. Poprosiłem swojego ówczesnego nauczyciela, Janusza Malinowskiego, który jako pierwszy namówił mnie do śpiewania, o pomoc w przygotowaniach. Poszedłem na ten casting. Później okazało się, że to był casting do grupy warsztatowej, która miała swoje zajęcia w każdy weekend, potem były następne warsztaty wakacyjne i po nich zaproponowano mi umowę. Zagrałem m. in. w Metrze, Ukochanym kraju i kilku koncertach. Ta przygoda szybko się jednak skończyła. Dzisiaj wiem, że to był taki okres, w którym totalnie nie zdawałem sobie sprawy, ile wyrzeczeń i wysiłku trzeba włożyć w ten zawód, ile to nieustannej pracy nad swoimi umiejętnościami. Z perspektywy czasu wiem, że były one niewystarczające na profesjonalną scenę. Byłem wtedy w klasie maturalnej i to wszystko mnie przytłoczyło. Na koniec liceum zdawałem tylko i wyłącznie do Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, niestety z negatywnym skutkiem. W sumie nie takim negatywnym, bo studiowałem przez rok socjologię na Uniwersytecie Warszawskim i na tym etapie mojego życia dowiedziałem się o szkole w Gdyni.

    Wcześniej jeszcze miałeś do czynienia z siedleckim zespołem Caro Dance.

    Tak. Miałem 7 lat, kiedy poszedłem na pierwsze zajęcia i to trwało jakieś trzy lata. Wiadomo, że grupy dziecięce mają zupełnie inny poziom tańca niż to, co oglądamy w programach typu You can dance czy w teatrach muzycznych, ale dzisiaj bardzo to doceniam. Mimo wszystko tak wczesny kontakt z tańcem pod okiem Iwony Orzełowskiej dużo mi dał, jeżeli chodzi o myślenie o ruchu na scenie. Dopiero później zobaczyłem, jak to zaowocowało. Do dziś zresztą czerpię radość z tańca. Z pewnością jest mi on bliski, szczególnie, że w musicalu jest to bardzo ważna dziedzina sztuki.

    Co wpłynęło na to, że zdecydowałeś się zdawać do Gdyni?

    Czytaj dalej…

  • Czy muszę znać się na musicalach, żeby móc je kochać?

    czy musze znac sie na musicalachLubię zaglądać czasami do słownika języka polskiego, żeby przeczytać znaczenie danego słowa. Ostatnio przyglądałam się definicji słowa pasja: głębokie zaangażowanie i zainteresowanie czymś, co bardzo lubimy robić i czemu chcemy poświęcać czas. Nie: coś, w czym jesteśmy ekspertami. Nie: coś, na czym świetnie się znamy. Niekoniecznie coś, w czym siedzimy od lat. Czy pisząc o kuchni, muszę ukończyć wiele szkół gotowania? Opowiadając o książkach, muszę być literaturoznawcą? Dzisiaj zapraszam Was na wpis nieco innego typu – czy muszę być znawcą, żeby o czymś pisać. A co za tym idzie – czy muszę znać się na musicalach, żeby móc je kochać.

    Jak pewnie widzicie, blogosfera bardzo szybko się rozwija. Blogi istnieją niemal na każdy temat, a wiele osób skrycie marzy, żeby zacząć pisać. Rynek wydaje się jednak przesycony i trudno znaleźć temat, który nie zostałby już poruszony. A jednak, kiedy w mojej głowie po raz pierwszy pojawił się pomysł założenia tego bloga, nie mogłam znaleźć w sieci nic podobnego. Potem, jak się okazało, chyba niezbyt dobrze szukałam, jednak wydawało się, że trafiłam na niszę, o której tak wszyscy trąbią. Postanowiłam spróbować. Czy się bałam? Oczywiście. Nie znałam się kompletnie na HTML-u, na WordPressie, nie miałam pojęcia, czym dokładnie jest hosting i domena, całej tej informatycznej podstawy musiałam się nauczyć. A jednak gdzieś w głębi czułam, że to właśnie to, co chcę zrobić. Nawet nie wiecie, ile godzin spędziłam na planach, tworzeniu loga, listy tematów, budowania tego wszystkiego. A start bloga uczciłyśmy ze współlokatorkami czeską marlenką.

    Kiedy zaczęli się pojawiać pierwsi czytelnicy, byłam przeszczęśliwa. Czytałam pierwsze nieśmiałe komentarze, dzieliłam się moimi refleksjami i cały czas się uczyłam. Wypożyczałam książki o musicalu, poznawałam jego historię, zapoznawałam się z polskimi teatrami muzycznymi. Coraz bardziej wsiąkałam w ten świat i chciałam go jeszcze lepiej poznawać. Szczególnie odkąd zaczęły się Musicalne rozmowy. Aktorzy musicalowi to naprawdę wspaniali ludzie.

    Kochani! Nie jestem ekspertem od musicali i długo nim nie będę. Ten świat fascynuje mnie od niedawna. Blog lada chwila kończy pół roku. Jest to dla mnie niesamowite doświadczenie i ogromna radość. Mam jednak świadomość, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem, jak wielu musicali nie widziałam, ile się jeszcze muszę nauczyć. Wszystkie poważniejsze artykuły (jak historia musicalu), piszę w oparciu o źródła. Pozostałe są moimi przemyśleniami i odczuciami. Takie spojrzenie jeszcze niemal laika. Chcę się w tym kierunku rozwijać, ale rozwijać z Wami. Bez Was ten blog by nie istniał. I za to chciałabym Wam podziękować. Za wszystkie nasze rozmowy, za komentarze, lajki na facebooku. Cieszę się, że z niektórymi z Was mogę rozmawiać przez internet, a z innymi miałam już okazję spotkać się w teatrze. Świat musicali jest piękny i fascynujący. Musicale zajmują teraz w moim życiu bardzo ważne miejsce. A że nie zawsze umiem odpowiedzieć na wszystkie stawiane mi pytania albo popełniam błędy? Nie od razu Rzym zbudowano. Pozdrawiam Was cieplutko.

  • Dlaczego warto iść na musical z kimś?

    dlaczego warto iść na musical z kimśJakiś czas temu zastanawialiśmy się, dlaczego warto iść na musical w pojedynkę. Bardzo cieszy mnie Wasza reakcja i rozmowy, które rozwinęły się pod wpisem. Okazało się, że wiele osób właśnie w ten sposób ogląda musicale. Dzisiaj spojrzenie z drugiej strony, dlaczego na takie wyjście warto znaleźć towarzysza.

    Masz z kim dzielić się wrażeniami

    Z natury jestem gadułą, a jak coś mi się spodoba, to potrafię opowiadać o tym godzinami. Nie inaczej jest w przypadku musicali – wrażeniami chcę się podzielić, jak tylko zacznie się przerwa. Nawet jak jestem sama, zwykle relacjonuję komuś przeżycia przez facebooka albo smsem. O ile jest jednak lepiej, kiedy ta osoba jest tuż obok mnie i zobaczyła przed chwilą dokładnie to samo. Wymieniamy się wrażeniami na gorąco – po jakimś czasie one bledną, więc te dyskusje jeszcze w teatrze są najciekawsze.

    Musical może być punktem wyjścia wycieczki

    Jak być może widzieliście na Facebooku, kupiłam bilety do Londynu, a co za tym idzie, już w lipcu spełnię moje największe ostatnio marzenie – zobaczę na żywo musical Wicked. Cieszę się nie tylko z tego powodu, lecz także przez wyjazd, który czeka mnie niejako przy okazji. Myślę, że spędzimy z koleżanką wspaniały weekend w Londynie, w którym, przyznaję, będę po raz pierwszy w życiu. Nie mogę się doczekać! To kolejny plus – przy wyborze musicalu, który jest daleko, organizujemy sobie wyjazd w nowe miejsce. Sama droga także jest o wiele przyjemniejsza z towarzyszem.

    Możesz zarazić kogoś pasją do musicalu

    Wiele osób nie lubi musicali i mają ku temu różne powody. Ostatnio często o tym rozmawiam z różnymi ludźmi i okazuje się, że znaczna część z nich nigdy musicalu nie widziała. W dodatku twierdzą, że jakby mieli okazję, chętnie by się do teatru wybrali. Możemy więc połączyć przyjemne z pożytecznym – nie dość, że spędzimy przemiły wieczór w dobrym towarzystwie, może zyskamy nowego fana musicali, który chętnie będzie z nami na nie chodził.

    Świetnie spędzasz czas z bliskimi

    Całkiem niedawno dostałam wiadomość o treści: „Dzięki za inspirację! W sumie o tym nie pomyślałam wcześniej, ale jeden z musicali bardzo mnie zaciekawił. Pogadam z narzeczonym, może tym razem zamiast do kina pójdziemy do teatru”. Mówi się, że ludzie coraz rzadziej wybierają ten typ rozrywki. A przecież to dobra opcja na randkę albo wspólne wyjście z przyjaciółmi. Próbowaliście kiedyś namówić znajomych na takie spędzenie wieczoru? Może okaże się, że oni też lubią musical, tylko…. nigdy nie przyszło Wam do głowy o tym porozmawiać.

    Nie czujesz się samotny

    Powód może oczywisty, ale czasami faktycznie tak jest. Idziemy na musical, wybieramy tytuł, który nas fascynuje, ulubioną obsadę, w trakcie spektaklu siedzimy jak zahipnotyzowani, ale… w przerwie jest nam zwyczajnie smutno. Widzimy ludzi, którzy rozmawiają, dzielą się wrażeniami. Oczywiście dla niektórych to nie problem podejść do obcych i zagadać. Nie wszyscy są jednak tak odważni, czasami staną gdzieś w rogu i gapiąc się w telefon, z utęsknieniem wyczekują końca przerwy. Z towarzyszem jest jednak lepiej.

    Jakie jest Wasze zdanie? Szukacie towarzysza do wyjścia, macie osobę, z którą zawsze chodzicie, czy jednak preferujecie samotne wyjścia? Podzielcie się w komentarzach.

  • Majowy przegląd musicalowy

    majowy przegląd musicalowyByła wiosna, wiosna wkoło, nadszedł cudny maj – ten wiersz mówiłam kiedyś na akademii szkolnej. Maj od zawsze był moim ulubionym miesiącem, dzieje się w nim wiele ważnych dla mnie rzeczy. I kwitnie bez, który kocham całym sercem. Czy tak pięknie i wiosennie jest w naszych teatrach? Zapraszam Was na majowy przegląd musicalowy.

    Wrocław

    Teatr Capitol zaprasza na musical Nine i na Czarnoksiężnika z Krainy Oz.

    Łódź

    Teatrze Muzycznym w Łodzi najmłodsi mogą zobaczyć ZorroSmurfowisko, czyli Gargamel złapany, dorośli natomiast Cyrano.

    Lublin

    Teatrze Muzycznym w Lublinie Phantom – Upiór w operze.

    Warszawa

    Teatr Roma zaprasza (przedostatni miesiąc) na Mamma Mia!Pięć ostatnich lat. W ofercie dziecięcej Księga dżungli, Alicja w Krainie CzarówMały Książę. Do Teatru Rampa możemy zawitać na Rapsodię z demonem. Najmłodszym z pewnością spodobają się O dwóch takich, co ukradli księżyc, Księżniczka Sara, Wanna ArchimedesaTajemniczy ogród. Studio Buffo klasycznie Romeo i Julia, Polita, MetroPiotruś Pan. W Teatrze Komedia czeka na nas Pierwsza Randka. W stolicy możemy zobaczyć też musical Cats w broadwayowskiej obsadzie. Będzie wystawiany na Torwarze przez trzy dni: 18, 19 i 20 maja. Bilety dostępne są tutaj.

    Poznań

    Teatr Muzyczny w Poznaniu szykuje dla nas premierę – będzie to Madagaskar, który zdominuje majowy repertuar. Oprócz niego obejrzymy tylko Zakonnicę w przebraniu. Możemy jednak odwiedzić Teatr Wielki, w którym grany będzie Skrzypek na dachu.

    Gdynia

    W Teatrze Muzycznym w Gdyni  Skrzypek na dachu, Notre Dame de Paris, GreasePiotruś Pan.

    Chorzów

    Teatr Rozrywki w tym miesiącu przygotował dla nas Młodego FrankensteinaProducentów.

    Bielsko-Biała

    Teatr Polski prezentuje Człowieka z La Manczy.

    Dzień Teatru Publicznego

    13 maja to Dzień Teatru Publicznego, w którego obchody włącza się wiele teatrów. Tego dnia można nabyć bilety na spektakle za 500 gr. W akcji biorą udział m.in. Teatr Roma, Teatr Rampa czy Teatr Muzyczny w Poznaniu. Ja w ten sposób zamierzam zdobyć bilet na Madagaskar. Popatrzcie, może w swoim mieście znajdziecie coś dla siebie, niekoniecznie musicalowego.

    Jakie macie plany na maj? Chcecie zobaczyć coś konkretnego? To przedostatni miesiąc przed wakacyjną przerwą w teatrach, może warto na coś się skusić?

Close