Recenzje Archive

  • I only want to say – Jesus Christ Superstar

    Jesus Christ SuperstarIstnieje wiele musicali, które są oparte na prawdziwych historiach, takich jak Evita czy bardzo popularny ostatnio Hamilton. Niektóre z wydarzeń są jednak bardziej niezwykłe od innych. Co gdyby zamiast historii człowieka, opisać historię Boga? Tego wyzwania podjął się Andrew Lloyd Webber, tworząc Jesus Christ Superstar. Co o jego podejściu mówi ten musical? Jaki jest Jezus w tej opowieści? I wreszcie, jak z tak popularnym musicalem poradził sobie Teatr Muzyczny w Łodzi? Dzisiaj zapraszam Was na recenzję rock opery Jesus Christ Superstar.

    Historia cieśli

    Historię Jezusa w przybliżeniu znają nawet niewierzący. Młody cieśla, który wędruje po świecie ze swoimi uczniami, czyni cuda, uzdrawia chorych, nawraca. Mężczyzna o ogromnej charyzmie i sile, która przyciąga ludzi. W tym wydaniu bardzo uwspółcześniony. Stroje, które bardziej pasują do wieku dwudziestego niż do pierwszego. Świątynia, zamiast na targowisko, przerobiona na klub nocny. I Jezus. Idol młodych, współczesna gwiazda, a nawet supergwiazda. Trzeba przyznać, że cały musical zrobiony jest dosyć odważnie. Ukazuje Jezusa przede wszystkim jako człowieka, nie jako Boga. Człowieka, zmęczonego tłumem, który otacza go ze wszystkich stron i który wręcz wymaga, żeby Jezus go uzdrowił. Człowieka, który boi się tego, co ma nadejść, a jednocześnie wie, że musi to zrobić. Człowieka, który cierpi, kiedy zdradzają go ci, którym ufał. Mnie ten ludzki Jezus bardzo odpowiada. Zwraca uwagę na tę część jego natury, którą często pomijamy. A odpierając ataki na ten musical – jako osoba wierząca, nie poczułam się dotknięta, nie uważam spektaklu za bluźnierstwo, wręcz przeciwnie – szczególnie sceny biczowania zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

    Zachwycająca obsada

    Czytaj dalej…

  • To Pan Hurricane, będzie latał nim Jan – Piloci

    PilociChyba najbardziej oczekiwana premiera tego sezonu. O musicalu Piloci było głośno już od zeszłego roku, kiedy tylko ruszyły castingi. Pierwszy autorski musical Teatru Roma przeznaczony dla dorosłych widzów (poprzednie były familijne), bardzo silnie związany z polską historią i jej bohaterami – pilotami walczącymi w Bitwie o Anglię. Miesiące przygotowań, nowa technologia, efekty pirotechniczne. Czy tak szumnie zapowiadany spektakl wzniósł się na wyżyny polskiego musicalu, czy wręcz przeciwnie – okazał się totalnym niewypałem? Zapraszam na recenzję musicalu Piloci.

    Piloci z humorem

    Miłość pilota Jana i artystki kabaretowej Niny to podstawa opowieści, jednak w moim odczuciu nie najważniejszy wątek spektaklu. Dużo bardziej przyciągali mnie piloci – czterech młodych Polaków, którzy bez znajomości angielskiego zostają przyjęci do Królewskich Sił Lotniczych. Jan, Stefan, Franek i Maks to zadziorni, dowcipni młodzi mężczyźni. Bardziej niż nauka angielskiego, interesuje ich nauczycielka, Miss Pinky, bardziej niż poznanie strategii wojskowej – głupie żarty i romanse z WAAFkami. Co wcale nie przekreśla ich szans na powietrzny sukces, wręcz przeciwnie – dzięki swoim zdolnościom i brawurze, stają się bohaterami bitwy. Wszystko zrobione jest z humorem. Nie widzimy herosów, a normalnych ludzi, którzy mimo trudnych warunków potrafią cieszyć się życiem. Przedstawienie całości bez patosu czy historycznego nadęcia, sprawdziło się idealnie. Chociaż historia jest fikcyjna, możemy poczuć klimat tamtych czasów.

    Wiele miejsc

    Przedwojenna Warszawa, jej niezniszczone ulice, piękny park, kabaret zamieniają się w okupacyjne mieszkanie, ciemne ulice i Niemców sprawdzających na każdym kroku. Angielskie miasteczko, wspaniały ogród lorda Stanforda, a zaraz potem już powojenne Moulin Rouge – scenografia zachwyca i jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych punktów musicalu, podobnie jak starannie dopracowane stroje. Urzekło mnie to, że gdy patrzymy na trzy przyjaciółki: Ninę, Ewę i Nel – widzimy trzy charaktery, każda ma swój własny styl i coś, co ją wyróżnia. Czterej piloci w mundurach to również bardzo przyjemny widok, w końcu za mundurem panny sznurem.

    Śmietanka tego świata

    Czytaj dalej…

  • Pepa, jesteś tam? – Kobiety na skraju załamania nerwowego

    kobiety na skraju załamania nerwowego
    http://www.teatr-rampa.pl/spektakle/kobiety-na-skraju-zalamania-nerwowego,157

    Jakie jesteśmy jako kobiety? Czułe, wrażliwe, silne, delikatne czy zdecydowane? Co nas napędza w życiu, co sprawia, że podejmujemy takie, a nie inne decyzje? Co może dać nam szczęście? I jaką rolę odgrywają w tym mężczyźni? Prowadzą nas drogą do spełnienia czy raczej na skraj… załamania? Zapraszam Was na recenzję musicalu Kobiety na skraju załamania nerwowego, który miałam przyjemność obejrzeć już na prapremierze w Teatrze Rampa w Warszawie.

    Szczęście?

    Pepa jest gwiazdą. Gra w reklamach, dubbinguje, ma piękne mieszkanie i ukochanego mężczyznę. Jednak pewnego dnia szczęście pryska. Nie traci pracy (nadal jest gwiazdą), nadal ma swoje mieszkanie. Jednak jej ukochany Ivan postanawia ją opuścić i robi to przez… telefon. A konkretniej nagrywając się na sekretarkę, mimo tego, że od wielu lat mieszkali razem. Pepa nie może tak tego zostawić, postanawia odnaleźć ukochanego. Sprawę nieco komplikuje jego żona, Lucia, zostawiona przez niego 19 lat temu, która postanawia odzyskać go drogą sądową, ich syn Carlos – maminsynek i jego narzeczona Marisa, którą przyszła teściowa uważa za pokojówkę. I przyjaciółka Pepy Candela, „najmądrzejsza modelka, jaką Pepa poznała”, która właśnie wplątała się w związek z terrorystą. Historię, z humorem i dystansem, opowiada taksówkarz, który o bohaterach wie więcej niż oni sami.

    Filmy Pedro Almodóvara są specyficzne, taki jest też ten musical, który powstał w oparciu o jeden z nich. Czasem przerysowane postaci, groteskowe sytuacje pokazują jednak gorzką prawdę o kobietach, których życie kręci się wokół ukochanych mężczyzn. Mimo że każda postać jest inna, wszystkie łączy pragnienie miłości, stabilizacji i szczęścia u boku tego jedynego – są gotowe zapłacić za to najwyższą cenę.

    Realizacja

    Czytaj dalej…

  • Piloci z polotem – konferencja prasowa

    piloci konferencjaSezon teatralny rozpoczął się na dobre. Za nami dwie premiery musicalowe, a już czekają na nas kolejne. Przy niektórych z nich emocje sięgają zenitu, jak przy Pilotach, jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów tej jesieni, którego premiera już 7 października w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Miałam to szczęście, że mogłam na konferencji prasowej poczuć przedsmak spektaklu i zobaczyć na żywo jego fragmenty.

    Piloci to pełna emocji musicalowa opowieść o miłości brutalnie przerwanej przez II wojnę światową. Wielkie uczucie, łączące Jana, młodego polskiego pilota wojskowego, i Ninę, warszawską aktorkę kabaretową i piosenkarkę, rozgrywa się na tle wydarzeń historycznych lat 30. i 40. ubiegłego wieku – przede wszystkim Bitwy o Anglię, w której doniosłą rolę odegrali polscy piloci” – czytamy w materiałach prasowych.

    Pierwsze musicalowe piosenki

    Konferencja była transmitowana na żywo na Facebooku, więc mogliście oglądać ją na bieżąco, dostępne jest także nagranie. Oprócz rozmów z twórcami, zostały zaprezentowane fragmenty musicalu. Pierwsza piosenka To dziś, to tu wprowadza nas w świat przedwojennej Warszawy i w relacje głównych bohaterów – jesteśmy świadkami ich zaręczyn. Nie obiecuj nic to duet miłosny, który zapewne większość z nas zna już od dawna, ponieważ od wielu miesięcy dostępny jest teledysk do tej piosenki. Mój świat to utwór Prezesa, w którym rewelacyjnie zaprezentował się Janusz Kruciński. Trudno było oderwać od niego wzrok. W świat przedwojennego kabaretu przeniosła nas piosenka Jestem iskrą. Następnie było odtańczone tango, brutalnie przerwane przez obraz walących się budynków. Piloci byli zaśpiewani przez kwartet głównych bohaterów, którzy właśnie dostali się do Królewskich Sił Powietrznych, a Pan Hurricane ukazuje przygotowywanie samolotu, którym będzie latał Jan.

    Różnorodność muzyki

    To, co zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan w tych piosenkach, to ich różnorodność, która bardzo mi się podoba. Możemy usłyszeć typowy musicalowy song, przedwojenny utwór kabaretowy (który bardzo wpisuje się w klimat tamtych czasów) i hip-hopową piosenkę, która, po dwóch dniach od konferencji, nadal siedzi mi w głowie, i ani myśli się z niej wynieść. Co do samego libretta nie chcę się wypowiadać, bo po kilku wyrwanych z kontekstu scenach trudno jest właściwie je ocenić. Muszę jednak przyznać, że zapowiada się bardzo obiecująco.

    Magia na żywo

    Czytaj dalej…

  • Everyone deserves a chance to fly – Wicked

    wickedOd dawna marzyłamWicked. Najpierw poznałam polskie wersje piosenek, potem przeszłam do oryginalnego soundtracku, by w końcu zapoznać się z całą historią. Wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, aż wyląduję na West Endzie w Apollo Victoria Theatre. O tym, jak do tego doszło, napiszę Wam w oddzielnym wpisie, teraz zapraszam na recenzję Wicked.

    Zielone przekleństwo

    Ludzie rodzą się z różnymi defektami, czasami bez kończyn czy zniekształceni. Jednak przyjście na świat zielonym jest czymś niezwykłym nawet jak na pełną magii Krainę Oz. Takie nieszczęście spotyka Elfabę – dziewczynę, która jest owocem romansu jej matki i tajemniczego nieznajomego. Nie ma w życiu łatwo – ojciec jej nienawidzi, siostra traktuje jak opiekunkę i służącą, ludzie na jej widok uciekają. Jest jednak coś, co czyni ją wyjątkową – magiczne moce, tak potężne, że każdy może ich pozazdrościć. Czy staną się one przepustką do lepszego życia? Czy Czarnoksiężnik z Krainy Oz, najpotężniejszy w ich świecie, czeka właśnie na nią? Czy jest ona w stanie zmienić to, że zwierzęta, w tym jej ukochany nauczyciel, profesor Dillamond, nagle przestają mówić? Co sprawi, że ta wrażliwa dziewczyna, spragniona miłości i dobra na świecie, stanie się najbardziej znienawidzoną czarownicą w całym Oz?

    Musicalowe marzenie

    Elfaba jest bardzo znaną postacią w świecie musicalowym. Nie jest księżniczką, nie jest kryształowa, podczas całego spektaklu zachodzi w niej szereg zmian. Ma w dodatku niesamowicie trudne songi – jest więc marzeniem wielu aktorek i jednocześnie jednym z największych musicalowych wyzwań. Willemijn Werkaik jest w tej roli perfekcyjna. Z pierwszego rzędu miałam niesamowity widok na całą jej postać, a oprócz wspaniałego głosu, zachwyciła mnie jej mimika i gesty. Grymasy wykrzywiające twarz, pełne miłości spojrzenie na Fiyero czy nieudolne ruchy w tańcu i uwodzeniu, każdy szczegół był bardzo dopracowany. Nie inaczej było w przypadku drugiej bohaterki – Glindy, granej przez Suzie Mathers. Zupełne przeciwieństwo Elfaby i mocno przerysowana postać – jej gesty, teksty, zachowanie, które sprawiały, że momentami cała sala leżała ze śmiechu. A jednocześnie ból na jej twarzy powodował, że człowiek miał ochotę wyć razem z nią.

    Inny świat

    Wrażenie robi też scenografia. Wielka bańka, w której z nieba opuszcza się Glinda, ogromna półka z butami Glindy, wspaniałe Emerald City, oszałamiający awatar Czarnoksiężnika, pojawiający się nagle domek Dorotki. I zachwycające kostiumy. Wieśniacy, którzy już na samym początku cieszą się ze śmierci wiedźmy, uczniowie w szkole Elfaby czy mieszkańcy Emerald City – każda postać była tak wielką indywidualnością, której osobowość zdradzał strój, że głowa chodziła mi jak szalona, próbując ogarnąć wzrokiem chociaż przez chwilę każdego, co było niestety niemożliwe. Wspaniałe były sceny zbiorowe, szczególnie scena balu w szkole i piosenka One short dayNie mogę nie wspomnieć o tancerzach, których świetnie zatańczone układy oddawały nastroje panujące w Oz.

    Wicked ideałem?

    Moja recenzja nie będzie miała standardowego podsumowania, bo nie potrafię wybrać. Nie umiem się zdecydować, czy większe wrażenie zrobiła na mnie Willemijn czy Suzie, a może był to świetny w roli Fiyero Oliver Savile. Nie wiem, czy ulubioną piosenką było Defying gravity, ze swoimi oszałamiającymi efektami specjalnymi i potężnym głosem Elfaby, bawiące do łez i urocze Popular, przepiękne As long as you’re mine, w którym ścisnęły mi się wnętrzności, No good deed, w którym twarz Elfaby zmieniała się z minuty na minutę, a tekst piosenki wyśpiewany tym mocnym głosem w połączeniu z muzyką na żywo i dymem sprawiły, że na kilka minut zapomniałam, jak się oddycha. A może wzruszające For good, w czasie którego miałam łzy w oczach i które uważam za najpiękniejszą piosenkę o przyjaźni, jaką kiedykolwiek słyszałam. Tym razem pojawi się tylko ocena ogólna i będzie to po raz pierwszy 10/10. Piękna, dająca do myślenia, historia, opowiedziana i wyśpiewana przez rewelacyjnych wokalnie i aktorsko artystów. Wspaniała, ogromna scenografia, świetne efekty specjalne i dopracowane w każdym calu stroje. Cudowna muzyka, która porusza, wzrusza i bawi. Porywające sceny zbiorowe. Nie mam Wicked nic do zarzucenia. Jest dla mnie synonimem musicalu idealnego. W Londynie za dziesięć dni zmienia się obsada. Jestem ogromną szczęściarą, że udało mi się trafić na tych fantastycznych aktorów. Wiem, że nie był to mój ostatni spektakl. Z pewnością będę chciała zobaczyć Wicked ponownie i to nie tylko jeden raz.

    Szczegóły spektaklu

    Obsada:

    Elfaba: Willemijn Werkaik

    Glinda: Suzie Mathers

    Fiyero: Oliver Savile

    Madame Morrible: Sue Kelvin

    Czarnoksiężnik: Mark Curry

    Nessarose: Sarah McNicholas

    Boq: Idriss Kargbo

    Dr Dillamond: Martin Ball

    Data:

    8.07.2017

    Ocena ogólna: 10/10!!!

  • Wyginam śmiało ciało – Madagaskar

    musical Madagaskar
    źródło: Teatr Muzyczny w Poznaniu

    Już od jakiegoś czasu ciągnęło mnie na musicale dla dzieci. Byłam ciekawa, jaką mają formę, jak angażują młodych widzów i czy dorosły może coś z nich wynieść. Bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że Teatr Muzyczny w Poznaniu przygotowuje musical Madagaskar. Połączył go z akcją Bilet do teatru za 500 groszy i po odstaniu swojego w kolejce do kasy, udało się zdobyć bilety w tej oszałamiającej cenie. Czym zachwycił mnie Madagaskar, a czym zaskoczył Król Julian? Zapraszam na recenzję.

    Ludzkie zwierzęta

    Film należy już do pewnego rodzaju klasyków filmów animowanych. Kto z nas nie zna szalonych Pingwinów z Madagaskaru albo nigdy nie widział Króla Juliana? Te charakterystyczne zwierzęta widzimy nie tylko na ekranie, lecz także na sklepowych półkach. To było pierwsze wyzwanie postawione przed twórcami – kostiumy. Trzeba przyznać, że spisali się wzorowo. Pierwszy raz miałam okazję oglądać aktorów przebranych za zwierzęta. W musicalu to nic odkrywczego, wystarczy spojrzeć chociażby na Króla Lwa albo Tarzana, jednak dla mnie było to coś nowego. Aktorzy, wcielając się w zwierzę, muszą poruszać się zgodnie ze specyfiką danego gatunku. Wystarczy jednak spojrzeć na drobne kroczki pingwinów czy ciężkie ruchy hipopotamicy Glorii, żeby wiedzieć, że to zdecydowanie im się udało.

    Uważaj na marzenia

    Znacie cytat „Uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić”? Idealnie pasuje do całej historii. Zebra Marty, podobnie jak większość innych zwierząt w zoo, nie zna życia na wolności, co nie przeszkadza mu o nim marzyć. Kiedy w dniu urodzin udaje mu się uciec z zoo, jego przyjaciele: lew Alex, hipopotamica Gloria i żyrafa Melman ruszają za nim. Cały Nowy Jork przeżywa ucieczkę dzikich zwierząt, próbując odstawić uciekinierów na miejsce. Kiedy w końcu udaje się je złapać, są przekonane, że przenoszą je do innego ogrodu. Jednak, w trakcie podróży, w wyniku wypadku (lub raczej: pingwinów), trafiają na Madagaskar. Raj na ziemi? Niezupełnie. Bo co to za raj, w którym Alex nie dostanie codziennej porcji świeżego steku?

    Król jest tylko jeden

    Czytaj dalej…

  • Accantus na żywo: Sylwia Banasik

    recital-sylwii-banasikStudio Accantus poznałam trochę ponad rok temu. Wokaliści Studia od razu mnie zauroczyli swoimi wykonaniami oraz pasją do tego, co robią. Nie mogłam przegapić okazji, żeby usłyszeć ich na żywo i się z nimi spotkać. Na pierwszy recital pojechałam niecałe trzy miesiące później. Wróciłam z niego zachwycona. W zeszłym tygodniu byłam po raz kolejny. To był już mój czwarty recital z serii Accantus na żywo, po raz drugi był to recital Sylwii Banasik. Zapraszam na recenzję.

    Kontakt z publicznością

    Recitale Accantusa trudno nazwać kameralnymi, jest na nich kilkaset osób, ale właśnie takie mam zawsze odczucie – jakbym była na małym, zamkniętym wieczorze z gwiazdami. Już od samego początku Sylwia starała się nawiązać kontakt z publicznością, zagadując, rzucając żarcikami. Nie inaczej zachowywali się jej goście, bo warto wspomnieć, że artysta nigdy nie jest podczas takiego występu sam, zawsze pojawiają się inni wokaliści, których tak dobrze znamy z kanału na YouTubie. To, co mnie zawsze fascynuje, to relacje między nimi. Po tych ludziach widać, że naprawdę bardzo się lubią i cieszy ich to, co robią. Ta radość udziela się także widzom.

    Recital ma charakter musicalowo-bajkowy, chociaż u Sylwii to musical gra pierwsze skrzypce. Brawurowo zaczęła od piosenki BellePięknej i Bestii, czym zaskoczyła całą publiczność. Następnie zgrabnie przechodziła przez różne hity, takie jak Kolorowy wiatrPocahontas, Wilcza zamieć czy Wyśniłam senNędzników. Aktorsko świetnie wypadła też w piosence Czas na grzech z serialu musicalowego Smash, w której pokazała całkiem inne oblicze niż to, które znaliśmy do tej pory.

    Wciąż masz jeszcze czas

    Macie takie piosenki, dla których jesteście w stanie pojechać na koniec świata? Takie, które Was poruszają, wywołują ciarki, sprawiają, że coś w Was pęka? Tak się czułam, kiedy w zeszłym roku po raz pierwszy usłyszałam Masz jeszcze czas z musicalu Once w wykonaniu Sylwii Banasik i Pawła Izdebskiego. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się wtedy płakać na koncercie. Od tamtego momentu zawsze to na tę piosenkę czekam najbardziej. Nie sądziłam, że można ją wykonać jeszcze piękniej. A jednak. Wystarczy dołożyć skrzypce rewelacyjnej Magdy Laskowskiej. Trudno opisać emocje, jakie się budzą w człowieku, kiedy słyszy coś tak pięknego. Z moich rozmów z ludźmi po koncercie wynikło, że nie byłam jedyną osobą, która w oczach miała łzy.

    Dobrą być nie popłaca?

    Czytaj dalej…

  • Tak tęsknię do Twych rąk – Ghost

    ghostIstnieją takie filmy, które są klasyczne. Takie, które w telewizji powtarzane są kilka razy w roku, a na sam widok tytułu już się uśmiechamy. Wielokrotnie nagradzane. Co się z nimi stanie, jeśli postanowimy zrobić z nich musical? Zapraszam na recenzję musicalu Ghost.

    Ghost

    Historię z filmu Uwierz w ducha znamy chyba wszyscy. Sam i Molly są szczęśliwą parą, wprowadzają się do wymarzonego mieszkania, mają pracę, przyjaźnią się z Carlem. Wszystko zmienia się jednej nocy, kiedy Sam zostaje zamordowany. Nie odchodzi jednak, a pozostaje w tym świecie jako duch. Nikt go nie widzi i nikt nie może usłyszeć, z wyjątkiem… Ody, medium, która do tej pory zajmowała się oszukiwaniem bogatych, że słyszy duchy ich bliskich. Sama jednak słyszy naprawdę. A on wykorzystuje wszystkie sposoby, by zmusić ją do pomocy. Okazuje się bowiem, że jego śmierć nie była przypadkowa, a Molly grozi ogromne niebezpieczeństwo. Czy jednak Molly posłucha przypadkowej kobiety, w dziwacznym kolorowym stroju, a przy tym wielokrotnie notowanej?

    Zwykła niezwykła codzienność

    Czytaj dalej…

  • Wybudujemy wieżę – Metro

    Metro
    http://musical-metro.pl/galeria/

    Młodzi ludzie mają wielkie marzenia. Zwłaszcza ci, którzy chcą być sławni i spełniać się artystycznie. Często są gotowi na wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Mogą poświęcić bliskich, porzucić dotychczasowe życie, nagiąć wartości. Co jednak, jeśli swoje szczęście odnajdą w czymś, czego się zupełnie nie spodziewali? Taką historię opowiada musical Metro. Zapraszam na recenzję.

    Kariera kosztem wszystkiego?

    Gdzie można robić karierę muzyczną? Na scenie teatrów, na wielkich festiwalach, na scenach muzycznych. A może miłość do muzyki jest tak silna, że wystarczy do tego stacja metra? Taką drogę wybrał Jan i w tym świecie jest szczęśliwy. Ma swoją gitarę i swoją samotność. Do czasu, kiedy w teatrze nieopodal nie odbywa się casting. Cała grupa młodych, zdolnych ludzi zostaje odrzucona przez reżysera. Łącznie z Anką, która zasypia na stacji, a tym samym przegapia ostatnie metro. Droga Jana najpierw krzyżuje się z jej drogą, a następnie z drogami pozostałych. Postanawiają na stacji wystawić własny spektakl. Łączy ich muzyka, pasja, z czasem przyjaźń. Czy to wystarczy, kiedy dostaną propozycję nie do odrzucenia?

    Klasyka polskiego musicalu

    Czytaj dalej…

  • W jego oczach – Jekyll&Hyde

    jekyll&hydeZ kimkolwiek bym nie rozmawiała o tym musicalu, każdy był nim zachwycony. Mówili, że świetna historia, piękna muzyka, fajne efekty. Nie mogłam już się doczekać, więc postanowiłam iść na Jekyll&Hyde jeszcze w marcu, jako drugi spektakl w tym miesiącu. Szczególnie, że z okazji 50. spektaklu Teatr Muzyczny w Poznaniu przygotował dodatkowe atrakcje dla widzów. O zlocie fanów z pewnością Wam jeszcze napiszę, dzisiaj zapraszam na recenzję musicalu Jekyll&Hyde.

    Zło jest w każdym?

    Odwieczna walka dobra ze złem była tematem, który zastanawiał ludzkość od początku jej istnienia. Szczególnie, jeżeli dochodziło do niej wewnątrz człowieka. Nad tym tematem pochyla się także dr Jekyll – pracuje nad miksturą, która wydzieli w człowieku tę złą część. Przez te badania niemal wszyscy uważają go za dziwaka – z wyjątkiem najbliższych mu osób, w tym jego narzeczonej Emmy. Jekyllowi nie udaje się przekonać rady szpitala, żeby pozwoliła mu eksperymentować na ludziach, w związku z tym postanawia przetestować swój eliksir na sobie. W ten sposób rodzi się Edward Hyde, który krok po kroku zaczyna panować nad lekarzem.

    Teatralne efekty

    Czytaj dalej…

Close