Ciekawostki Archive

  • Jak zostać artystą musicalowym?

    jak zostać artystą musicalowymKto z Was, oglądając jakiś wspaniały musical, nie marzył o tym, żeby pojawić się na scenie razem z artystami? Ja bardzo, mimo oczywistego braku talentu w tym kierunku. Jeżeli jednak wybór życiowej drogi jeszcze przed Wami, poprosiłam Monikę z bloga Spojrzenie na musical o kilka wskazówek, jak zostać artystą musicalowym. Myślicie, że na przygotowania do egzaminów, które odbędą się w przyszłym roku na przełomie czerwca/lipca jest jeszcze za wcześnie? Obawiam się, że czasami może być nawet za późno. Zapraszam Was na wpis Moniki.


    Jeśli myślicie o karierze artysty musicalowego, mogę się z Wami podzielić kilkoma wskazówkami. Dotyczą one tego, jakie decyzje musicie podjąć i na co się przygotować… bo jak sądzę, każdy z Was wie, że musi przede wszystkim popracować warsztatowo.

    Przygotuj się na opór rodziny.

    To jest właściwie pierwsza rzecz, z którą należy się pogodzić, aby w przyszłości, realizując się zawodowo, po prostu nie zwariować. Oczywiście, są rodzice, którzy potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi, którzy lubią teatr czy muzykę lub których po prostu stać na to, by dziecko realizowało się w czymś „bez przyszłości”. Jednak nie oszukujmy się, w większości przypadków rodzice podchodzą do tematu odrobinkę wrogo. Dla nich „aktor” to wytatuowany skandalista, a teatr jest miejscem, gdzie uprawia się seks na żywo. Może, zanim zdecydujemy się wkroczyć na tę „drogę moralnego zepsucia”, warto zaprosić rodzinę do teatru na coś dobrego i ciekawego, aby ten obraz sztuki trochę poprawić?

    Nastaw się na dużo pracy i wydatków.

    Jeżeli myślimy poważnie o zawodzie artysty scen muzycznych, naukę musimy rozpocząć na długo przed egzaminami wstępnymi. Oczywiście, szkoła istnieje po to, aby tam się wszystkiego nauczyć, jednak w praktyce wygląda to tak, że w rekrutacji biorą udział setki (w Zelwerowiczu są to ponoć tysiące…) młodych ludzi i każdy może okazać się lepszy od nas. Jeśli więc zależy nam na tej ścieżce kariery, musimy zainwestować w siebie. Co nam się może przydać?

    • śpiew,
    • aktorstwo (głównie interpretacja wiersza i prozy oraz improwizacja),
    • taniec (warto postawić na klasykę, jazz i broadway dance, ale jednak ważniejsza od techniki jest kondycja oraz koordynacja ruchowa),
    • dykcja,
    • dodatkowym atutem będą warsztaty z castingu i/lub autoprezentacji,
    • ponadto większość egzaminów do szkół artystycznych to wiedza teoretyczna, dlatego warto zapoznać się z pozycjami książkowymi proponowanymi przez uczelnię.

    Całkowite koszty miesięczne to około 250-600 zł – w zależności od konkretnych potrzeb, cen oraz organizacji pracy. A warto dodać, że egzaminy najczęściej również są płatne, więc oszczędności mogą się przydać.

    Przygotuj się na ogromną konkurencję – zwłaszcza jeśli jesteś kobietą.

    Czytaj dalej…

  • 20 rzeczy, których nie powinnaś robić w Londynie

    w LondynieTrudno mi uwierzyć, że od wyjazdu do Londynu minęły już prawie dwa miesiące. Lubię wracać myślami do tego czasu, przeglądać zdjęcia czy wspominać rewelacyjne Wicked, które szturmem zdobyło moje serce i bez najmniejszych problemów stało się najlepszym musicalem, jaki w życiu widziałam. Myślę, że nadszedł czas, żeby na Londyn spojrzeć z dystansu. I to pod kątem wpadek, które zaliczyłyśmy podczas naszej pierwszej wizyty w stolicy Wielkiej Brytanii. Oto 20 rzeczy, których nie powinnaś robić w Londynie.

    Nie licz na to, że autobus zatrzyma się dlatego, że stoisz na przystanku.

    Kiedy trzy razy okrążysz dworzec, na którym wysiadłaś z autobusu z lotniska, w końcu szczęśliwe znajdujesz przystanek, z którego dojedziesz na miejsce noclegu. Widnieje nawet numer oczekiwanego autobusu. Eureka. Problem w tym, że za kilka minut widzisz, jak ten autobus przejeżdża sobie obok Ciebie i jedzie dalej. Być może dlatego, że nie zamachałaś, żeby się zatrzymał (a powinnaś!), a może dlatego, że…

    Nie patrz w lewo, wyglądając autobusu.

    No właśnie. Wszyscy wiemy, że w Anglii jest ruch lewostronny. Ale i tak autobusu wypatrujesz nie z tej strony, co trzeba. Nauczysz się. Kiedyś.

    Nie próbuj zapłacić za autobus kartą walutową.

    Udało się! Autobus się zatrzymał, wsiadasz. I próbujesz zapłacić za bilet kartą walutową (bilety papierowe trudno zdobyć gdziekolwiek, karty oyster nie opłacało się wyrabiać). Przykładasz więc swoją kartę walutową do czytnika. I nic. Nie wchodzi. Okazuje się, że wejdzie polska karta debetowa. Szkoda tylko, że zostawiłaś ją w Polsce. Żeby nie narażać się na duże straty, jeśli Cię okradną. Cóż.

    Nie licz na to, że ciąg numerów oznacza dokładny adres.

    Szczęśliwie dotarłaś na miejsce, aplikacja w telefonie doprowadziła Cię tam, gdzie powinien znajdować się dom, w którym nocujesz. Powinien. W końcu ten ciąg cyfr przy adresie to chyba numer domu? Niestety. To tylko postcode. Dobra wiadomość jest taka, że nocujesz w którymś z dwunastu domów, które ten kod obejmuje. Zła jest taka, że nie wiesz, w którym dokładnie.

    Nie włamuj się do domu, do którego masz klucze, ale nie umiesz z nich skorzystać.

    To miłe, że nie będziesz nocować na dworcu, a w domu, za który już wcześniej zapłaciłaś. Dostałaś w końcu jego numer, masz klucze. A że nie umiesz otworzyć zamka? W Anglii zamki są dziwne, nie przejmuj się. Za dziesiątym razem się uda.

    Nie oczekuj normalnych gniazdek.

    Telefon naładowany tuż przed samym odlotem, dwa power banki, ładowarka. Mamy tam dwie noce, w nocy się naładuje telefon i cały dzień pójdzie relacja na instastory, może nawet w kolejce po bilet obejrzymy jakiś film? Tak, to świetny pomysł – pod warunkiem, że nie zapomnisz o tym, że w Wielkiej Brytanii są inne gniazdka. I żeby naładować telefon swoją ładowarką, musisz mieć przejściówkę. Oczywiście możesz ją kupić w każdym sklepie, w końcu to inwestycja, która zaprocentuje. Chyba. Bo nie wiesz, czy przyjedziesz do tego kraju w najbliższym czasie. Lub w ogóle.

    Nie frustruj się z powodu osobnych kranów z ciepłą i zimną wodą.

    W końcu w domu też kiedyś miałaś dwa oddzielne kurki. Jakieś dwadzieścia lat temu. Powrót do przeszłości bywa fajny. Chyba że jest pierwsza w nocy, Ty musisz wstać o 5, żeby już chwilę po 6 być pod teatrem, a masz wybór pomiędzy wrzątkiem a rozpuszczonym lodem. Wtedy to aż tak nie bawi.

    Nie chodź na palcach przy drzwiach, które okazują się drzwiami na podwórko, a nie do pokoju współlokatorów.

    Skąd miałaś wiedzieć? Przecież wyglądają dokładnie tak samo.

    Nie próbuj otwierać okien do wewnątrz.

    Jeszcze się nie nauczyłaś, że oni lubią wszystko robić na odwrót? Otwierają się na zewnątrz. Filmy nie kłamią.

    Nie zdziw się, że do herbaty w McDonald’s dostaniesz mleko.

    Udało się, jesteś druga w kolejce po bilety na Wicked. To nic, że przed Tobą prawie cztery godziny czekania, aż otworzą kasy. Niedaleko jest McDonald’s. Kupujesz w nim kawę z mlekiem i herbatę… z mlekiem. Co kraj, to obyczaj. A ta wersja jest nawet smaczna.

    Nie oszczędzaj dłoni na oklaskiwaniu musicalu.

    Bo masz do tego tylko 1 szansę. Słownie: jedną. Nie będzie bisów, nie będzie kilku odsłonięć kurtyny. Jedne brawa i koniec. Ach, ta angielska powściągliwość.

    Nie oczekuj, że na każdym rogu będzie czekało fish&chips w normalnej cenie.

    Chyba najbardziej popularne angielskie danie. Wydaje Ci się, że będzie wszędzie: w każdej knajpie, w budce. Czasem je znajdziesz. W cenie, która jest 1/3 ceny biletu na Wicked. Albo nawet jego połową. Nagle okazuje się, że rybę z frytkami dużo taniej zjesz nad polskim morzem. Za to możesz wybrać pysznego burgera.

    Nie zdziw się, jeśli Anglik, który przyjmuje od Ciebie zamówienie, okaże się Polakiem na Wyspach.

    Szczególnie wtedy, jeśli koleżanka będzie Ci tłumaczyć, co właśnie powiedział o rodzajach wysmażenia burgerów. On się na tym świetnie zna. Przy okazji pogadacie sobie o życiu tutaj. I przyniesie Ci rewelacyjne burgery.

    Nie trać nadziei, gdy wymarzona kawiarnia jest zamknięta, mimo że powinna być otwarta.

    Z przejęciem patrzysz to na zegarek, to na tabliczkę przy drzwiach. Powinna już być otwarta. Powinna. Przyglądasz się plakatom musicali. Wiesz, że w środku czeka na Ciebie miotła Elfaby z premiery Wicked na West Endzie. Czekasz. Na Twitterze piszą, że dzisiaj wyjątkowo otwierają później. Nie martw się. Jak przyjdziesz jeszcze dwa razy i poczekasz pół godziny przed wejściem, w końcu otworzą. A kiedy, popijając Gravi-tea, siedząc tuż obok miotły, będziesz słuchać z głośników Defying gravity, będziesz wiedziała, że warto było czekać.

    Nie przepraszaj figury woskowej za to, że stanęłaś jej na drodze.

    Kiedy przechadzasz się między figurami, robisz z nimi zdjęcia i zachwycasz się detalami, zauważasz, że stanęłaś tuż przed obiektywem pani, która chce zrobić zdjęcie. Szybko przepraszasz i usuwasz się na bok. Pani nawet nie podziękowała. Nie drgnęła o milimetr. Może dlatego, że też jest z wosku. Tak bywa.

    Nie zdziw się, jeśli w Muzeum Madame Tussauds zażyczą sobie £17 za zdjęcie.

    Jeździsz sobie kolejką po muzeum, w pewnym momencie robią Ci zdjęcie. Myślisz, że będziesz miała fajną pamiątkę z tej wycieczki. Podajesz pani numer zdjęcia i zadowolona wręczasz jej banknot pięciofuntowy. Pani patrzy na Ciebie dziwnie, po czym mówi, że zdjęcie kosztuje siedemnaście funtów. Siedemnaście funtów?! Pokornie przepraszasz i się wycofujesz. Ktoś widział wyjście ewakuacyjne?

    Nie kupuj pocztówek droższych niż 10 pensów.

    Będą kusiły na każdym rogu, piękne, kolorowe i po 2 funty. Ok, idziesz dalej, znajdujesz za 50 pensów. Może to już czas? Poczekaj, kup te za 10 pensów. I tak za znaczek zapłacisz 15 razy więcej.

    Nie licz na to, że kartka dojdzie do Polski wcześniej niż za miesiąc.

    Co z tego, że wszyscy już dawno zapomnieli, że tam byłaś. Już przełknęłaś tę gorycz, że zmarnowałaś tyle pieniędzy na kartki i znaczki, które zginęły w otchłani zapomnienia. A tu taka niespodzianka. Kartka odwiedziła w Polsce miejsca, w których nawet nie byłaś. W końcu to logiczne, że do każdego miejsca w Polsce kartka z UK idzie przez Piotrków Trybunalski.

    Nie daj się zmylić oznaczeniu „Priority line”

    Wydaje się, że to jedyne wejście do strefy odpraw, ale przecież masz zwykły bilet. Jednak kiedy obejdziesz lotnisko trzy razy, godzina odlotu nieubłaganie się zbliża, w końcu nieśmiało pytasz w informacji, którędy iść. Tak, miałaś rację na samym początku. „Priority line” to tylko zmyłka dla takich nieogarniętych turystów jak Ty. Szybko idziesz, żeby przypadkiem nie spóźnić się na boarding. Nie spiesz się. I tak utkniesz w kilometrowej kolejce.

    Nie mów, że to jedyna podróż do Londynu w Twoim życiu.

    Bo raczej tak nie będzie. Nastaw się na to, że już w samolocie powrotnym do Polski zaczniesz planować kolejną. Wicked nie da się obejrzeć tylko raz. A przecież czeka Cię jeszcze tyle musicali. I Tower Bridge, z którego zrezygnowałaś, bo bolały Cię nogi. Nie widzieliście przypadkiem tanich biletów z Poznania?

    To takie krótkie podsumowanie naszej cudownej przygody. Macie na koncie jakieś wpadki z wyjazdów? Koniecznie się nimi podzielcie. A może w najbliższym czasie wybieracie się do Londynu? Może nasze wskazówki okażą się przydatne 🙂

  • Letnie musicale na jesienny sierpień

    letnie musicale

    Mimo że mamy sierpień, czyli teoretycznie lato, pogoda w ostatnich dniach jest wybitnie jesienna. Szaro, brzydko, deszczowo i zimno. Zamiast wygrzewać się w słońcu, otulamy się kocem i pijemy gorącą herbatę. Zamiast kąpać się w morzu, przeskakujemy kałuże, a okulary przeciwsłoneczne zamieniamy na płaszcze przeciwdeszczowe. A jakby tak przenieść się gdzieś w ciepłe miejsce z piękną muzyką? Dzisiaj przygotowałam dla Was letnie musicale na ten jesienny sierpień. Zapraszam.

    Mamma Mia!

    Macie ochotę na greckie wyspy, lśniące tafle wody i gołe klaty w rytmach nieśmiertelnej muzyki Abby? Mamma Mia! będzie zdecydowanie filmem dla Was. To jeden z moich ulubionych musicali filmowych. Sophie wychodzi za mąż i na tę uroczystość postanawia zaprosić swojego ojca. Problem w tym, że… nie wie, kto nim jest. Wysyła więc listy do trzech potencjalnych kandydatów, których odnajduje, ukradkiem czytając pamiętnik matki.

    Vaiana: skarb oceanu

    Jeśli jednak ciągnie Was do wody, przygodę życia w hawajskiej scenerii przeżyjecie razem z Vaianą. Główna bohaterka stara się być przykładną córką i wypełnić to, co jej przeznaczono. Jednak, ona nie chce siedzieć na wyspie, ją przyciąga woda. Kiedy mieszkańcom grozi niebezpieczeństwo, wyrusza w podróż, o której zawsze marzyła. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jak bardzo niebezpieczna ta wyprawa może się okazać.

    Grease

    O wakacyjnej miłości słyszało się już dużo, a wiele osób do niej tęskni. Taka miłość nie zawsze jednak wygląda dobrze z perspektywy powakacyjnej, o czym przekonuje się Sandy, spotykając w nowej szkole wakacyjnego ukochanego. Czy gorące letnie noce były idealne tylko w jej głowie? Jeżeli marzysz o czymś lekkim i przyjemnym, włącz klasyczne Grease.

    La La Land

    Jeśli masz ochotę uciec od szarej rzeczywistości, najprościej ucieka się w marzenia. Nawet jeśli nie są one łatwe do spełniania, a walka determinuje całe nasze życie. To przytrafia się Mii i Sebastianowi. Jak dużo jesteś w stanie poświęcić, by robić to, co kochasz? Co w ostatecznym rozrachunku wybierzesz: miłość do drugiej osoby czy miłość do pasji? La La Land w pierwszym odbiorze mi się nie spodobał i z kina wyszłam zawiedziona, w wakacje postanowiłam jednak dać mu jeszcze jedną szansę. Może pokuszę się o recenzję, której w styczniu zabrakło.

    Jakie są Wasze sposoby na przetrwanie tej jesiennej aury? Podobno za kilka dni mają wrócić upały, zanim jednak to nastąpi, uprzyjemnicie sobie wieczór którymś z wymienionych letnich musicali? Podzielcie się w komentarzach.

  • Moje ulubione męskie głosy musicalowe

    ulubione męskie głosy musicaloweJakiś czas temu pisałam Wam o moich ulubionych damskich głosach musicalowych. Nadszedł czas na męskie. Niemal w każdym spektaklu znajduje się głos, który zachwyca mnie bardziej niż inne. Na początku roku w moich marzeniach zawarłam znalezienie idealnego głosu męskiego. Czy mi się to udało? Niestety jeszcze nie. Dlatego też ten wpis różni się od poprzedniego. Nie będzie zawierał wyróżnień ani podium, a jedynie wymienionych w kolejności alfabetycznej ulubionych artystów. Każdy z nich zachwycił mnie swoim głosem. Nadal jednak czekam na te emocje, które powiedzą mi: to jest to. Może któryś z tych panów, usłyszany po raz kolejny, właśnie je wzbudzi? Zapraszam na moje ulubione męskie głosy musicalowe.

    fanpage Kuby Molędy

    Kuba Molęda, Rapsodia z demonem

    Nazwisko, które obijało mi się o uszy od dłuższego czasu, a jednak, jak jechałam na Rapsodię z demonem, w ogóle nie odnotowałam go w głowie. Dopiero kiedy zaczął śpiewać, pomyślałam: wow, kto ma tak niesamowity głos? Tak naprawdę cały spektakl czekałam na jego partie wokalne i rozpływałam się przy utworach Queen. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła usłyszeć go po raz kolejny.

    odstęp

    odstęp

    Maciek Podgórzak, Notre Dame de Paris

    Kiedy jechałam na Notre Dame, nawet nie śniło mi się, że kiedykolwiek będę pisać bloga musicalowego i nie zwracałam zbyt dużej uwagi na obsadę. Do momentu, w którym usłyszałam Czas katedr w wykonaniu Maćka. Od razu w przerwie poszłam zobaczyć, kto jest właścicielem tego niezwykłego głosu. Z powodu zamieszania z obsadą, trochę się naszukałam, ale udało mi się dowiedzieć, kto tego dnia występował w roli Gringoire’a. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła usłyszeć go jeszcze raz. Nie wiem, czy wybiorę się znowu na Notre Dame, czy tym razem postawię na Grease, Lalkę, a może na Wiedźmina? Z pewnością jeszcze nieraz zawitam do Gdyni.

    odstęp

    Janek Traczyk, Metro

    Janka znałam z youtuba na długo zanim udało mi się go w końcu usłyszeć na żywo. Zachwycił mnie. Bardzo lubię jego barwę głosu, a w połączeniu z niezwykłą grą aktorską, stworzył naprawdę fantastyczną kreację Jana. Z chęcią posłucham go też na jego autorskich koncertach, teraz jednak bardzo liczę, że uda mi się na niego trafić w Pilotach.

    odstęp

    fanpage Kamila Zięby

    Kamil Zięba, Rodzina Addamsów, Accantus Symfonicznie

    Trzeba przyznać, że w Addamsach jako Lurch Kamil za dużo się nie naśpiewał, co nie przeszkodziło mu być naprawdę świetnym w tej roli. Więcej mogłam posłuchać go na koncercie symfonicznym w Lublinie. Tam zdecydowanie jego głos podbił moje serce. Czekam z niecierpliwością na najbliższy koncert symfoniczny i liczę na to, że będę mogła go też zobaczyć w nowych rolach musicalowych.

    odstęp

    Teatr Muzyczny w Poznaniu

    Przemek Zubowicz, Ghost, Notre Dame de Paris

    Wcale nie pamiętam Przemka z Notre Dame, chyba dlatego, że ten spektakl zdominował mi Maciek, natomiast jego głos zachwycił mnie w Ghoście. Niesamowita barwa, bardzo emocjonalny śpiew. Przy niektórych piosenkach miałam ciarki. Z przyjemnością usłyszę go po raz kolejny.

    odstęp

    odstęp

    Tak na ten moment prezentują się moi ulubieńcy. Wszystkich bardzo chętnie usłyszałabym w nowym sezonie teatralnym i liczę na to, że mi się to uda.

    Jakie są Wasze ulubione męskie głosy musicalowe? Dla kogo jesteście w stanie pojechać na drugi koniec Polski, byle go usłyszeć? Podzielcie się w komentarzach.

  • Kim jest Elfaba i dlaczego wszyscy chcą ją zagrać?

    ElfabaDzięki prowadzeniu bloga i Musicalnym rozmowom miałam okazję poznać fantastycznych aktorów musicalowych. Bardzo lubię rozmawiać z nimi o ich ulubionych musicalach, bohaterach, a przede wszystkim o marzeniach zawodowych. Staram się też docierać do innych wywiadów. Od dłuższego czasu zauważałam, że w tych wymarzonych rolach przewija się jedno imię – Elfaba. Znałam już powoli fabułę Wicked, pojedyncze piosenki, cały czas zastanawiałam się jednak, co takiego kryje w sobie ta zielona czarownica, że wcielenie się w nią jest jednym z najtrudniejszych wyzwań, a zarazem największym marzeniem wielu naszych aktorek musicalowych. Dzisiaj czas na prezentację wniosków. Uwaga – wpis zawiera spoilery, dotyczące fabuły całego musicalu. Jeśli nie chcecie jej poznać w całości, zakończcie czytanie już teraz, a do tekstu wróćcie zaznajomieni z tym znakomitym musicalem.

    Kobieta z charakterem

    Jakie macie pierwsze skojarzenie, kiedy pomyślicie o kobiecych bohaterkach musicali? Słodkie damy, dla których jedynym celem życia jest miłość i oddanie ukochanemu? Czy wręcz przeciwnie, kobiety upadłe, które mężczyzn zwodzą po to, by się nimi zabawić? Częściej są poważne czy zabawne? Inteligentne czy głupiutkie? Oczywiście, ile musicali, tyle różnych kobiecych postaci, jednak Elfaba ma w sobie coś niezwykłego. I nie chodzi tylko o kolor skóry, który od dziecka jest jej przekleństwem. Jest ona niezwykle inteligentną dziewczyną, choć na początku dość naiwną: Kiedy już go poznam, odmieni się los. Już nie będę dziwna dla mieszkańców Oz […] I będę się czuć cudownie, gdy wszyscy będą kochać mnie (Wizard and I, tłum. Dorota Kozielska). Wierzy w to, że świat może się zmienić, że ona może się zmienić.

    Przemiana na scenie

    Czytaj dalej…

  • Jak spełniłam moje marzenie – Wicked

    WickedNa początku roku stworzyłam listę musicalowych marzeń. Znalazło się na niej między innymi dwanaście musicali w ciągu roku (jestem na dobrej drodze, za mną już dziewięć), koncert musicalowy (rewelacyjny), znalezienie idealnego męskiego głosu (nadal szukam). Pierwsze miejsce zajął jednak musical, w którym zakochałam się na długo przed tym, zanim udało mi się zobaczyć go na żywo. Powoli odkrywałam w nim najpierw muzykę, bohaterów, potem całą historię – wszystkie te elementy sprawiły, że gorąco pragnęłam go zobaczyć. Dzisiaj opowiem Wam, jak to marzenie udało się spełnić.

    Po raz pierwszy z Wicked zetknęłam się przy okazji coveru Defying gravity w wykonaniu Studia Accantus (nie, nie płacą mi za reklamę) trochę ponad rok temu. Piosenka nie tylko zachwyciła mnie wykonaniem Sylwii, lecz także, a może przede wszystkim, przesłaniem. Bardzo szybko sięgnęłam po kolejne utwory z musicalu w wykonaniu Studia, potem przeszłam na oryginalny soundtrack i bootlega. Coraz bardziej fascynowała mnie historia Elfaby i Glindy – wiedziałam, że muszę ją zobaczyć na żywo. Wicked to uniwersalna opowieść o odcieniach miłości i wbrew pozorom na pierwszym planie wcale nie jest uczucie między kobietą a mężczyzną, lecz prawdziwa przyjaźń oraz walka o samoakceptację i miłość do siebie. W historii Elfaby w wielu momentach widziałam własną. Mimo marzeń i petycji, na chwilę obecną nie mamy szans na wystawienie tego musicalu w Polsce. Na Broadway aktualnie mnie nie stać, pozostał Londyn. Od początku roku strony z tanimi lotami były stałym punktem historii przeglądarki.

    Przypadkowe kliknięcie

    Jak to zwykle bywa, udało się przez przypadek. W maju moja komputerowa myszka zaczęła się psuć i czasami nie mogłam nad nią zapanować. Zamiast wejść na Facebooka, uciekła mi, klikając w przypiętą do zakładek stronę z tanimi lotami. Chciałam od razu ją zamknąć, jednak moim oczom ukazały się Tanie loty z Poznania do Londynu. Lipiec. Sprawdzam, czy grają wtedy Wicked – grają. Szybki telefon do koleżanki, kilka prób zakupu (płatność odrzuciło mi trzy razy!). I nagle jest. Na moim mailu – potwierdzenie zakupu. Kilka minut wpatrywałam się w ekran. Lecimy do Londynu!!! Dwa miesiące wydawały się odległym czasem, minęły jednak bardzo szybko. W międzyczasie zarezerwowałyśmy nocleg (przez stronę Airbnb – jeżeli jeszcze nie korzystaliście, ten kod da Wam 100 zł zniżki na pierwszą podróż), zaplanowałyśmy, co chcemy zobaczyć. Nadszedł lipiec, a my już stałyśmy na poznańskiej Ławicy w oczekiwaniu na wylot.

    Day seats

    Szok i niedowierzanie pojawiały się na twarzy każdego, komu mówiłam, że nie mamy jeszcze na Wicked biletów, a jest głównym punktem naszej wycieczki. Dlaczego nie kupiłyśmy ich wcześniej? Ze względów finansowych. Na West Endzie istnieją day seats – bilety, które sprzedawane są tylko w dniu spektaklu. Ich główną zaletą jest cena – na Wicked za taki bilet zapłacimy £29,50. I to za pierwszy rząd! Dla porównania bilet w drugim rzędzie kosztuje już £74,75, a najdroższe miejsca nawet £125,00. Przy przeliczeniu na złotówki, daje to astronomiczne kwoty, na które nie mogłam sobie pozwolić, a lecieć specjalnie po to, żeby oglądać spektakl z najtańszego ostatniego miejsca o ograniczonej widoczności? To nie wchodziło w grę. W sobotę, po całych trzech godzinach snu, pod teatrem byłyśmy już o 6:15. Kasę otwierali o 10:00.

    Musicalowi szaleńcy

    Środek wakacji, ciepło, przyjemnie, wygodne miejsce na schodach, pyszna kawa z niedalekiego McDonalda. Myślicie, że czekanie w kolejce jest bardzo męczące? Wręcz przeciwnie. Można poznać niesamowitych ludzi, a ich musicalowe szaleństwa są dużo większe od naszych. W kolejce byłyśmy drugie. Przed nami kobieta, która Wicked widziała dzień wcześniej – ustawiła się jednak w kolejce po 7, a miejsce z boku nie do końca ją satysfakcjonowało. Przyszła więc po raz kolejny, tym razem już przed szóstą. Pojawiła się też wielka fanka musicalu (oczywiście w wickedowej koszulce), która widziała go już chyba kilkanaście razy. Z przyjemnością słuchałam jej opowieści o różnych obsadach i innych aspektach spektaklu. Bardzo przyjemna była też rozmowa z Francuzką, która na Wicked szła czwarty raz, przywiozła też swoją koleżankę, z którą dzień wcześniej dzięki day seats widziały Les Misérables. Z Francji mają tylko dwie godziny statkiem. Jak z tego nie korzystać?

    Najlepsze miejsca

    Z czasem ludzi przybywało, w pewnym momencie w kolejce było kilkadziesiąt osób. Na każdy spektakl są dwadzieścia cztery bilety day seats, a ponieważ w sobotę grane są dwa spektakle, w puli było czterdzieści osiem biletów. Jedna osoba może kupić maksymalnie dwa. Nie wiem, czy wszystkim udało się je dostać. My jednak miałyśmy miejsca na samym środku. Lepszych nie można było sobie wymarzyć.

    Przyznaję, że staram się oszczędzać na biletach na musicale, dlatego zwykle wybieram tańsze miejsca. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak duży błąd popełniałam. Pierwszy rząd w Apollo Victoria Theatre był jak spełnienie marzeń. Świetny widok na scenę, a przede wszystkim na aktorów – ich mimika była wspaniała, a czasem miałam wrażenie, że patrzą prosto na mnie. O obsadzie pisałam Wam w recenzji, dlatego teraz ograniczę się do jednego wniosku: nigdy więcej ostatnich rzędów za najniższą cenę. Mniej jeść, za to zapewniać sobie takie widoki, jak ten.

    The Theatre Cafe

    Czytaj dalej…

  • Moje ulubione damskie głosy musicalowe

    ulubione-glosy-musicaloweJak być może zauważyliście w recenzjach, przy końcowej ocenie musicalu pojawia się kategoria ulubionego głosu. Czasami pokrywa się on z ulubionym aktorem, czasem nie. Jakie mam kryterium przy wybieraniu? Wyłącznie moje własne uczucia. Zdarzają się głosy, które zapierają mi dech w piersiach i słucham ich jak zauroczona. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi. Są to artystki, które widziałam na żywo w ostatnim czasie. W tym wpisie nie biorę pod uwagę ich umiejętności aktorskich czy tanecznych. Tylko głos. Jesteście ciekawi? Przyznałam kilka wyróżnień i stworzyłam moje prywatne podium. Zapraszam.

    Wyróżnienia

    fanpage Marty Wiejak

    Marta Wiejak, Rodzina Addamsów, Evita

    Po raz pierwszy miałam okazję usłyszeć Martę w Rodzinie Addamsów. Zachwyciła mnie kreacją Morticii i swoim głosem. Całkiem inną oglądałam ją później w Evicie (uważam, że jest najlepszą odtwórczynią tej roli w Poznaniu). Lubię słuchać jej nagrań, również tych z musicalu Jekyll&Hyde, w którym niestety na nią nie trafiłam (z przyczyn niezależnych zmieniono obsadę). Bardzo liczę na to, że uda mi się usłyszeć ją w roli Lucy, zanim spektakl zostanie zdjęty z afisza. Ciekawie zapowiadają się też Crazy for youPiloci, w których również będzie można ją zobaczyć w nowym sezonie. Mam nadzieję, że będę miała ku temu niejedną okazję.

    odstęp

    odstęp

    odstęp

    fanpage Zosi Nowakowskiej

    Zosia Nowakowska, Mamma Mia!

    Zosię znałam już wcześniej, jednak to rolą Sophie skradła moje serce. Niesamowicie podobała mi się jej kreacja na scenie, urzekły mnie jej wykonania. Cały czas urzeka płyta, której ostatnio często słucham. Bardzo ciekawi mnie też jej nowa rola w Pilotach, po pierwszym opublikowanym singlu czuję, że będzie to naprawdę interesujący tytuł.

    odstęp

    odstęp

    odstęp

    odstęp

    odstęp

    fanpage Wiktorii Jabłońskiej

    Wiktoria Jabłońska, Rapsodia z demonem

    O włos przegrała z Kubą Molędą w kategorii najlepszy głos. Bardzo podoba mi się jej barwa i zdolności wokalne, piosenki Queen nie należą do najłatwiejszych, a poradziła sobie z nimi…śpiewająco. Była dla mnie dużym odkryciem tego spektaklu i liczę, że jeszcze o niej usłyszymy.

    odstęp

    odstęp

    odstęp

    odstęp

    Teatr Muzyczny w Poznaniu

    Marta Burdynowicz, Zakonnica w przebraniu

    Marta jest moim najnowszym odkryciem, ostatnio miałam okazję usłyszeć ją w roli siostry Marii Patryk. Piękna barwa głosu, bardzo ciepła. Jak większość z tego zestawienia, będzie grać w Pilotach, na jesieni znajdzie się także w musicalu Nine. Mam nadzieję, że trafię na nią w obu tych produkcjach.

    odstęp

    odstęo

    odstęp

    Moje podium

    Czytaj dalej…

  • Czy muszę znać się na musicalach, żeby móc je kochać?

    czy musze znac sie na musicalachLubię zaglądać czasami do słownika języka polskiego, żeby przeczytać znaczenie danego słowa. Ostatnio przyglądałam się definicji słowa pasja: głębokie zaangażowanie i zainteresowanie czymś, co bardzo lubimy robić i czemu chcemy poświęcać czas. Nie: coś, w czym jesteśmy ekspertami. Nie: coś, na czym świetnie się znamy. Niekoniecznie coś, w czym siedzimy od lat. Czy pisząc o kuchni, muszę ukończyć wiele szkół gotowania? Opowiadając o książkach, muszę być literaturoznawcą? Dzisiaj zapraszam Was na wpis nieco innego typu – czy muszę być znawcą, żeby o czymś pisać. A co za tym idzie – czy muszę znać się na musicalach, żeby móc je kochać.

    Jak pewnie widzicie, blogosfera bardzo szybko się rozwija. Blogi istnieją niemal na każdy temat, a wiele osób skrycie marzy, żeby zacząć pisać. Rynek wydaje się jednak przesycony i trudno znaleźć temat, który nie zostałby już poruszony. A jednak, kiedy w mojej głowie po raz pierwszy pojawił się pomysł założenia tego bloga, nie mogłam znaleźć w sieci nic podobnego. Potem, jak się okazało, chyba niezbyt dobrze szukałam, jednak wydawało się, że trafiłam na niszę, o której tak wszyscy trąbią. Postanowiłam spróbować. Czy się bałam? Oczywiście. Nie znałam się kompletnie na HTML-u, na WordPressie, nie miałam pojęcia, czym dokładnie jest hosting i domena, całej tej informatycznej podstawy musiałam się nauczyć. A jednak gdzieś w głębi czułam, że to właśnie to, co chcę zrobić. Nawet nie wiecie, ile godzin spędziłam na planach, tworzeniu loga, listy tematów, budowania tego wszystkiego. A start bloga uczciłyśmy ze współlokatorkami czeską marlenką.

    Kiedy zaczęli się pojawiać pierwsi czytelnicy, byłam przeszczęśliwa. Czytałam pierwsze nieśmiałe komentarze, dzieliłam się moimi refleksjami i cały czas się uczyłam. Wypożyczałam książki o musicalu, poznawałam jego historię, zapoznawałam się z polskimi teatrami muzycznymi. Coraz bardziej wsiąkałam w ten świat i chciałam go jeszcze lepiej poznawać. Szczególnie odkąd zaczęły się Musicalne rozmowy. Aktorzy musicalowi to naprawdę wspaniali ludzie.

    Kochani! Nie jestem ekspertem od musicali i długo nim nie będę. Ten świat fascynuje mnie od niedawna. Blog lada chwila kończy pół roku. Jest to dla mnie niesamowite doświadczenie i ogromna radość. Mam jednak świadomość, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem, jak wielu musicali nie widziałam, ile się jeszcze muszę nauczyć. Wszystkie poważniejsze artykuły (jak historia musicalu), piszę w oparciu o źródła. Pozostałe są moimi przemyśleniami i odczuciami. Takie spojrzenie jeszcze niemal laika. Chcę się w tym kierunku rozwijać, ale rozwijać z Wami. Bez Was ten blog by nie istniał. I za to chciałabym Wam podziękować. Za wszystkie nasze rozmowy, za komentarze, lajki na facebooku. Cieszę się, że z niektórymi z Was mogę rozmawiać przez internet, a z innymi miałam już okazję spotkać się w teatrze. Świat musicali jest piękny i fascynujący. Musicale zajmują teraz w moim życiu bardzo ważne miejsce. A że nie zawsze umiem odpowiedzieć na wszystkie stawiane mi pytania albo popełniam błędy? Nie od razu Rzym zbudowano. Pozdrawiam Was cieplutko.

  • Dlaczego warto iść na musical z kimś?

    dlaczego warto iść na musical z kimśJakiś czas temu zastanawialiśmy się, dlaczego warto iść na musical w pojedynkę. Bardzo cieszy mnie Wasza reakcja i rozmowy, które rozwinęły się pod wpisem. Okazało się, że wiele osób właśnie w ten sposób ogląda musicale. Dzisiaj spojrzenie z drugiej strony, dlaczego na takie wyjście warto znaleźć towarzysza.

    Masz z kim dzielić się wrażeniami

    Z natury jestem gadułą, a jak coś mi się spodoba, to potrafię opowiadać o tym godzinami. Nie inaczej jest w przypadku musicali – wrażeniami chcę się podzielić, jak tylko zacznie się przerwa. Nawet jak jestem sama, zwykle relacjonuję komuś przeżycia przez facebooka albo smsem. O ile jest jednak lepiej, kiedy ta osoba jest tuż obok mnie i zobaczyła przed chwilą dokładnie to samo. Wymieniamy się wrażeniami na gorąco – po jakimś czasie one bledną, więc te dyskusje jeszcze w teatrze są najciekawsze.

    Musical może być punktem wyjścia wycieczki

    Jak być może widzieliście na Facebooku, kupiłam bilety do Londynu, a co za tym idzie, już w lipcu spełnię moje największe ostatnio marzenie – zobaczę na żywo musical Wicked. Cieszę się nie tylko z tego powodu, lecz także przez wyjazd, który czeka mnie niejako przy okazji. Myślę, że spędzimy z koleżanką wspaniały weekend w Londynie, w którym, przyznaję, będę po raz pierwszy w życiu. Nie mogę się doczekać! To kolejny plus – przy wyborze musicalu, który jest daleko, organizujemy sobie wyjazd w nowe miejsce. Sama droga także jest o wiele przyjemniejsza z towarzyszem.

    Możesz zarazić kogoś pasją do musicalu

    Wiele osób nie lubi musicali i mają ku temu różne powody. Ostatnio często o tym rozmawiam z różnymi ludźmi i okazuje się, że znaczna część z nich nigdy musicalu nie widziała. W dodatku twierdzą, że jakby mieli okazję, chętnie by się do teatru wybrali. Możemy więc połączyć przyjemne z pożytecznym – nie dość, że spędzimy przemiły wieczór w dobrym towarzystwie, może zyskamy nowego fana musicali, który chętnie będzie z nami na nie chodził.

    Świetnie spędzasz czas z bliskimi

    Całkiem niedawno dostałam wiadomość o treści: „Dzięki za inspirację! W sumie o tym nie pomyślałam wcześniej, ale jeden z musicali bardzo mnie zaciekawił. Pogadam z narzeczonym, może tym razem zamiast do kina pójdziemy do teatru”. Mówi się, że ludzie coraz rzadziej wybierają ten typ rozrywki. A przecież to dobra opcja na randkę albo wspólne wyjście z przyjaciółmi. Próbowaliście kiedyś namówić znajomych na takie spędzenie wieczoru? Może okaże się, że oni też lubią musical, tylko…. nigdy nie przyszło Wam do głowy o tym porozmawiać.

    Nie czujesz się samotny

    Powód może oczywisty, ale czasami faktycznie tak jest. Idziemy na musical, wybieramy tytuł, który nas fascynuje, ulubioną obsadę, w trakcie spektaklu siedzimy jak zahipnotyzowani, ale… w przerwie jest nam zwyczajnie smutno. Widzimy ludzi, którzy rozmawiają, dzielą się wrażeniami. Oczywiście dla niektórych to nie problem podejść do obcych i zagadać. Nie wszyscy są jednak tak odważni, czasami staną gdzieś w rogu i gapiąc się w telefon, z utęsknieniem wyczekują końca przerwy. Z towarzyszem jest jednak lepiej.

    Jakie jest Wasze zdanie? Szukacie towarzysza do wyjścia, macie osobę, z którą zawsze chodzicie, czy jednak preferujecie samotne wyjścia? Podzielcie się w komentarzach.

  • Dlaczego warto iść na musical w pojedynkę?

    dlaczego-warto-iść-na-musical-w-pojedynkeWielokrotnie zastanawialiśmy się, dlaczego ludzie nie lubią musicali. Czasami uda nam się namówić kogoś, kto nie zna tego gatunku albo chce dać mu szansę. Co jednak w sytuacji, kiedy nie znajdziemy towarzysza? Zrezygnować z takiego spektaklu? Dzisiaj o tym, dlaczego warto iść na musical w pojedynkę.

    Sami wybieramy termin

    To zdecydowanie największy plus samotnego wyjścia. Szczególnie, jeżeli planujemy podróż do innego miasta. Nie musimy dostosować się do naszego towarzysza, do jego wolnego czasu czy urlopu. Zaglądamy tylko we własny kalendarz. To ważne głównie wtedy, kiedy zależy nam na konkretnej obsadzie. Dla mnie teraz jest to główne kryterium przy wyborze daty. Co w sytuacji, kiedy nasz ulubiony aktor gra w czwartek, a przyjaciółka może jechać jedynie w piątek? Przy samotnym wyjeździe ten dylemat odpada.

    Nie musimy się bać, że towarzyszowi się nie spodoba

    Ja niestety bardzo często tak mam i nie jest to dobre – jeżeli już uda mi się namówić koleżankę na wspólne wyjście, na musical czy recital, to potem uważnie obserwuję jej reakcje. Podoba się? Nie podoba? Żałuje? Może zmarnowałam jej wieczór i już więcej nie będzie chciała ze mną wyjść? Jak idziemy sami, problem znika. Liczą się tylko nasze odczucia i reakcje.

    Sami wybieramy tytuł

    Czytaj dalej…

Close