Ciekawostki Archiwum

  • Musicalni – kiedy Twoje serce bije w rytmie musicalu

    musicalni

    Kiedy kilka lat temu rozpoczęła się moja musicalowa pasja, byłam w niej dość osamotniona. Owszem, zdarzali się znajomi, którzy od czasu do czasu mieli ochotę wyjść na musical, jednak od dużej części słyszałam tylko argumenty, dlaczego nie lubią musicali. Nie miałam nic przeciwko samotnym wyjazdom, bo mają one naprawdę wiele plusów, jednak jako osoba z natury towarzyska zawsze szukałam chętnych, którzy chcieliby ze mną ten teatr odwiedzić.

    Miałam szczęście, że z czasem tych osób było coraz więcej w całej Polsce, więc często czy to w Łodzi, w Gdyni, Krakowie, Poznaniu czy Warszawie ktoś mi towarzyszył. Im jednak częściej rozmawiałam z fanami musicalu, tym bardziej widziałam, jaki jest problem.

    Że nie mają wokół siebie ludzi, z którymi mogliby pogadać. Że brakuje im dyskusji i dzielenia się emocjami czy spostrzeżeniami. Że czasem chcieliby po prostu pójść z kimś do teatru, ale nie mają z kim. W ten sposób w mojej głowie kiełkowała myśl o grupie. O grupie, która taką przestrzeń właśnie stworzy. W której będzie można podzielić się emocjami, zapytać o radę przy wyborze musicalu, a może nawet poznać kogoś, z kim do tego teatru uda się wyjść. Tak powstali Musicalni. Grupa, która dokładnie dzisiaj obchodzi swoje pierwsze urodziny.

    Kim są Musicalni?

    Czytaj dalej…

  • Musicalowe podsumowanie roku 2018

    Koniec roku aż prosi się o pewne podsumowania. Kiedy patrzę na marzenia, które wypisałam na jego początku, stwierdzam, że rzeczywistość może być nawet piękniejsza niż one. Nie wszystkie udało się spełnić, ale wydarzyły się rzeczy, o których rok temu nawet nie śniłam. Zapraszam Was na musicalowe podsumowanie roku z dobrej strony, czyli same najlepsze rzeczy z 2018.

    Zobaczyłam 23 musicale

    Dla mnie to imponująca liczba, dużo większa niż sobie założyłam, bo miało być ich 15. Oczywiście obraz zafałszowuje fakt, że na niektórych tytułach byłam kilka razy, jednak ogólna liczba spektakli robi na mnie samej wrażenie. Nawet już nie potrafię wyobrazić sobie miesiąca bez wyjścia do teatru, musical jest mi potrzebny jak tlen. Wśród tych wszystkich tytułów postanowiłam wyróżnić kilka w różnych kategoriach.

    Najbardziej spektakularny musical

    Czytaj dalej…

  • Co kupić fanowi musicali? – poradnik prezentowy

    Mimo że musical ostatnio rozwija się w niewiarygodnym tempie, bycie jego fanem to nadal zadanie dość trudne, ponieważ w swoim otoczeniu rzadko możemy znaleźć kogoś, kto podziela naszą pasję. Oczywiście niektórzy po prostu nie lubią musicali. Inni ciągle zadają pytanie z gatunku tych, które dla fanów musicali jest totalnie niezrozumiałe, a dla wszystkich pozostałych – zupełnie normalne, czyli: Jak można iść dwa razy na ten sam spektakl? Żeby tylko dwa. Trzeci, szósty czy dziesiąty – dla nas to zazwyczaj norma, reszta niestety musi to zwyczajnie zaakceptować, bo zrozumieć to raczej nie zrozumie. Niemniej z moich rozmów z ludźmi wynika, że nadal samotne wyjazdy na musicale są normą i mimo że mają naprawdę dużo plusów, czasem jest nam zwyczajnie przykro. Z byciem fanem wiąże się też jeszcze jedna istotna rzecz – to pasja, która zabiera nam większość czasu i pieniędzy.

    W zamian oczywiście daje dużo więcej, więc kiedy do życia bardziej potrzebujemy musicalu niż tlenu, także Święta Bożego Narodzenia przebiegają nam w rytmie musicalowym. Obok Last Christmas z głośników lecą Świąteczne piosenki musicalowe, a większość listu do Mikołaja zajmują kolejne tytuły z polskich teatrów muzycznych, co grzeczniejsi nieśmiało wpisują też West End. Trudno stwierdzić, czy ktoś pokusi się o Broadway. Do Świąt został mniej niż tydzień – a jeśli Wasi bliscy nerwowo przeglądają internet w poszukiwaniu inspiracji na prezent, bo nie mają pojęcia, co kupić fanowi musicali, podrzućcie im ten wpis. Jako musicalomaniak stwierdzam, że niemal wszystkie te pozycje sprawiłyby mi ogromną radość – gdybym przypadkiem dużej części z nich nie miała już na półce.

    Ale Musicale! Daniela Wyszogrodzkiego

    Czytaj dalej…

  • Co mi dały dwa lata blogowania?

    22.11.2016 r. to dla mnie data szczególna. Z pewnością mogę powiedzieć, że ten dzień zmienił moje życie. Właśnie wtedy zakończyłam kilkutygodniowe przygotowania, a równo o 19 Musicalna ujrzała światło dzienne. Ten moment został uczczony przepyszną czeską marlenką. Zupełnie nie spodziewałam się tego, co się wydarzy przez następne dwa lata. A z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dzięki blogowi jestem innym człowiekiem. Co mi dały dwa lata blogowania?

    Odwagę

    To dość zabawne, bo kiedy opowiadam o tym osobom, które poznałam już jako blogerka, to zwykle mi nie wierzą. Zawsze byłam człowiekiem dość nieśmiałym. Bałam się wychodzić do ludzi, zawierać nowe znajomości, a rozmowa przez telefon z kimś obcym była dla mnie najgorszym punktem dnia. Podchodzenie do aktorów i proszenie o zdjęcie? Zapomnij. A o napisaniu do kogoś z prośbą o wywiad nawet nie śniłam. Nauczyłam się jednak czegoś ważnego. Że marzenia są silniejsze niż lęk. Pragnienie, aby uruchomić Musicalne rozmowy było silniejsze niż opór przed spotkaniem. Chęć poznania aktorów i powiedzenia im kilku dobrych słów spychała na bok strach przed wychodzeniem z inicjatywą. Teraz już się nie boję. Może czasem, troszeczkę. Ale jak to było powiedziane w moim ulubionym filmie lat nastoletnich: “Nigdy nie pozwól, aby strach przed porażką wyeliminował cię z dalszej gry”. I tego się trzymam.

    Wspomnienia

    Od założenia bloga widziałam musicale kilkadziesiąt razy: niektóre tytuły wielokrotnie (prym wiodą Piloci, na których w listopadzie będę po raz szósty, tuż za nimi Rodzina Addamsów – jutro widziana czwarty raz, na podium plasują się jeszcze Zakonnica w przebraniuJekyll&Hyde w trzech odsłonach). Dla musicalowych wyjadaczy to tyle co nic. Ale dla mnie to wiele godzin niesamowitych wzruszeń, pięknych chwil i wielkiej miłości. Mogę powiedzieć, że to dzięki blogowi zaczął się nowy rozdział w moim życiu i czas wyznaczany musicalami. A to, co dzięki nim ciągle przeżywam, warte jest każdych pieniędzy.

    Nowe znajomości ze sceny

    Kiedy opowiadałam o moich planach wywiadowych, mało kto wierzył, że mi się uda. Tymczasem, po tych dwóch latach, mogę Wam coś wyznać – odmówiła mi tylko jedna osoba, do której napisałam. Wiem, że ostatnio ten dział kuleje – wiąże się to z tym, że jest on bardzo czasochłonny, a ja z powodu nagromadzenia obowiązków nie mam czasu tym ostatnim wywiadem się zająć. Co dla mnie jednak jest w tym najpiękniejsze – część znajomości, które zaczęły się wywiadami, przetrwała w relacjach bardziej koleżeńskich. Artyści są dla mnie dość specyficzną grupą ludzi, którą całym sercem uwielbiam. Niesamowicie mnie inspirują do działania. Cały czas uważam to za ogromne szczęście i zaszczyt, że mam szansę się z nimi spotykać i wypić kawę czy zjeść obiad.

    I spoza niej

    Kiedy ostatnio byłam w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, poczułam się, jakbym wróciła do siebie. Poczynając od rozmów przy kasie, przez uśmiechy w szatni i pogaduchy w sklepiku, kończąc na rozmowach w teatrze do godziny 23! Dzięki blogowi poznałam mnóstwo ludzi, fanów musicalu, którzy podobnie jak ja jeżdżą po całej Polsce na spektakle. Niektóre z tych znajomości przekształciły się w bliskie relacje, a ja każdego dnia jestem wdzięczna za to, że tych ludzi poznałam.

    Umiejętności

    Bloga budowałam od zera. Wszystkiego musiałam się nauczyć, czytałam tutoriale, oglądałam filmy instruktażowe. Dzięki temu nauczyłam się obsługi WordPressa, podstaw SEO i działania mediów społecznościowych. Te umiejętności pomogły mi potem znaleźć pracę.

    Wizytę w Londynie

    Moje dwie dotychczasowe podróże do Londynu zawdzięczam tylko blogowi i wielkiemu marzeniu, żeby zobaczyć na West Endzie znakomite musicale. Moje ukochane Wicked na żywo okazało się wspanialsze niż mogłam sobie wyobrazić. I z pewnością przy następnej podróży ponownie zasiądę na widowni Apollo Victoria Theatre. Przy okazji samo miasto także podbiło moje serce.

    Koncert

    Na koniec rzecz, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Koncert Bestia i Piękna, który odbędzie się za trzy dni i będzie główną częścią urodzinowego świętowania. Nawet w snach nie sądziłam, że kiedyś będę występować jako organizator i to koncertu moich ulubionych wokalistów. Nie wiedziałam też, że mam do tego predyspozycje. Nagle okazało się, że jestem kreatywna, wytrwała, że potrafię uparcie dążyć do celu i pokonywać swoje blokady. Jestem pewna, że to niezwykłe doświadczenie zaprocentuje w przyszłości.

    I na ten koncert serdecznie Was zapraszam. Zacznie się o godzinie 18, a bezpośrednio po nim nastąpi świętowanie, bo to w końcu drugie urodziny! Dlatego będzie tort i inne atrakcje. Nie zabraknie okazji, by porozmawiać z artystami, ale też poznać siebie nawzajem. Grupa Musicalni zbiera ludzi, których łączy pasja – do pięknej muzyki, do wspaniałego teatru – wielka miłość do musicalu. Niech więc ten niedzielny wieczór będzie świętem nas wszystkich. Do zobaczenia!

  • Dlaczego ciągle jeżdżę na Pilotów?

    Na zdjęciu z odtwórcami ról w Pilotach. Od lewej: Janek Traczyk, Marta Burdynowicz, Marcin Franc, Edyta Krzemień, Marta Wiejak.

    Dlaczego ciągle jeżdżę na Pilotów? To pytanie słyszałam już niejednokrotnie. Na grupie Musicalni często rozmawiamy o konkretnych tytułach. Do tej pory żaden nie wzbudził takich dyskusji i emocji, jak Piloci. Padły stwierdzenia, że to najgorszy musical Romy od kilku lat, że libretto bardzo słabe. Inni z kolei uważają, że jest cudowny i nie mogą się doczekać, aż zobaczą go ponownie. Ja byłam na tym spektaklu już pięć razy. W świecie musicalowych wyjadaczy pięć razy to tyle co nic, ale Piloci są w tym momencie musicalem, który widziałam najwięcej razy w życiu. Pisałam Wam o wrażeniach, wymieniałam ulubione obsady. Teraz, z racji tego, że wczoraj zobaczyłam spektakl piąty raz, a zapewne wybiorę się szósty, mam dla Was sześć powodów, dlaczego tak mnie do tego musicalu ciągnie. Uwaga: w tekście jest dużo spojlerów. 

    Powód pierwszy: obsada

    Ciągle to powtarzam i będę powtarzać do znudzenia, że na Pilotów jeżdżę głównie ze względu na obsadę. Roma zgromadziła najzdolniejszych aktorów z całego kraju i nie mogę przegapić okazji, żeby popatrzeć na nich po raz kolejny: podziwiać ich aktorstwo, zachwycać się tańcem i przede wszystkim wsłuchać się w ich przepiękne głosy. To nie przypadek, że duża część moich ulubionych głosów męskichżeńskich gra właśnie w tym spektaklu. Jest jednak też minus tego podejścia: widziałam już niemal wszystkich odtwórców każdej roli. I mam swoich ulubieńców. Tak mocno sprecyzowanych, że potrafię przejrzeć obsadę na cały miesiąc i nie znaleźć ani jednego dnia, który w pełni by mi odpowiadał.

    Powód drugi: muzyka

    Mimo że niektóre piosenki w spektaklu uważam za kompletne nieporozumienie – nadal nie pojmuję sensu piosenki Czy pan to wie, która zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu piosenek o niczym – to muzykę uwielbiam. Kocham ten leitmotive, który się ciągle przewija, te delikatne nuty, które budują postaci i ten wojenny gwar. Bardzo lubię muzykę z tego spektaklu, a płyta zajmuje czołowe miejsce w mojej kolekcji, dlatego tak często do niej wracam

    Powód trzeci: Azaliż

    Mój ukochany duet, moment, na który czekam z niecierpliwością przez cały spektakl. Marta Burdynowicz i Marcin Franc tworzą na scenie małe arcydzieło, które w widowni wywołuje niekontrolowane wybuchy śmiechu, a artystom zapewnia największe owacje. Lekka, przyjemna scena, pełna kontrastów, a jednocześnie czułości. Mary i Stefan to para, która mnie zawsze wzrusza, bo miłość, która się im przytrafia, jest dla nich totalnym zaskoczeniem. Wydaje się, że są dwoma tak różnymi światami, że to się nie może udać. A jednak to jedyna para z happy endem.

    Powód czwarty: wybuch

    Uwaga, spojler dla wszystkich, którzy nie widzieli tego spektaklu. Ale to ten moment, którym ekscytuję się jak małe dziecko. Kiedy samolot Jana zaczyna spadać i wiem, że zaraz nastąpi wybuch, nie umiem się nie cieszyć. Obok mnie siedzą niczego nieświadomi widzowie, którzy za moment podskoczą przerażeni na fotelach. Mimo że niektórzy twierdzą, że wybuch nie jest spektakularny, jego ciepło poczułam nawet w piętnastym rzędzie. Pewnie się głupio łapię na te technologiczne nowinki, ale lubię, bardzo lubię ten wybuch i nic na to nie poradzę. To jeden z moich ulubionych fragmentów musicalu.

    Powód piąty: wejście służbowe

    Nawiązanie do punktu pierwszego. Nie umiem się nigdy oprzeć pokusie i nie zobaczyć się z aktorami chociaż na chwilę. Pierwszy raz przy wejściu służbowym wylądowałam przy okazji drugiej premiery Pilotów. Pamiętam ten moment niepewności, kiedy nie wiedziałam, co robić, gdzie iść i jak się tam odnaleźć. Teraz do wejścia służbowego trafię nawet z zamkniętymi oczami. Te momenty po musicalu są zawsze dla mnie magiczne. Mogę podziękować aktorom za emocje, które przed chwilą we mnie wywołali. Za ich pracę, zaangażowanie i to, że dzięki nim wspaniale spędziłam ten piękny wieczór. I zrobić zdjęcie. Galeria moich zdjęć po Pilotach jest większa niż jakakolwiek inna. Uwielbiam też obserwować, jak aktorzy się zmieniają w spektaklu. Oglądam musical co jakiś czas i widzę różnice nie tylko w wyglądzie niektórych z nich, ale też w podejściu do roli, w odnalezieniu się w niej, w zgraniu całego zespołu. To nieocenione przeżycia, których bym nie doświadczyła, gdybym oglądała spektakl raz, góra dwa.

    Powód szósty: to, co dzieje się w tle

    Kiedy idę na musical pierwszy raz, zazwyczaj patrzę na to, co robią główni bohaterowie. Na scenie tyle się dzieje, że nie da się ogarnąć wszystkiego naraz. Inaczej jest przy kolejnej wizycie w teatrze. Wtedy uważnie obserwuję wszystkie postacie drugoplanowe i cały zespół. Dostrzegam te drobne rzeczy, które dzieją się z tyłu. Gesty czułości pomiędzy aktorami grającymi parę. Uśmiechy i relacje, które gdzieś tam się nawiązują. Nagle stwierdzam, że aktor, którego znam od iluś spektakli, świetnie tańczy, na co wcześniej nie zwróciłam uwagi. Albo dostrzegam szczegóły stroju, który bardzo mi się podoba, a nigdy mu się wcześniej nie przyglądałam. Dlatego każdy spektakl jest dla mnie inny. Z każdego wychodzę bogatsza o nowe obserwacje i nowe przemyślenia. I z chęcią, by iść jeszcze raz, by znowu odkryć coś nowego.

    Lubicie Pilotów? Macie ochotę zobaczyć ten spektakl po raz kolejny, czy te, które widzieliście do tej pory, w zupełności Wam wystarczą? Koniecznie podzielcie się w komentarzach.

     

  • Co najbardziej kocham w musicalu

    Często się zastanawiam, co najbardziej kocham w musicalu. To gatunek w świecie teatralnym traktowany nieco po macoszemu. Aktorzy musicalowi bywają mniej poważani niż ci z „normalnego teatru”. Nawet jeśli ktoś jest zdeklarowanym teatromaniakiem, bywa, że musicale omija szerokim łukiem. Powodów, dla których ludzie nie lubią musicali, jest wiele. W tym roku byłam w teatrze ponad dwadzieścia razy (kiedy to się stało?!). I nie widziałam ani jednego spektaklu dramatycznego. Czy brakuje mi „zwykłych” spektakli? Czasem tak. Czy żałuję, że bywam teraz wyłącznie na musicalach? Ani odrobinę.

    M jak marzenie

    Czytaj dalej…

  • Plusy i minusy posiadania ulubieńca musicalowego

    O tym, jak ważna jest obsada, rozmawialiśmy wielokrotnie. Kiedy na różnych spektaklach spotykamy tych samych artystów, w końcu jeden z nich powoli staje się naszym ulubieńcem. Zaczynamy sprawdzać, kiedy gra w musicalu, na który jedziemy i specjalnie wybieramy ten dzień. Po zakończonym spektaklu czekamy na niego z prezentem. Fajnie mieć ulubieńca musicalowego. Jednak oprócz niewątpliwych zalet, taka sytuacja ma też wady. Dzisiaj o plusach i minusach posiadania ulubieńców musicalowych.

    Plus pierwszy: poznajesz wiele spektakli

    Czytaj dalej…

  • Czy artyści musicalowi są tylko do podziwiania?

    Często stanowią jedną z największych wartości spektaklu. Fani jeżdżą na drugi koniec Polski, byle zobaczyć ich w konkretnym tytule. Fanpage’e rozrastają się coraz szybciej, a bilety na koncerty musicalowe wyprzedają w zaskakującym tempie. Artyści musicalowi. Potrafią z kiepskiego musicalu zrobić wyjątkowy, a źle dobrani do roli sprawić, że nigdy nie będziemy chcieli pojawić się w teatrze ponownie. Są dla nas wzorem do naśladowania, inspiracją, kimś z górnej półki. W tym wszystkim potrafimy zapomnieć, że to przede wszystkim ludzie. Czy artyści musicalowi są tylko do podziwiania?

    Najlepsza pamiątka

    Jak wspominałam wielokrotnie, przed ruszeniem z blogiem moja miłość do musicalu była uśpiona. Ze snu przebudzili ją artyści musicalowi i początkowo to głównie dla nich jeździłam na spektakle. Kilkadziesiąt musicali później mam już swoich ulubieńców, zarówno aktorów i aktorki, którzy zawsze mnie zachwycają swoimi głosami, jak i ulubione obsady konkretnych tytułów. Powszechnie wiadomo, że datę spektaklu dobieram pod ludzi, którzy tego dnia grają, a jeśli chcecie mnie spotkać po spektaklu, na którym wiecie, że będę, niemal na sto procent znajdziecie mnie przy wejściu służbowym. Zdjęcia z aktorami są moją ulubioną pamiątką, którą przywożę niemal z każdego musicalu. Nie zawsze jednak tak było.

    Czy ja im nie przeszkadzam?

    Czytaj dalej…

  • Czego Wicked uczy nas o przyjaźni?

    Trzydziestego lipca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Przyjaźni. Jak wiecie Wicked znajduje się w czołówce moich ulubionych musicali, a jego główny temat – przyjaźń – zawsze bardzo mnie wzrusza. Dzisiaj, z okazji tego święta, postanowiłam przyjrzeć się, co musical mówi o przyjaźni. Zapraszam do lektury.

    Przyjaźń nie musi łączyć ludzi podobnych do siebie

    Co więcej, mogą być oni zupełnie inni. Trudno znaleźć osoby, które bardziej różniłyby się od siebie, niż Elfaba i Glinda. Elfaba – inteligentna, lecz bardzo skryta w sobie dziewczyna i Glinda – gwiazda, która uwielbia błyszczeć, czasem tylko nierozgarnięta, często wręcz głupia. Różni je niemal wszystko: wychowanie (Elfaba jest wychowywana przez surowego ojca, który obwinia ją o śmierć matki, Glinda pochodzi z dobrego i bogatego domu), podejście do życia, oczekiwania wobec niego, przyjaciele lub ich brak, zdolności magiczne, stosunek do samych siebie. A jednak, mimo wszelkich przeciwności, zaprzyjaźniają się i są w stanie dużo dla tej przyjaźni poświęcić.

    Przyjaźń to wybaczanie

    Czytaj dalej…

  • Typy artystów musicalowych

    typy-artystow-musicalowychPrzez półtora roku blogowania miałam okazję poznać wielu fantastycznych artystów. Z jednymi dogadywałam się świetnie, z innymi trochę gorzej, nie zmienia to jednak faktu, że ci ludzie mają coś, co mnie do nich bardzo przyciąga. Z biegiem czasu zauważyłam, że artystów da się połączyć w pewne grupy, z których możemy wyodrębnić typy artystów musicalowych. Oczywiście nie jest tak, że jeden artysta=jeden typ, bo znam takich, którzy łączą w sobie po kilka różnych rodzajów. Popatrzcie na ten wpis z przymrużeniem oka.

    Gaduła pospolita

    Chyba najczęściej spotykany gatunek artysty. Jeśli czekasz przy wejściu służbowym i w głowie układasz sobie przemowę, możesz ją odpuścić, bo uda ci się powiedzieć jedno zdanie. Przy odrobinie szczęścia – dwa. Gaduła prawdopodobnie przerwie ci w trakcie, żeby o coś zapytać, a następnie wywiąże się z tego taka konwersacja, że nawet nie zauważysz, kiedy przegapisz ostatni powrotny pociąg do domu. Gaduła uwielbia mówić i potrafi to robić bez końca. Wbrew pozorom jednak, nie jest egoistą, wręcz przeciwnie – to osoba bardzo nastawiona na interakcję z widzem. Zawsze zapyta, jak podobał Ci się spektakl, która piosenka zrobiła na tobie największe wrażenie, a czasem nawet jak długo musiałeś na musical jechać. Na koniec uściska, pożegna się i wyrazi nadzieję, że jeszcze się zobaczycie. Ty zaś odejdziesz zaskoczony, jak z twoim idolem może się cudownie rozmawiać. Następnym razem zostaniesz w obcym mieście na noc, byle tylko móc zamienić z nim jeszcze kilka słów.

    Skrępuś wspaniały

    Czytaj dalej…

Close