kamil zieba

Witajcie w drugiej części Wrześniowej musicalnej rozmowy. Pierwszą możecie przeczytać tutaj. Tym razem Kamil Zięba opowiada o swojej działalności w internecie, spotkaniach z fanami i o tym, czego nie znosi w swoim zawodzie. Zapraszam do lektury.

Musicalna: Studio Accantus. Jak tam trafiłeś?

Kamil Zięba: Poznałem Bartka w Teatrze Tintilo, gdzie graliśmy razem w spektaklu W Cieniu. Pierwszy raz pojawiłem się w studiu, gdy Bartek rozpoczął nagrania piosenek z tego spektaklu. W pewnym momencie zaprosił mnie do udziału w pierwszej chyba zbiorówce “typu dzisiejszego”, to jest z osobami w okienkach na YT – Jeszcze dzieńNędzników. Myślę, że to pierwsze nagranie rozpoczęło przygodę z Accantusem. Później był duet z Sylwią, którego przyznaję szczerze – nienawidzę. Nienawidzę tej piosenki a głównie chyba nienawidzę, jak to zaśpiewałem. Patrzę na siebie, słucham i myślę: kurde, mogłem to zrobić milion razy lepiej. Może to też miało wpływ na to, że pojawiła się później dosyć długa przerwa. Ani ja do Bartka nie dzwoniłem z propozycjami, nie wszedłem głębiej w tę relację, ani on. To jest fajne, że się udało spotkać na nowo, bo dzięki temu zaczęliśmy pracować dalej i myślę, że kolejny sezon będzie głębszym sezonem mojej obecności tam, intensywniejszym, bo już planujemy pewne rzeczy.

Fani rozpoznają Cię na ulicy?

Szczerze powiem, że bardzo rzadko. Myślę, że jest to też spowodowane moją częstotliwością pojawiania się w nagraniach Accantusa. Na pewno jest to mniej intensywne niż Kuba czy Natalka, którzy od lat są tam regularnie. Bardzo mnie zaskoczyły pierwsze sytuacje po nagraniu La La Landu, gdy ktoś zaczepia mnie w tramwaju.. Wszedłem ostatnio do sklepu muzycznego ze sprawą i pan mówi: Kamil, przecież my się znamy z Teatru Muzycznego w Gliwicach i z Accantusa. To bardzo ciekawe sytuacje, ale jak na razie nie jest ich dużo. Ostatnio powstała grupa moich fanów na Facebooku i sobie pomyślałem: kurczę, są ludzie, którzy lubią to, co robię, chociaż robię tego niewiele. Siedziałem wtedy 2-3 godziny przy fortepianie i zacząłem coś komponować, tworzyć, bo zrozumiałem że trzeba się wziąć za siebie, skoro są ludzie, którzy są chętni tego słuchać. To jest bardzo miłe.

Z jakim odbiorem spotyka się Twój fanpage? Masz na nim specyficzne wpisy.

Kolejna dziwna rzecz dla mnie. Bardzo długo z tym walczyłem. Na przykład mój instagram ma drugie podejście do życia, przez etap, w którym buntowałem się “życiu w sieci” i temu, że całe moje artystyczne życie musi być obecne w internecie i niejako też od tego internetu zależne. Czułem, że to, co się tam dzieje, to brak pokory, dowód jakiegoś ogłupienia społeczeństwa. Ale pewnym momencie zauważyłem, że dzisiaj się po prostu inaczej nie da. Bez youtuba, fb, instagrama, jest bardzo ciężko, a nawet chyba jest to niemożliwe. Więc najpierw założyłem instagram, później zacząłem pisać teksty na mojej prywatnej tablicy i to się spotkało z wyjątkowo pozytywnym odbiorem. Bez przerwy słyszałem: Kamil załóż bloga, pisz te teksty, pisz więcej, postaraj się wydać to w formie książki. Ale jak to bywa w świecie ludzi wrażliwych – znowu pojawiło się coś, co mnie zablokowało. Stworzyłem swoją internetową postać Bozi. Ja naprawdę wierzę, że Ona jest taka, jako człowiek wierzący, uważam, że Matka Boska jest świetną babką, że można byłoby z nią zapalić papieroska, wypić piwo, pogadać i pojeździć na rolkach. Aczkolwiek usłyszałem od kogoś stosunkowo bliskiego, że jest to zbezczeszczenie imienia Bożego, bałwochwalstwo, że to dowód mojego zepsucia i cóż to się ze mną stało.  Chwila przerwy od pisania, od obecności Bozi na mojej  prywatnej tablicy, ale i ostatecznie uświadomienie sobie, jak głupim jest dostosowywanie siebie do opinii innych ludzi. Tym bardziej w tym zawodzie, gdzie zawsze będzie mnóstwo odmiennych decyzji, a nawet i hejtu. Jednakże moje pierwsze pisemne wypociny upublicznione na fanpage’u spotkały się z tak pozytywnym odbiorem, że chyba będę to robił nadal. Otrzymałem naprawdę dużo wiadomości i komentarzy świadczących, że takie słowa czasem mogą wzruszyć, rozbawić, a nawet i pomóc w różnych codziennych ludzkich dylematach.

Czyli pozytywny odbiór? Nie spotykasz się z hejtem?

Nie, na razie na tym oficjalnym fanpage’u się z hejtem nie spotkałem. Na szczęście. Wiem, że łączenie tego, że Matka Boska jeździ na rolkach i pije ze mną wódkę jest niejako ryzykowne. Napisałem gdzieś o tym, że ludzie uważają ją za smutną, naburmuszoną, a wcale nie musiało tak być, a ja nawet uważam, że na pewno tak nie było.

Skąd wziął się pomysł na 25 plus?

Prawda jest taka, że żaden mój post ani żadna piosenka nie osiągnęła tylu prywatnych pochwalnych wiadomości. Pewnego dnia, oglądając tv, natknąłem się na program 19+, i zobaczyłem totalnie idiotyczną scenę. Jakiś koleś wykrzykuje pseudomądrości do telefonu, czyli jak podejrzewam, ma to trafić do jego odbiorców na instagramie czy snapchacie. Pomyślałem, że to jest tak idiotyczne, że ja mógłbym to robić (śmiech). Mam wrodzone zdolności spontanicznego mówienia śmiesznych i głupich rzeczy, więc spróbowałem, nagrałem i jak się okazało – rozbawiłem (śmiech). Kiedyś stwierdziłem, że każdy człowiek ma w życiu misję, a moją misją jest rozbawienie świata. 25 plus świetnie się wpisywało w to zadanie. Myślę, że to jest tylko chwilowy epizod i zaraz zniknie i wraz z jesienią przekształci się w pisanie smutnych piosenek.

Aktorzy muszą mieć duży dystans do siebie, prawda?

Muszą. I myślę, że to jest jeden z wielkich problemów, jeśli aktor sobie z tym nie radzi. Ja na przykład strasznie się przejmuję hejtem i nawet minimalną krytyką. To naprawdę potrafi być bardzo ciężka sprawa. Często, jak rozmawiam z ludźmi pierwszy raz, to słyszę: mi się wydawało, że jesteś taki nieśmiały. W życiu publicznym bardzo ważna jest zdrowa pewność siebie. Trudno jest być zdrowo pewnym siebie, a w momencie, jak dostajesz dużo rzeczy od losu – trudno jest zachować siebie w tych ramach normalności. Nagle słyszysz mnóstwo dobrych rzeczy na swój temat, otwierają się drzwi, które do tej pory były zamknięte – to naprawdę może zmienić dotychczasowe postrzeganie codzienności. Myślę, że ten dystans, pokora, i zdrowa pewność siebie grają wielką rolę w życiu każdej osoby występującej publicznie, ale jednocześnie stanowią duże niebezpieczeństwo. Jeśli którejś rzeczy będzie za mało, którejś będzie za dużo, proporcje się pomieszają i wszystko może upaść. Dystansu sam sobie chciałbym życzyć, bo czasem mi go brakuje, pewności siebie też. Życzę sobie wszystkiego dobrego, byle nie wody sodowej. Jej nie chcę (śmiech).

Jakie masz perspektywy zawodowe w najbliższym czasie?

Przerwę wakacyjną wykorzystałem na castingi, które mogą przynieść pieniądze, czyli na castingi do reklamy. Nienawidzę tego robić. Nienawidzę iść na casting, siedzieć kilka godzin w kolejce z setką osób po to, by powiedzieć: dzień dobry, nazywam się Kamil Zięba, pokazuję profile, dłonie i idę do domu. Ale pomimo tej nienawiści muszę zaznaczyć, że każde doświadczenie w życiu jest istotne i można z niego wynieść coś dla siebie korzystnego. Planuję też rozpocząć działalność pedagogiczną, chcę prowadzić zajęcia wokalne i teatralne w okolicach mojej rodzinnej miejscowości. Jeżeli wszystko się powiedzie. to oficjalnie założę własną firmę i ruszę z kopyta, w nieco innym niż dotychczas kierunku. Co nie zmienia faktu, że nadal mam sporo koncertów i przedsięwzięć, o których będę na pewno mówił.

Co w Twoim zawodzie jest najgorsze?

Niestabilność i niepewność tego, co będzie jutro, za miesiąc, za rok. Mam w sobie bardzo dużo wiary i właśnie dlatego nie zacząłem innych studiów i nie zmieniłem branży. Wiele moich znajomych zmieniło zupełnie kierunek życia, przestało żyć z muzyką po dwudziestu latach robienia tego. Ja cały czas wierzę, że się uda, że będzie dobrze i tak żyję od 5-6 lat mojego życia zawodowego. Jest dobrze, nie mogę narzekać, bo cały czas się coś dzieje i to coś pozwala mi funkcjonować, aczkolwiek w mojej głowie jest cały czas poczucie i ta obawa o przyszłość, co się wydarzy, czy na pewno będę miał pieniądze, żeby przeżyć kolejne miesiące. Trochę zazdroszczę wszystkim moim znajomym, pracującym w korporacjach, że oni wiedzą, że codziennie pracują, otrzymują za to pieniądze i to jest stabilne i regularne. My tej stabilności nie mamy, bo wystarczy, że złamiesz nogę i już nie możesz grać albo masz problem z głosem i na kilka miesięcy wypadasz z obiegu. To jest niebezpieczne i trochę się tego boję. Tym bardziej, że słyszę od bardziej odpowiedzialnych znajomych: może warto coś zrobić na wszelki wypadek. Tego zdania się boję: na wszelki wypadek. To oznacza, że zakładasz, że coś złego się wydarzy. Ja nie chcę tego robić. Dlatego na razie żyję tak jak żyję i jest dobrze. I nie planuję zmian.

A wiesz, co mógłbyś robić, gdybyś nie był aktorem? Jakieś pasje?

Ostatnio, jak większość moich obserwujących z Instagrama wie, moją miłością jest mój pies. Całe życie marzyłem, żeby mieć psa w domu, ale mama się na to nie zgadzała. Często myślę, że chciałbym pomagać zwierzętom, na przykład w schronisku. W dzieciństwie chciałem być weterynarzem. Kupowałem wszystkie dostępne tematyczne gazety w kiosku, jedna to było Kocham zwierzęta, druga Zwierzaki. Wyobrażam sobie, że fajnie by było pracować w zoo, co jest chyba niemożliwe bez wykształcenia kierunkowego. Ale gdyby nie taka opcja, to myślę, że nie miałbym problemu ze znalezieniem pracy ogólnie. Mój pierwszy  rok w Warszawie, kiedy było bardzo mało artystycznie zawodowych rzeczy, pracowałem przez dwa miesiące w sklepie z ciuchami, przez tydzień byłem konsultantem telefonicznym, bardzo długo pracowałem jako barman. Dla chcącego nic trudnego.

Śpiewasz też na weselach?

Tak. Ten zespół to pozostałość z czasów studiów, kiedy wesela są zabezpieczeniem na okres wakacyjny. Nazywamy się Companieros (śmiech). Jako że każdy z nas działa intensywnie prywatnie, to już raczej nawet się nie reklamujemy, gramy obecnie wesela, które zostały wcześniej zamówione i wesela z polecenia. Zatem śpiewam i prowadzę te wesela, czyli jestem tzw. wodzirejem. I myślę, że jestem w tym świetny (śmiech). Mam świadomość, że to jest najważniejszy dzień w życiu pewnych ludzi, a ja w jakiś sposób odpowiadam za to, żeby oni byli w tym momencie najszczęśliwsi w życiu.

Sposoby na relaks?

Uwielbiam czytać książki. Niestety zauważam ostatnio, że wchodzę w niebezpieczny poziom uzależnienia od internetu, co wpływa na liczbę czytanych książek. Kiedyś czytałem kilka książek w tygodniu, a teraz to niestety zmalało. Bardzo relaksuje mnie pójście na siłownię. Może nie do końca widać tego efekty, ale spędzam tam sporo czasu. Gdybym jeszcze ćwiczył równie namiętnie, jak słucham to co gra wtedy w moich słuchawkach, to byłoby na pewno trochę lepiej.

Wpadki na scenie?

Oczywiście. Często z opresji ratowała mnie moja wyobraźnia i umiejętność improwizacji i tworzenia tekstów na bieżąco. Do dziś pamiętam koncert w Muzeum Powstania Warszawskiego, podczas którego, nie umiejąc tekstu, wymyśliłem dwie zwrotki pieśni Żeby Polska była Polską. Nie myślałem o tym, że tam siedzą powstańcy i ludzie, którzy znają tę piosenkę. Nikt się nie zorientował. Bardzo wiele lat tak to działało, ale niestety chyba się starzeję. Niedawno śpiewając spektakl w Bydgoszczy, miałem zaśpiewać Bo we mnie jest seks w wersji dla faceta. Myślałem że się uda, ale się nie udało. To największa trauma mojego życia i największa piosenkowa porażka. Zaśpiewałem cztery wersy, po czym zgubiwszy się. zacząłem wymyślać, nieskładnie i nieładnie. W oczach dziewczyn, które miały ze mną grać, widziałem przerażenie, litość, poczucie: o ja pieprzę, co ty robisz i jak mogę mu pomóc. To było straszne, bardzo się tego wstydzę do dzisiaj.

W nowym sezonie usłyszymy Cię…

Teatr na plaży w Sopocie, Teatr Nowy w Bydgoszczy, może koncert All the musical, koncerty Accantusa. Jest w mojej głowie plan na autorskie działanie. są teksty, tworzy się muzyka i chciałbym, żeby to ujrzało światło dzienne.

Kamila Ziębę w najbliższym czasie zobaczycie:

13 października Accantus Symfonicznie Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu

20 października Accantus Symfonicznie ICE Kraków Congress Centre

26 października Medea Moja Sympatia Teatr na Plaży w Sopocie

29 października Accantus Symfonicznie Filharmonia Bałtycka w Gdańsku

3 listopada Accantus Symfonicznie Filharmonia Częstochowska

5 listopada Accantus Symfonicznie Sala Ziemi w Poznaniu

12 listopada Accantus Symfonicznie Aula UMK w Toruniu

26 listopada Wieczór nad Sekwaną Nowa Scena w Bydgoszczy

Znacie Kamila? Widzieliście go na scenie/słyszeliście na koncercie? A może pojawicie się na którymś z wymienionych wydarzeń? Ja z przyjemnością posłucham go na Accantus Symfonicznie w Gdańsku. Zapraszamy na fanpage Kamila i na jego instagram. Wypatrujcie też go w nowych nagraniach Studia Accantus.