notre-dame-de-paris
fot. Piotr Manasterski / Teatr Muzyczny

Jeden z najbardziej znanych musicali na świecie, przez wiele lat wyczekiwany w Polsce – Notre Dame de Paris. Głośno było o nim na wiele miesięcy przed przed premierą, bilety rozeszły się bardzo szybko. Pojechałam na niego kilka dni po prapremierze. Był to pierwszy musical, który zobaczyłam w ramach moich musicalowych podróży. Czy warto było jechać specjalnie aż do Gdyni?

Kim jest Quasimodo?

Historię Dzwonnika z Notre Dame zna chyba każdy, jeśli nie z książki, to z bajki Disneya lub filmu. Opowieść o pięknej cygance Esmeraldzie i trzech mężczyznach, z których każdy chciałby zdobyć jej miłość. Wszystko rozgrywające się na tle pięknej paryskiej katedry Notre Dame. Musical zaczyna się piosenką Czas katedr. Kiedy usłyszałam ją w wykonaniu Macieja Podgórzaka, wgniotło mnie w fotel. I tak wgnieciona pozostałam aż do końca spektaklu. Notre Dame de Paris jest musicalem w całości śpiewanym, dlatego dla osób, które z musicalem spotykają się po raz pierwszy, może on być nieco trudny w odbiorze (tak miał znajomy, który był ze mną). Nie pomaga też niestety akustyka Teatru Muzycznego w Gdyni, ponieważ z naszego balkonu nie wszystko dało się zrozumieć.

Wytańczyć życie

Wróćmy jednak do samej historii. Czas katedr przenosi nas do średniowiecza i do ludzi, którzy nie należą do wyższych warstw społecznych, ale jak każdy chcą kochać i żyć w pełni. Ich chęć do życia wyrażają tancerze i to oni moim zdaniem są największym objawieniem tego musicalu. Ich występy, popisowe choreografie i zdumiewające akrobacje sprawiły, że nawet na chwilę nie mogłam oderwać od nich oczu. Czasem nawet skupiałam się na nich bardziej niż na aktorach i na tym, co właśnie dzieje się w akcji. Jeżeli ktoś zapytałby mnie, dlaczego warto zobaczyć Notre Dame de Paris, odpowiedziałabym, że zdecydowanie dla tancerzy. Chociaż nie byli oni jedynym plusem tego spektaklu.

Zjawiskowy widok

Cały musical jest zrealizowany z dużym rozmachem. Monumentalna scenografia, dopracowane stroje i makijaże sprawiają, że daje to naprawdę niezwykły widok. Również śpiew jest na wysokim poziomie, chociaż niestety niektóre kwestie były zaśpiewane pod dźwiękiem. Mnie jednak nie przeszkadzało to w żaden sposób w odbiorze i jak urzeczona wpatrywałam się w scenę i wsłuchiwałam w piosenki, na czele z przepięknie zaśpiewaną Belle.

Kto w zasadzie śpiewa?

Jak już wiecie, obsada spektaklu jest dla mnie bardzo ważna. Czasem potrafię dobierać termin wyjazdu tylko pod konkretnych aktorów (tak było na przykład z Rodziną Addamsów, gdzie przez moje wysokie wymagania z pięciu dostępnych spektakli tylko jeden je spełniał). I tu teatr poległ na całej linii, ponieważ obsada na scenie była całkiem inna niż ta podana na ekranie w teatrze. Quasimodem miał być Michał Grobelny, który niestety się rozchorował, więc na scenie był Janusz Kruciński (którego jednak też bardzo lubię). Najbardziej zezłościło mnie, że nie mogłam dojść do kogo należy zjawiskowy głos Gringoire’a. W obsadzie jasno napisane: Jan Traczyk. Słyszałam już jednak wcześniej głos Janka i coś mi nie pasowało. Dopiero po poszukiwaniach w internecie, dopytywaniach, okazało się, że tego dnia grał go Maciej Podgórzak, który w obsadzie wpisany był jako Phoebus (którego rolę też odgrywa, tylko akurat nie w tym konkretnym dniu). Siłą rzeczy Phoebusa także grał ktoś inny. Rozumiem, że sytuacje losowe zmuszają do zmian nawet w ostatniej chwili, jednak w dobie elektroniki ekran z obsadą można zmienić nawet w trakcie musicalu. Jest to dla mnie największy minus spektaklu i mam o to do teatru duży żal, co niestety rzutuje na całościową ocenę.

Notre Dame de Paris – warto?

Zdecydowanie. Uwielbiam, kiedy musical wzbudza we mnie emocje, a ten wzbudził ich całą gamę. Była radość, zachwyt, wzruszenie, momentami miałam w oczach łzy. Chętnie zobaczyłabym ten musical jeszcze raz. Tylko tym razem z miejsca, w którym wszystko dobrze słychać i z właściwie wpisaną obsadą.

Szczegóły spektaklu

Obsada (na 90%):

Esmeralda: Maja Gadzińska

Quasimodo: Janusz Kruciński

Gringoire: Maciej Podgórzak

Frollo: Artur Guza

Phoebus: Przemysław Zubowicz

Clopin: Krzysztof Wojciechowski

Fleur de Lys: Weronika Walenciak

Data:

13.09.2016

Ulubieńcy:

Ocena musicalu: 8/10

Ulubiona scena: podczas piosenki Belle

Ulubiony aktor: Maja Gadzińska jako Esmeralda

Ulubiona piosenka: Czas katedr

Ulubiony głos: Maciej Podgórzak jako Gringoire

Widzieliście ten musical? Jest on obecnie chyba najbardziej obleganym musicalem w Polsce. Uważacie, że słusznie?