Monthly Archives:Lipiec 2017

  • Kim jest Elfaba i dlaczego wszyscy chcą ją zagrać?

    ElfabaDzięki prowadzeniu bloga i Musicalnym rozmowom miałam okazję poznać fantastycznych aktorów musicalowych. Bardzo lubię rozmawiać z nimi o ich ulubionych musicalach, bohaterach, a przede wszystkim o marzeniach zawodowych. Staram się też docierać do innych wywiadów. Od dłuższego czasu zauważałam, że w tych wymarzonych rolach przewija się jedno imię – Elfaba. Znałam już powoli fabułę Wicked, pojedyncze piosenki, cały czas zastanawiałam się jednak, co takiego kryje w sobie ta zielona czarownica, że wcielenie się w nią jest jednym z najtrudniejszych wyzwań, a zarazem największym marzeniem wielu naszych aktorek musicalowych. Dzisiaj czas na prezentację wniosków. Uwaga – wpis zawiera spoilery, dotyczące fabuły całego musicalu. Jeśli nie chcecie jej poznać w całości, zakończcie czytanie już teraz, a do tekstu wróćcie zaznajomieni z tym znakomitym musicalem.

    Kobieta z charakterem

    Jakie macie pierwsze skojarzenie, kiedy pomyślicie o kobiecych bohaterkach musicali? Słodkie damy, dla których jedynym celem życia jest miłość i oddanie ukochanemu? Czy wręcz przeciwnie, kobiety upadłe, które mężczyzn zwodzą po to, by się nimi zabawić? Częściej są poważne czy zabawne? Inteligentne czy głupiutkie? Oczywiście, ile musicali, tyle różnych kobiecych postaci, jednak Elfaba ma w sobie coś niezwykłego. I nie chodzi tylko o kolor skóry, który od dziecka jest jej przekleństwem. Jest ona niezwykle inteligentną dziewczyną, choć na początku dość naiwną: Kiedy już go poznam, odmieni się los. Już nie będę dziwna dla mieszkańców Oz […] I będę się czuć cudownie, gdy wszyscy będą kochać mnie (Wizard and I, tłum. Dorota Kozielska). Wierzy w to, że świat może się zmienić, że ona może się zmienić.

    Przemiana na scenie

    Czytaj dalej…

  • Jak spełniłam moje marzenie – Wicked

    WickedNa początku roku stworzyłam listę musicalowych marzeń. Znalazło się na niej między innymi dwanaście musicali w ciągu roku (jestem na dobrej drodze, za mną już dziewięć), koncert musicalowy (rewelacyjny), znalezienie idealnego męskiego głosu (nadal szukam). Pierwsze miejsce zajął jednak musical, w którym zakochałam się na długo przed tym, zanim udało mi się zobaczyć go na żywo. Powoli odkrywałam w nim najpierw muzykę, bohaterów, potem całą historię – wszystkie te elementy sprawiły, że gorąco pragnęłam go zobaczyć. Dzisiaj opowiem Wam, jak to marzenie udało się spełnić.

    Po raz pierwszy z Wicked zetknęłam się przy okazji coveru Defying gravity w wykonaniu Studia Accantus (nie, nie płacą mi za reklamę) trochę ponad rok temu. Piosenka nie tylko zachwyciła mnie wykonaniem Sylwii, lecz także, a może przede wszystkim, przesłaniem. Bardzo szybko sięgnęłam po kolejne utwory z musicalu w wykonaniu Studia, potem przeszłam na oryginalny soundtrack i bootlega. Coraz bardziej fascynowała mnie historia Elfaby i Glindy – wiedziałam, że muszę ją zobaczyć na żywo. Wicked to uniwersalna opowieść o odcieniach miłości i wbrew pozorom na pierwszym planie wcale nie jest uczucie między kobietą a mężczyzną, lecz prawdziwa przyjaźń oraz walka o samoakceptację i miłość do siebie. W historii Elfaby w wielu momentach widziałam własną. Mimo marzeń i petycji, na chwilę obecną nie mamy szans na wystawienie tego musicalu w Polsce. Na Broadway aktualnie mnie nie stać, pozostał Londyn. Od początku roku strony z tanimi lotami były stałym punktem historii przeglądarki.

    Przypadkowe kliknięcie

    Jak to zwykle bywa, udało się przez przypadek. W maju moja komputerowa myszka zaczęła się psuć i czasami nie mogłam nad nią zapanować. Zamiast wejść na Facebooka, uciekła mi, klikając w przypiętą do zakładek stronę z tanimi lotami. Chciałam od razu ją zamknąć, jednak moim oczom ukazały się Tanie loty z Poznania do Londynu. Lipiec. Sprawdzam, czy grają wtedy Wicked – grają. Szybki telefon do koleżanki, kilka prób zakupu (płatność odrzuciło mi trzy razy!). I nagle jest. Na moim mailu – potwierdzenie zakupu. Kilka minut wpatrywałam się w ekran. Lecimy do Londynu!!! Dwa miesiące wydawały się odległym czasem, minęły jednak bardzo szybko. W międzyczasie zarezerwowałyśmy nocleg (przez stronę Airbnb – jeżeli jeszcze nie korzystaliście, ten kod da Wam 100 zł zniżki na pierwszą podróż), zaplanowałyśmy, co chcemy zobaczyć. Nadszedł lipiec, a my już stałyśmy na poznańskiej Ławicy w oczekiwaniu na wylot.

    Day seats

    Szok i niedowierzanie pojawiały się na twarzy każdego, komu mówiłam, że nie mamy jeszcze na Wicked biletów, a jest głównym punktem naszej wycieczki. Dlaczego nie kupiłyśmy ich wcześniej? Ze względów finansowych. Na West Endzie istnieją day seats – bilety, które sprzedawane są tylko w dniu spektaklu. Ich główną zaletą jest cena – na Wicked za taki bilet zapłacimy £29,50. I to za pierwszy rząd! Dla porównania bilet w drugim rzędzie kosztuje już £74,75, a najdroższe miejsca nawet £125,00. Przy przeliczeniu na złotówki, daje to astronomiczne kwoty, na które nie mogłam sobie pozwolić, a lecieć specjalnie po to, żeby oglądać spektakl z najtańszego ostatniego miejsca o ograniczonej widoczności? To nie wchodziło w grę. W sobotę, po całych trzech godzinach snu, pod teatrem byłyśmy już o 6:15. Kasę otwierali o 10:00.

    Musicalowi szaleńcy

    Środek wakacji, ciepło, przyjemnie, wygodne miejsce na schodach, pyszna kawa z niedalekiego McDonalda. Myślicie, że czekanie w kolejce jest bardzo męczące? Wręcz przeciwnie. Można poznać niesamowitych ludzi, a ich musicalowe szaleństwa są dużo większe od naszych. W kolejce byłyśmy drugie. Przed nami kobieta, która Wicked widziała dzień wcześniej – ustawiła się jednak w kolejce po 7, a miejsce z boku nie do końca ją satysfakcjonowało. Przyszła więc po raz kolejny, tym razem już przed szóstą. Pojawiła się też wielka fanka musicalu (oczywiście w wickedowej koszulce), która widziała go już chyba kilkanaście razy. Z przyjemnością słuchałam jej opowieści o różnych obsadach i innych aspektach spektaklu. Bardzo przyjemna była też rozmowa z Francuzką, która na Wicked szła czwarty raz, przywiozła też swoją koleżankę, z którą dzień wcześniej dzięki day seats widziały Les Misérables. Z Francji mają tylko dwie godziny statkiem. Jak z tego nie korzystać?

    Najlepsze miejsca

    Z czasem ludzi przybywało, w pewnym momencie w kolejce było kilkadziesiąt osób. Na każdy spektakl są dwadzieścia cztery bilety day seats, a ponieważ w sobotę grane są dwa spektakle, w puli było czterdzieści osiem biletów. Jedna osoba może kupić maksymalnie dwa. Nie wiem, czy wszystkim udało się je dostać. My jednak miałyśmy miejsca na samym środku. Lepszych nie można było sobie wymarzyć.

    Przyznaję, że staram się oszczędzać na biletach na musicale, dlatego zwykle wybieram tańsze miejsca. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak duży błąd popełniałam. Pierwszy rząd w Apollo Victoria Theatre był jak spełnienie marzeń. Świetny widok na scenę, a przede wszystkim na aktorów – ich mimika była wspaniała, a czasem miałam wrażenie, że patrzą prosto na mnie. O obsadzie pisałam Wam w recenzji, dlatego teraz ograniczę się do jednego wniosku: nigdy więcej ostatnich rzędów za najniższą cenę. Mniej jeść, za to zapewniać sobie takie widoki, jak ten.

    The Theatre Cafe

    Czytaj dalej…

  • Everyone deserves a chance to fly – Wicked

    wickedOd dawna marzyłamWicked. Najpierw poznałam polskie wersje piosenek, potem przeszłam do oryginalnego soundtracku, by w końcu zapoznać się z całą historią. Wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, aż wyląduję na West Endzie w Apollo Victoria Theatre. O tym, jak do tego doszło, napiszę Wam w oddzielnym wpisie, teraz zapraszam na recenzję Wicked.

    Zielone przekleństwo

    Ludzie rodzą się z różnymi defektami, czasami bez kończyn czy zniekształceni. Jednak przyjście na świat zielonym jest czymś niezwykłym nawet jak na pełną magii Krainę Oz. Takie nieszczęście spotyka Elfabę – dziewczynę, która jest owocem romansu jej matki i tajemniczego nieznajomego. Nie ma w życiu łatwo – ojciec jej nienawidzi, siostra traktuje jak opiekunkę i służącą, ludzie na jej widok uciekają. Jest jednak coś, co czyni ją wyjątkową – magiczne moce, tak potężne, że każdy może ich pozazdrościć. Czy staną się one przepustką do lepszego życia? Czy Czarnoksiężnik z Krainy Oz, najpotężniejszy w ich świecie, czeka właśnie na nią? Czy jest ona w stanie zmienić to, że zwierzęta, w tym jej ukochany nauczyciel, profesor Dillamond, nagle przestają mówić? Co sprawi, że ta wrażliwa dziewczyna, spragniona miłości i dobra na świecie, stanie się najbardziej znienawidzoną czarownicą w całym Oz?

    Musicalowe marzenie

    Elfaba jest bardzo znaną postacią w świecie musicalowym. Nie jest księżniczką, nie jest kryształowa, podczas całego spektaklu zachodzi w niej szereg zmian. Ma w dodatku niesamowicie trudne songi – jest więc marzeniem wielu aktorek i jednocześnie jednym z największych musicalowych wyzwań. Willemijn Werkaik jest w tej roli perfekcyjna. Z pierwszego rzędu miałam niesamowity widok na całą jej postać, a oprócz wspaniałego głosu, zachwyciła mnie jej mimika i gesty. Grymasy wykrzywiające twarz, pełne miłości spojrzenie na Fiyero czy nieudolne ruchy w tańcu i uwodzeniu, każdy szczegół był bardzo dopracowany. Nie inaczej było w przypadku drugiej bohaterki – Glindy, granej przez Suzie Mathers. Zupełne przeciwieństwo Elfaby i mocno przerysowana postać – jej gesty, teksty, zachowanie, które sprawiały, że momentami cała sala leżała ze śmiechu. A jednocześnie ból na jej twarzy powodował, że człowiek miał ochotę wyć razem z nią.

    Inny świat

    Wrażenie robi też scenografia. Wielka bańka, w której z nieba opuszcza się Glinda, ogromna półka z butami Glindy, wspaniałe Emerald City, oszałamiający awatar Czarnoksiężnika, pojawiający się nagle domek Dorotki. I zachwycające kostiumy. Wieśniacy, którzy już na samym początku cieszą się ze śmierci wiedźmy, uczniowie w szkole Elfaby czy mieszkańcy Emerald City – każda postać była tak wielką indywidualnością, której osobowość zdradzał strój, że głowa chodziła mi jak szalona, próbując ogarnąć wzrokiem chociaż przez chwilę każdego, co było niestety niemożliwe. Wspaniałe były sceny zbiorowe, szczególnie scena balu w szkole i piosenka One short dayNie mogę nie wspomnieć o tancerzach, których świetnie zatańczone układy oddawały nastroje panujące w Oz.

    Wicked ideałem?

    Moja recenzja nie będzie miała standardowego podsumowania, bo nie potrafię wybrać. Nie umiem się zdecydować, czy większe wrażenie zrobiła na mnie Willemijn czy Suzie, a może był to świetny w roli Fiyero Oliver Savile. Nie wiem, czy ulubioną piosenką było Defying gravity, ze swoimi oszałamiającymi efektami specjalnymi i potężnym głosem Elfaby, bawiące do łez i urocze Popular, przepiękne As long as you’re mine, w którym ścisnęły mi się wnętrzności, No good deed, w którym twarz Elfaby zmieniała się z minuty na minutę, a tekst piosenki wyśpiewany tym mocnym głosem w połączeniu z muzyką na żywo i dymem sprawiły, że na kilka minut zapomniałam, jak się oddycha. A może wzruszające For good, w czasie którego miałam łzy w oczach i które uważam za najpiękniejszą piosenkę o przyjaźni, jaką kiedykolwiek słyszałam. Tym razem pojawi się tylko ocena ogólna i będzie to po raz pierwszy 10/10. Piękna, dająca do myślenia, historia, opowiedziana i wyśpiewana przez rewelacyjnych wokalnie i aktorsko artystów. Wspaniała, ogromna scenografia, świetne efekty specjalne i dopracowane w każdym calu stroje. Cudowna muzyka, która porusza, wzrusza i bawi. Porywające sceny zbiorowe. Nie mam Wicked nic do zarzucenia. Jest dla mnie synonimem musicalu idealnego. W Londynie za dziesięć dni zmienia się obsada. Jestem ogromną szczęściarą, że udało mi się trafić na tych fantastycznych aktorów. Wiem, że nie był to mój ostatni spektakl. Z pewnością będę chciała zobaczyć Wicked ponownie i to nie tylko jeden raz.

    Szczegóły spektaklu

    Obsada:

    Elfaba: Willemijn Werkaik

    Glinda: Suzie Mathers

    Fiyero: Oliver Savile

    Madame Morrible: Sue Kelvin

    Czarnoksiężnik: Mark Curry

    Nessarose: Sarah McNicholas

    Boq: Idriss Kargbo

    Dr Dillamond: Martin Ball

    Data:

    8.07.2017

    Ocena ogólna: 10/10!!!

  • Lipcowy przegląd musicalowy

    lipcowy przegląd musicalowyNadszedł lipiec. Dzisiaj zamknęłam sesję i oficjalnie rozpoczynam… szukanie pracy. Chociaż, szczerze mówiąc, teraz żyję tylko tym, co się wydarzy za kilka dni, czym chwalę się nieustannie od dwóch miesięcy. Spełnię kolejne moje marzenie z listy marzeń. To już trzeci punkt z niej, a dopiero początek lipca. Przede mną dziewiąty musical w tym roku, ten najbardziej wymarzony i wyczekany. Zobaczę Wicked. Już za kilka dni czeka mnie cudowny weekend w Londynie (spodziewajcie się obszernej relacji na Facebooku i Instagramie). Jednak zanim to nastąpi, przyjrzyjmy się ofertom naszych rodzimych teatrów. Nie jest zbyt duża, jednak nie wszystkie teatry mają już przerwę wakacyjną. W jednym nawet czeka nas premiera. Zapraszam na Lipcowy przegląd musicalowy.

    Warszawa

    Teatr Dramatyczny w Warszawie zaprasza na premierę nowego musicalu Kinky Boots. Zobaczymy w nim też Cabaret.

    Gdynia

    Teatr Muzyczny w Gdyni w wakacyjnym secie pokaże nam Notre Dame de Paris.

    Kraków

    Teatrze Variéte załapiemy się jeszcze na dwa spektakle Legalnej Blondynki.

    I to niestety wszystko w Lipcowym przeglądzie musicalowym. Można napisać, że teatry odpoczywają, ale nic bardziej mylnego, ponieważ w większości trwają intensywne próby do jesiennych premier. Już od września ruszą z kopyta. Mam już bilet na Pilotów i ogromną nadzieję, że nie będzie to jedyny nowy musical w tym roku.

    A skoro tym razem tak krótko, to podrzucę Wam jedną z moich ukochanych, wickedowych piosenek.

    Wybieracie się na coś w lipcu czy odkładacie pieniądze na jesienne musicalowe szaleństwo?

Close