• Maja Gadzińska: chcę się stawać lepszą wersją samej siebie

    Maja GadzińskaJest jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek Teatru Muzycznego w Gdyni i chyba jego największą gwiazdą. Uważa, że ma w życiu ogromne szczęście, jest duma z debiutu w roli drzewa i z każdą rolą chce się stawać coraz lepszą wersją samej siebie. Witam Was w kolejnej Musicalnej rozmowie, moim gościem jest Maja Gadzińska.

    Musicalna: Jakim jednym słowem byś opisała swoją pracę?

    Maja Gadzińska: Będzie sztampowo, jak powiem “marzenie”? Jeśli mogłabym wymarzyć i zaprojektować sobie jakiś plan na życie, to właśnie tak by się to potoczyło w mojej głowie. Jestem z Gdyni, chciałam tu mieszkać i pracować i nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej. A mój zawód to dla mnie przede wszystkim ogromna szansa, żeby się rozwijać, spełniać marzenia, za każdym razem próbować czegoś nowego. No, może to nie było opisane jednym słowem (śmiech). W każdym razie marzyłam, żeby robić coś, co pozwoli mi stawać się lepszą wersją samej siebie.

    To co Cię najbardziej fascynuje w tym zawodzie?

    Chyba to, że z każdym nowym wyzwaniem, które się przed nami, jako aktorami, stawia, możemy przekraczać swoje bariery, odkryć w sobie rzeczy, o które byśmy siebie nie podejrzewali, zwłaszcza jeśli dostajemy rolę zupełnie nie po warunkach. To jest najbardziej fascynujące. Praca z ludźmi, zbieranie nowych doświadczeń, wymiana energii. Przykładem tego jest cudowna jest współpraca przy Notre Dame de Paris, gdzie my – aktorzy etatowi, żyjący w swoim własnym sosie –  dostajemy napływ ludzi z innych środowisk, doświadczamy zupełnie innej energii. Nagle znika rutyna i chce się pracować przy tym konkretnym tytule i jest to absolutnie budujące i niosące.

    Myślałaś, co byś robiła w życiu, gdyby nie musical?

    Czytaj dalej…

  • Jak zobaczyć popularne tytuły na West Endzie i nie zbankrutować? Poradnik dla początkujących.

    Jak Wam idzie realizowanie noworocznych postanowień? Udało się już coś osiągnąć? Jeżeli na liście marzeń na ten rok, podobnie jak ja, macie wizytę w Londynie, śpieszymy z pomocą. Jedna z czytelniczek, Dominika, specjalnie dla Was przygotowała wpis, jak zobaczyć popularne tytuły na West Endzie i nie zbankrutować. Zapraszamy do lektury.


    Od dawna wiadomo, że Londyn musicalami stoi. West End jest dla Europejczyków tym, czym Broadway dla Amerykanów. Dziesiątki tytułów, wiele z nich granych od lat (chociażby The Phantom of the Opera, który z sukcesem od 31 lat nawiedza gmach Her Majesty’s Theatre), setki znanych aktorów i niezliczone tłumy widzów, którzy co wieczór oblegają tę część miasta. Londyn nigdy nie śpi.

    Tak więc skuszeni możliwością zobaczenia ukochanego przedstawienia kupujecie bilet do Londynu i… okazuje się, że dobre miejsca w teatrze kosztują małą fortunę (dla przeciętnego zjadacza chleba). Stajecie przed smutnym wyborem i decydujecie, że lepiej mieć pieniądze na nocleg i wyżywienie. W rezultacie kupujecie miejsca na balkonie i/albo z ograniczonym widokiem na scenę. No, ale przecież zaliczyliście jeden z topowych musicali! (co z tego, że twarze aktorów były niewidoczne z tej odległości… i że prawą stronę sceny zasłaniał filar… i że ludzie z pierwszych rzędów nieznośnie nachylali się do przodu, żeby wystające elementy dekoracji teatru nie zasłaniały im widoku, w rezultacie jednak widzieliście przed sobą jedynie morze głów).

    Tylko że wcale nie musi tak być.

    Cześć! Mam na imię Dominika i od ponad trzech lat studiuję i pracuję w Londynie. Mimo ogromnej miłości do musicali przez pierwsze dwa lata nie zawitałam do żadnego z teatrów na West Endzie. Naczelnym problemem był oczywiście skromny studencki budżet. Szybkie sprawdzenie cen powodowało u mnie palpitację serca i przez długi czas myślałam, że będę zmuszona zaoszczędzić sporą kwotę, aby móc zobaczyć te wszystkie cuda.

    W pewnym momencie tęsknota za teatrem okazała się jednak zbyt silna i gorączkowo zaczęłam szukać sposobów na obejrzenie jak największej liczby tytułów za jak najmniejsze pieniądze. Niemożliwe? A jednak!

    Poniżej znajdziecie mój poradnik, w którym wytłumaczę sposoby na zdobycie biletów do teatrów na West Endzie – część z nich to metody mało popularne i przez to z pewnością bardzo atrakcyjne dla miłośników musicali „na budżecie” (i nie tylko).

    TheatreMonkey

    Czytaj dalej…

  • Styczniowy przegląd musicalowy

    styczniowy-przegladWstawiłam Wam zdjęcie ze śniegiem, bo za oknem niestety o niego trudno. Chociaż ostatnio powoli staje się coraz mroźniej. Rozgrzewki możemy oczywiście poszukać w teatrach. Zapraszam Was na styczniowy przegląd musicalowy.

    Warszawa

    Teatr Roma na Dużej Scenie zaprasza na Pilotów, zaś na Novej Scenie na Małego KsięciaKsięgę DżungliAlicję w krainie czarów. W Teatrze Rampa Rapsodia z demonemKobiety na skraju załamania nerwowego, natomiast dla młodszych widzów Tajemniczy ogród. Studio Buffo pokaże Romea i JulięMetro. W Teatrze Komedia Pierwsza randka.

    Poznań

    Czytaj dalej…

  • Accantus na żywo: czy zmiany zawsze są dobre?

    Accantus

    Recitale Accantus na żywo nie są dla mnie niczym nowym. Od momentu, w którym odkryłam Studio, jeżdżę na nie dość regularnie. Ze względu na to, że nie odbywają się one w Poznaniu, a oprócz biletu muszę też pokryć koszty podróży, rzadko jadę dwa razy na ten sam recital. Wyjątkiem jest Sylwia Banasik, której głos lubię tak bardzo, że żadne miasto nie jest dla mnie przeszkodą (byłam w Warszawie, Krakowie i Bydgoszczy). Najnowszy recital w bydgoskiej Adrii przyniósł duże zmiany w porównaniu z poprzednimi. Nowy repertuar, nowi goście. Czy te zmiany są korzystne? Zapraszam Was na recenzję.

    Miłość od pierwszego usłyszenia

    Często się śmieję, że to była miłość od pierwszego usłyszenia, ponieważ kiedy po raz pierwszy trafiłam na Sylwię Banasik na YouTubie, pomyślałam tylko: jaki ona ma piękny głos. Dwa miesiące później byłam już na jej recitalu. Od tego momentu minęło 1,5 roku, a jej głos dalej mnie zachwyca. Sylwia stale się rozwija i to słychać. Tak było i tym razem. Piękna piosenek w jej wykonaniu nie da się opisać słowami. Przy Wyśniłam sen niemal płakałam razem z nią, cudowne Uwierz w nas przy akompaniamencie pianina i skrzypiec wywołało ciarki, a duet z Pawłem Izdebskim Masz jeszcze czas jak zawsze niesamowicie mnie wzruszył. Bacznie obserwuję mimikę Sylwii i z radością widzę, że staje się coraz lepszą aktorką. Przenosi nas w światy, o których właśnie śpiewa. Czas na grzech pokazuje jej zupełnie nowe oblicze, a Si petite z bisu bawi do łez. Trzeba też wspomnieć o Wicked. Solowe piosenki z tego musicalu są zdecydowanie najmocniejszym punktem występów Sylwii. Koniecznie przyjrzyjcie się jej twarzy w Dobrą być nie popłaca. Zobaczycie wewnętrzną walkę Elfaby, skrajne emocje, przechodzenie z rozpaczy we wściekłość pomieszaną z bólem. Zawsze z utęsknieniem czekam na tę piosenkę i nie spodziewam się, że może ona być zaśpiewana jeszcze lepiej, a Sylwia stale mnie w niej zaskakuje. Z pewnością mogę stwierdzić, że wykonanie z ostatniego recitalu było najlepszym jej wykonaniem do tej pory (a słyszałam je na żywo szósty raz).

    Dobry wokalista nie oznacza dobrego aktora

    Czytaj dalej…

  • Moje musicalowe marzenia na 2018 rok

    musicalowe marzeniaKiedy patrzę na listę moich marzeń z zeszłego roku, nie mogę przestać się uśmiechać. Udało mi się spełnić niemal wszystkie! Niektóre wymagały więcej pracy i poświęcenia, inne przyszły całkiem naturalnie. Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie zeszłego roku. Pokażę Wam też moje musicalowe marzenia na nowy 2018 rok.

    Wicked

    Moje główne, pierwsze spełnione marzenie z poprzedniej listy, było jednym z najpiękniejszych momentów minionego roku. Od kupienia w maju biletów na samolot, przez radosne oczekiwanie, niemal cztery godziny w kolejce przed teatrem po moment, w którym stało się TO. Kojarzycie to uczucie, kiedy właśnie spełnia się Wasze marzenie? Coś, na co czekaliście tyle czasu, pragnęliście tego, nareszcie się dzieje? Tak się czułam, siedząc w pierwszym rzędzie Apollo Victoria Theatre i czekając na Wicked. Nie zawiodłam się ani trochę. Zrozumiałam, jak wspaniałą rolą jest Elfaba, Wicked zostało najlepszym musicalem, jaki w życiu widziałam i bardzo trudno będzie je przebić.

    Nowy cykl na blogu

    Cykl, który zaplanowałam już na samym początku blogowania, czyli Musicalne rozmowy. Przyznam, że są moim oczkiem w głowie i Waszym chyba też, bo najchętniej je czytacie. Dla mnie to przede wszystkim okazja do poznania moich idoli i cudownych gwiazd naszej sceny musicalowej. Z każdym kolejnym wywiadem uświadamiam sobie, jakie mam szczęście, że mogę słuchać tych ludzi, wypić z nimi kawę i zaczerpnąć od nich trochę pasji i radości życia, którą emanują.

    Zobaczyć dwanaście musicali

    Czytaj dalej…

  • To Pan Hurricane, znowu lata nim Jan – Piloci po raz drugi

    Piloci RomaCzęsto wychodzę ze spektaklu z przekonaniem, że chcę zobaczyć go jeszcze raz, jednak z powodu niedoboru czasu i pieniędzy, zdarza mi się to niezwykle rzadko. Wiedziałam, że Pilotów chcę obejrzeć ponownie i po dwóch miesiącach pojawiłam się ponownie w Teatrze Roma. Zapraszam na wrażenia z tej wizyty. Recenzję z premiery drugiej obsady możecie przeczytać tutaj.

    Kiepska premiera – kiepski spektakl?

    Słyszałam ostatnio, że premierowe spektakle to jedne z najgorszych, bo aktorzy zmęczeni całymi dniami prób, są już często wypaleni i mają przesyt danego tytułu. Mimo że starają się zagrać jak najlepiej, prawdziwą wartość musicalu widać po kilku miesiącach gry. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Artyści, którzy przez kilkadziesiąt spektakli zżyli się ze swoimi postaciami, są w nich bardziej wiarygodni. Cała obsada wydaje się bardziej zgrana, przez co spektakl zyskuje na ciągłości – pourywane sceny i rozproszone akty, które tak przeszkadzały mi poprzednim razem, teraz wyblakły. Mam wrażenie, że trochę zmieniły się wypowiadane kwestie. Nie zmieniło się jednak zakończenie, nad czym trochę ubolewam.

    Inna obsada to niemal inny musical

    Czytaj dalej…

  • 10 ulubionych piosenek Studia Accantus z 2017 roku

    Studio Accantus
    fot. Borys Kozielski, źródło: https://www.facebook.com/StudioAccantus/

    Pod koniec grudnia większość z nas podsumowuje miniony rok, często rozlicza się z niezrealizowanych planów lub opowiada o rzeczach, które w danym roku wpłynęły na niego najbardziej. Jak wiecie, jestem wielką fanką Studia Accantus, w dużej mierze to im zawdzięczam powstanie bloga, a połowę z dotychczasowych Musicalnych rozmów przeprowadziłam z członkami Studia. Oczywiście nie jest tak, że podoba mi się każda ich aranżacja. Zdarzały się piosenki, do których po jednokrotnym przesłuchaniu, więcej nie wróciłam. W tym wpisie chciałam pokazać Wam 10 perełek z 2017 roku, które całkowicie podbiły moje serce.

    10. Dzwony Notre Dame (Dzwonnik z Notre Dame)

    Piosenka, która rozpoczyna film Dzwonnik z Notre Dame. Zachwyca wspaniała gra Krzysztofa Szczepaniaka (skarpetka wymiata) i piękny wokal Kamila Zięby. To jedna z tych, z którymi bardzo często śpiewam (oczywiście, kiedy nikt nie słyszy).

    9. Alexander Hamilton (Hamilton)

    Czytaj dalej…

  • Poradnik prezentowy dla fana musicalu

    poradnik prezentowyDo Świąt Bożego Narodzenia pozostało tylko dziesięć dni. Jak wygląda u Was sytuacja z prezentami? Już dawno skompletowane czy raczej zostawiliście je na ostatnią chwilę? Jeżeli nie macie jeszcze prezentów dla fanów musicalu, śpieszę z pomocą. Przedstawiam Wam poradnik prezentowy.

    1. Bony i karty musicalowe

    Wiemy, że bilety na musicale nie należą do najtańszych. W dodatku, jeśli chcemy taki bilet podarować w prezencie, musimy wybrać konkretny spektakl i dzień, a ten nie zawsze może pasować obdarowanemu. Rozwiązaniem są bony i karty musicalowe, które oferują niektóre teatry w Polsce. Tego typu karty znajdziemy m.in. w Teatrze Roma, Teatrze Rampa, Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku czy w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Ich ceny zaczynają się od 50 zł.

    2. Płyta z soundtrackiem

    Muzyka z konkretnego musicalu towarzyszy mi zawsze po wyjściu z teatru. W tym momencie niektóre nasze teatry wydają swoje płyty: Teatr Roma i Teatr Muzyczny w Poznaniu prowadzą przedsprzedaż. Płyta z Pilotów ukaże się 31 grudnia, natomiast z Nine 14 lutego. Już teraz możemy je podarować, a wysyłka w przyszłości będzie dodatkową niespodzianką. Bardzo polecam też Opowieści zimowe, które wspaniale wypełniają zimowe wieczory. Możemy też zakupić płyty z zagranicznych musicali, nagrane przez broadwayowskie obsady. Bez problemu dostaniemy u nas Hamiltona czy Wicked.

    3. Płyta z musicalem

    Czytaj dalej…

  • I only want to say – Jesus Christ Superstar

    Jesus Christ SuperstarIstnieje wiele musicali, które są oparte na prawdziwych historiach, takich jak Evita czy bardzo popularny ostatnio Hamilton. Niektóre z wydarzeń są jednak bardziej niezwykłe od innych. Co gdyby zamiast historii człowieka, opisać historię Boga? Tego wyzwania podjął się Andrew Lloyd Webber, tworząc Jesus Christ Superstar. Co o jego podejściu mówi ten musical? Jaki jest Jezus w tej opowieści? I wreszcie, jak z tak popularnym musicalem poradził sobie Teatr Muzyczny w Łodzi? Dzisiaj zapraszam Was na recenzję rock opery Jesus Christ Superstar.

    Historia cieśli

    Historię Jezusa w przybliżeniu znają nawet niewierzący. Młody cieśla, który wędruje po świecie ze swoimi uczniami, czyni cuda, uzdrawia chorych, nawraca. Mężczyzna o ogromnej charyzmie i sile, która przyciąga ludzi. W tym wydaniu bardzo uwspółcześniony. Stroje, które bardziej pasują do wieku dwudziestego niż do pierwszego. Świątynia, zamiast na targowisko, przerobiona na klub nocny. I Jezus. Idol młodych, współczesna gwiazda, a nawet supergwiazda. Trzeba przyznać, że cały musical zrobiony jest dosyć odważnie. Ukazuje Jezusa przede wszystkim jako człowieka, nie jako Boga. Człowieka, zmęczonego tłumem, który otacza go ze wszystkich stron i który wręcz wymaga, żeby Jezus go uzdrowił. Człowieka, który boi się tego, co ma nadejść, a jednocześnie wie, że musi to zrobić. Człowieka, który cierpi, kiedy zdradzają go ci, którym ufał. Mnie ten ludzki Jezus bardzo odpowiada. Zwraca uwagę na tę część jego natury, którą często pomijamy. A odpierając ataki na ten musical – jako osoba wierząca, nie poczułam się dotknięta, nie uważam spektaklu za bluźnierstwo, wręcz przeciwnie – szczególnie sceny biczowania zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

    Zachwycająca obsada

    Czytaj dalej…

  • Natalia Piotrowska: wystarcza mi to, co mam

    Natalia PiotrowskaNie chciałaby zagrać przesłodzonej księżniczki, jak się nie skupi, to wpada z rozpędem na scenę, a czas wolny ostatnio najchętniej wypełnia siłownią. Zapraszam na kolejną Musicalną rozmowę, moim gościem jest Natalia Piotrowska.

    Musicalna: Jakiej roli nigdy nie chciałabyś zagrać?

    Natalia Piotrowska: Nigdy o tym nie myślałam. Każda rola jest dla mnie wyzwaniem, więc chciałabym spróbować wszystkiego. Są oczywiście takie, które są dla mnie dosyć miałkie i nie do końca ciekawe, np. role przesłodzonych księżniczek. Moja osobowość, charakterystyka i fizyczność niespecjalnie do tego pasuje, więc obawiam się, że mogłabym wypaść w nich sztucznie. Chyba jednak nie ma konkretnej roli, której bym nie chciała zagrać.

    To jakie role stanowią największe wyzwanie?

    Te, które są całkowicie odmienne od naszego charakteru. Aktorstwo to jesteśmy my, nasze emocje, fizyczność, nasz głos i to wszystko musimy przerzucić przez siebie. Postać, która jest całkowicie inna, która zachowuje się zupełnie inaczej niż my sami, jest trudna do zagrania. Wymaga wielu godzin prób i przede wszystkim zrozumienia jej działań, absolutnego wczucia się w tę postać.

    Masz swoje musicalowe marzenie?

    Jeszcze parę lat temu powiedziałabym, że jest to ElfabaWicked, ale w tym momencie chyba nie mam takiego konkretnego. Biorę to, co los mi przynosi i staram się z każdej roli zrobić coś dobrego. Wiadomo, że raz się to udaje bardziej, raz mniej, ale walczę dalej.

    Jak zaczęła się przygoda z musicalem?

    Wszystko zaczęło się w roku 2006. Zaczynałam wówczas naukę w IV Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy. Pojechałam z klasą na wycieczkę do Warszawy, na Taniec wampirów do Teatru Roma. To był pierwszy musical, który zobaczyłam na żywo i absolutnie się zakochałam. Nie wiązałam w ogóle swojej przyszłości ze śpiewaniem, marzyłam o tym, żeby zostać dziennikarką. Byłam w klasie o profilu dziennikarskim i święcie wierzyłam, że to jest moja droga. Ale poszliśmy na ten musical, siedziałam w pierwszym rzędzie na samym środku i po raz pierwszy coś tak bardzo mnie pochłonęło. Muzyka, aktorzy, wampiry, które krążyły wokół mnie, które się nagle wyłaniały. Siedziałam jak zaczarowana i pamiętam, że nagle, podczas którejś ze scen doznałam olśnienia: przecież ja też tak chcę! Wróciłam do domu i to marzenie się w mojej głowie kotłowało. Nie miałam pojęcia, że są szkoły, które przygotowują do takiego zawodu. Wtedy dopiero zaczynałam liceum, miałam jeszcze parę lat na podjęcie takiej decyzji. W zasadzie tuż przed maturą dowiedziałam się, że w Akademii Muzycznej w Gdańsku są studia musicalowe, to był wtedy zupełnie nowy kierunek. Niestety nie spełniałam praktycznie żadnych wymogów, aby się tam dostać (śmiech). Nie chodziłam wcześniej do szkoły muzycznej, nie uczyłam się profesjonalnie śpiewać, tańczyć. Owszem, śpiewałam na szkolnych akademiach, weselach i próbowałam swoich sił w konkursach wokalnych, ale traktowałam to jako hobby. Podeszłam do egzaminów wstępnych bez jakiejkolwiek wiary w to, że się uda, bo byłam całkowitym laikiem. Ale udało się. Do tej pory jestem wdzięczna moim profesorom, że dali mi szansę. Tak naprawdę dopiero na studiach zaczęła się moja miłość do musicalu, dopiero wtedy zaczęłam poznawać musicale, wdrażać się w ten temat. Skończyłam szkołę, a potem jakoś samo poszło.

    Kiedy zadebiutowałaś na scenie?

    Czytaj dalej…