Londyn – wycieczka na West End Archiwum

  • Jak tanio zobaczyć musicale w Londynie?

    jak-tanio-zobaczyc-musicale-w-londynieJedną z rzeczy, które najczęściej hamują nas w spełnianiu marzeń, są pieniądze. Chcielibyśmy zobaczyć tyle musicali, zwiedzić tyle miast. Jednak najczęściej zamiast „zobaczę ten musical”, myślimy „kiedyś będzie mnie stać, żeby zobaczyć ten musical”. Wydaje nam się, że jak odłożymy to w czasie, to kiedyś nazbieramy te pieniądze, a musicale nam nie uciekną. Czy aby na pewno? Moje wymarzone Wicked zobaczyłam chyba w najlepszej możliwej obsadzie, bo główne role zagrali Willemijn Verkaik, Suzie Mathers czy Oliver Savile. Obsada musicalu zmieniła się tydzień później. Czas grania niektórych musicali jest ograniczony, więc może się okazać, że zanim nazbieramy bajońskie sumy, które, jak nam się wydaje, są absolutnie niezbędne, po musicalu na londyńskiej scenie już nie będzie śladu. A po trzecie – po co marzenia odkładać na później? One tworzą naszą przyszłość i to niekoniecznie aż tak odległą. Dzisiaj zapraszam Was na niecodzienny wpis – jak tanio zobaczyć musicale w Londynie, a przy okazji zwiedzić trochę miasto.

    Podróż

    Czytaj dalej…

  • Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia

    marzenia się spełniaOd małego byłam marzycielką. Miałam bardzo bogatą wyobraźnię i często uciekałam w swój świat. Chciałam być piosenkarką, aktorką, pisarką, mieć wielki dom z basenem, trzy koty i własne studio tańca. Z wiekiem te marzenia przyblakły, a ja zaczęłam skupiać się na życiu z dnia na dzień. Studia, znajomi, praca. Co jakiś czas wspólny wyjazd, jakaś impreza, wyjście. Nie ciągnęło mnie do wielkiego świata, podróżowanie ograniczyłam do granic Polski. Moje życie miało być super. Kiedyś, w odległej przyszłości. A ja nie robiłam nic, by się do tego ideału przybliżyć. I nadal trudno mi uwierzyć, że wszystko do góry nogami wywrócił jeden musical.

    Nieoczekiwany rezultat wyjazdu na Erasmusa

    Czytaj dalej…

  • Jak zobaczyć popularne tytuły na West Endzie i nie zbankrutować? Poradnik dla początkujących.

    Jak Wam idzie realizowanie noworocznych postanowień? Udało się już coś osiągnąć? Jeżeli na liście marzeń na ten rok, podobnie jak ja, macie wizytę w Londynie, śpieszymy z pomocą. Jedna z czytelniczek, Dominika, specjalnie dla Was przygotowała wpis, jak zobaczyć popularne tytuły na West Endzie i nie zbankrutować. Zapraszamy do lektury.


    Od dawna wiadomo, że Londyn musicalami stoi. West End jest dla Europejczyków tym, czym Broadway dla Amerykanów. Dziesiątki tytułów, wiele z nich granych od lat (chociażby The Phantom of the Opera, który z sukcesem od 31 lat nawiedza gmach Her Majesty’s Theatre), setki znanych aktorów i niezliczone tłumy widzów, którzy co wieczór oblegają tę część miasta. Londyn nigdy nie śpi.

    Tak więc skuszeni możliwością zobaczenia ukochanego przedstawienia kupujecie bilet do Londynu i… okazuje się, że dobre miejsca w teatrze kosztują małą fortunę (dla przeciętnego zjadacza chleba). Stajecie przed smutnym wyborem i decydujecie, że lepiej mieć pieniądze na nocleg i wyżywienie. W rezultacie kupujecie miejsca na balkonie i/albo z ograniczonym widokiem na scenę. No, ale przecież zaliczyliście jeden z topowych musicali! (co z tego, że twarze aktorów były niewidoczne z tej odległości… i że prawą stronę sceny zasłaniał filar… i że ludzie z pierwszych rzędów nieznośnie nachylali się do przodu, żeby wystające elementy dekoracji teatru nie zasłaniały im widoku, w rezultacie jednak widzieliście przed sobą jedynie morze głów).

    Tylko że wcale nie musi tak być.

    Cześć! Mam na imię Dominika i od ponad trzech lat studiuję i pracuję w Londynie. Mimo ogromnej miłości do musicali przez pierwsze dwa lata nie zawitałam do żadnego z teatrów na West Endzie. Naczelnym problemem był oczywiście skromny studencki budżet. Szybkie sprawdzenie cen powodowało u mnie palpitację serca i przez długi czas myślałam, że będę zmuszona zaoszczędzić sporą kwotę, aby móc zobaczyć te wszystkie cuda.

    W pewnym momencie tęsknota za teatrem okazała się jednak zbyt silna i gorączkowo zaczęłam szukać sposobów na obejrzenie jak największej liczby tytułów za jak najmniejsze pieniądze. Niemożliwe? A jednak!

    Poniżej znajdziecie mój poradnik, w którym wytłumaczę sposoby na zdobycie biletów do teatrów na West Endzie – część z nich to metody mało popularne i przez to z pewnością bardzo atrakcyjne dla miłośników musicali „na budżecie” (i nie tylko).

    TheatreMonkey

    Czytaj dalej…

  • 20 rzeczy, których nie powinnaś robić w Londynie

    w LondynieTrudno mi uwierzyć, że od wyjazdu do Londynu minęły już prawie dwa miesiące. Lubię wracać myślami do tego czasu, przeglądać zdjęcia czy wspominać rewelacyjne Wicked, które szturmem zdobyło moje serce i bez najmniejszych problemów stało się najlepszym musicalem, jaki w życiu widziałam. Myślę, że nadszedł czas, żeby na Londyn spojrzeć z dystansu. I to pod kątem wpadek, które zaliczyłyśmy podczas naszej pierwszej wizyty w stolicy Wielkiej Brytanii. Oto 20 rzeczy, których nie powinnaś robić w Londynie.

    Nie licz na to, że autobus zatrzyma się dlatego, że stoisz na przystanku.

    Kiedy trzy razy okrążysz dworzec, na którym wysiadłaś z autobusu z lotniska, w końcu szczęśliwe znajdujesz przystanek, z którego dojedziesz na miejsce noclegu. Widnieje nawet numer oczekiwanego autobusu. Eureka. Problem w tym, że za kilka minut widzisz, jak ten autobus przejeżdża sobie obok Ciebie i jedzie dalej. Być może dlatego, że nie zamachałaś, żeby się zatrzymał (a powinnaś!), a może dlatego, że…

    Nie patrz w lewo, wyglądając autobusu.

    No właśnie. Wszyscy wiemy, że w Anglii jest ruch lewostronny. Ale i tak autobusu wypatrujesz nie z tej strony, co trzeba. Nauczysz się. Kiedyś.

    Nie próbuj zapłacić za autobus kartą walutową.

    Udało się! Autobus się zatrzymał, wsiadasz. I próbujesz zapłacić za bilet kartą walutową (bilety papierowe trudno zdobyć gdziekolwiek, karty oyster nie opłacało się wyrabiać). Przykładasz więc swoją kartę walutową do czytnika. I nic. Nie wchodzi. Okazuje się, że wejdzie polska karta debetowa. Szkoda tylko, że zostawiłaś ją w Polsce. Żeby nie narażać się na duże straty, jeśli Cię okradną. Cóż.

    Nie licz na to, że ciąg numerów oznacza dokładny adres.

    Szczęśliwie dotarłaś na miejsce, aplikacja w telefonie doprowadziła Cię tam, gdzie powinien znajdować się dom, w którym nocujesz. Powinien. W końcu ten ciąg cyfr przy adresie to chyba numer domu? Niestety. To tylko postcode. Dobra wiadomość jest taka, że nocujesz w którymś z dwunastu domów, które ten kod obejmuje. Zła jest taka, że nie wiesz, w którym dokładnie.

    Nie włamuj się do domu, do którego masz klucze, ale nie umiesz z nich skorzystać.

    To miłe, że nie będziesz nocować na dworcu, a w domu, za który już wcześniej zapłaciłaś. Dostałaś w końcu jego numer, masz klucze. A że nie umiesz otworzyć zamka? W Anglii zamki są dziwne, nie przejmuj się. Za dziesiątym razem się uda.

    Nie oczekuj normalnych gniazdek.

    Telefon naładowany tuż przed samym odlotem, dwa power banki, ładowarka. Mamy tam dwie noce, w nocy się naładuje telefon i cały dzień pójdzie relacja na instastory, może nawet w kolejce po bilet obejrzymy jakiś film? Tak, to świetny pomysł – pod warunkiem, że nie zapomnisz o tym, że w Wielkiej Brytanii są inne gniazdka. I żeby naładować telefon swoją ładowarką, musisz mieć przejściówkę. Oczywiście możesz ją kupić w każdym sklepie, w końcu to inwestycja, która zaprocentuje. Chyba. Bo nie wiesz, czy przyjedziesz do tego kraju w najbliższym czasie. Lub w ogóle.

    Nie frustruj się z powodu osobnych kranów z ciepłą i zimną wodą.

    W końcu w domu też kiedyś miałaś dwa oddzielne kurki. Jakieś dwadzieścia lat temu. Powrót do przeszłości bywa fajny. Chyba że jest pierwsza w nocy, Ty musisz wstać o 5, żeby już chwilę po 6 być pod teatrem, a masz wybór pomiędzy wrzątkiem a rozpuszczonym lodem. Wtedy to aż tak nie bawi.

    Nie chodź na palcach przy drzwiach, które okazują się drzwiami na podwórko, a nie do pokoju współlokatorów.

    Skąd miałaś wiedzieć? Przecież wyglądają dokładnie tak samo.

    Nie próbuj otwierać okien do wewnątrz.

    Jeszcze się nie nauczyłaś, że oni lubią wszystko robić na odwrót? Otwierają się na zewnątrz. Filmy nie kłamią.

    Nie zdziw się, że do herbaty w McDonald’s dostaniesz mleko.

    Udało się, jesteś druga w kolejce po bilety na Wicked. To nic, że przed Tobą prawie cztery godziny czekania, aż otworzą kasy. Niedaleko jest McDonald’s. Kupujesz w nim kawę z mlekiem i herbatę… z mlekiem. Co kraj, to obyczaj. A ta wersja jest nawet smaczna.

    Nie oszczędzaj dłoni na oklaskiwaniu musicalu.

    Bo masz do tego tylko 1 szansę. Słownie: jedną. Nie będzie bisów, nie będzie kilku odsłonięć kurtyny. Jedne brawa i koniec. Ach, ta angielska powściągliwość.

    Nie oczekuj, że na każdym rogu będzie czekało fish&chips w normalnej cenie.

    Chyba najbardziej popularne angielskie danie. Wydaje Ci się, że będzie wszędzie: w każdej knajpie, w budce. Czasem je znajdziesz. W cenie, która jest 1/3 ceny biletu na Wicked. Albo nawet jego połową. Nagle okazuje się, że rybę z frytkami dużo taniej zjesz nad polskim morzem. Za to możesz wybrać pysznego burgera.

    Nie zdziw się, jeśli Anglik, który przyjmuje od Ciebie zamówienie, okaże się Polakiem na Wyspach.

    Szczególnie wtedy, jeśli koleżanka będzie Ci tłumaczyć, co właśnie powiedział o rodzajach wysmażenia burgerów. On się na tym świetnie zna. Przy okazji pogadacie sobie o życiu tutaj. I przyniesie Ci rewelacyjne burgery.

    Nie trać nadziei, gdy wymarzona kawiarnia jest zamknięta, mimo że powinna być otwarta.

    Z przejęciem patrzysz to na zegarek, to na tabliczkę przy drzwiach. Powinna już być otwarta. Powinna. Przyglądasz się plakatom musicali. Wiesz, że w środku czeka na Ciebie miotła Elfaby z premiery Wicked na West Endzie. Czekasz. Na Twitterze piszą, że dzisiaj wyjątkowo otwierają później. Nie martw się. Jak przyjdziesz jeszcze dwa razy i poczekasz pół godziny przed wejściem, w końcu otworzą. A kiedy, popijając Gravi-tea, siedząc tuż obok miotły, będziesz słuchać z głośników Defying gravity, będziesz wiedziała, że warto było czekać.

    Nie przepraszaj figury woskowej za to, że stanęłaś jej na drodze.

    Kiedy przechadzasz się między figurami, robisz z nimi zdjęcia i zachwycasz się detalami, zauważasz, że stanęłaś tuż przed obiektywem pani, która chce zrobić zdjęcie. Szybko przepraszasz i usuwasz się na bok. Pani nawet nie podziękowała. Nie drgnęła o milimetr. Może dlatego, że też jest z wosku. Tak bywa.

    Nie zdziw się, jeśli w Muzeum Madame Tussauds zażyczą sobie £17 za zdjęcie.

    Jeździsz sobie kolejką po muzeum, w pewnym momencie robią Ci zdjęcie. Myślisz, że będziesz miała fajną pamiątkę z tej wycieczki. Podajesz pani numer zdjęcia i zadowolona wręczasz jej banknot pięciofuntowy. Pani patrzy na Ciebie dziwnie, po czym mówi, że zdjęcie kosztuje siedemnaście funtów. Siedemnaście funtów?! Pokornie przepraszasz i się wycofujesz. Ktoś widział wyjście ewakuacyjne?

    Nie kupuj pocztówek droższych niż 10 pensów.

    Będą kusiły na każdym rogu, piękne, kolorowe i po 2 funty. Ok, idziesz dalej, znajdujesz za 50 pensów. Może to już czas? Poczekaj, kup te za 10 pensów. I tak za znaczek zapłacisz 15 razy więcej.

    Nie licz na to, że kartka dojdzie do Polski wcześniej niż za miesiąc.

    Co z tego, że wszyscy już dawno zapomnieli, że tam byłaś. Już przełknęłaś tę gorycz, że zmarnowałaś tyle pieniędzy na kartki i znaczki, które zginęły w otchłani zapomnienia. A tu taka niespodzianka. Kartka odwiedziła w Polsce miejsca, w których nawet nie byłaś. W końcu to logiczne, że do każdego miejsca w Polsce kartka z UK idzie przez Piotrków Trybunalski.

    Nie daj się zmylić oznaczeniu „Priority line”

    Wydaje się, że to jedyne wejście do strefy odpraw, ale przecież masz zwykły bilet. Jednak kiedy obejdziesz lotnisko trzy razy, godzina odlotu nieubłaganie się zbliża, w końcu nieśmiało pytasz w informacji, którędy iść. Tak, miałaś rację na samym początku. „Priority line” to tylko zmyłka dla takich nieogarniętych turystów jak Ty. Szybko idziesz, żeby przypadkiem nie spóźnić się na boarding. Nie spiesz się. I tak utkniesz w kilometrowej kolejce.

    Nie mów, że to jedyna podróż do Londynu w Twoim życiu.

    Bo raczej tak nie będzie. Nastaw się na to, że już w samolocie powrotnym do Polski zaczniesz planować kolejną. Wicked nie da się obejrzeć tylko raz. A przecież czeka Cię jeszcze tyle musicali. I Tower Bridge, z którego zrezygnowałaś, bo bolały Cię nogi. Nie widzieliście przypadkiem tanich biletów z Poznania?

    To takie krótkie podsumowanie naszej cudownej przygody. Macie na koncie jakieś wpadki z wyjazdów? Koniecznie się nimi podzielcie. A może w najbliższym czasie wybieracie się do Londynu? Może nasze wskazówki okażą się przydatne 🙂

  • Jak spełniłam moje marzenie – Wicked

    WickedNa początku roku stworzyłam listę musicalowych marzeń. Znalazło się na niej między innymi dwanaście musicali w ciągu roku (jestem na dobrej drodze, za mną już dziewięć), koncert musicalowy (rewelacyjny), znalezienie idealnego męskiego głosu (nadal szukam). Pierwsze miejsce zajął jednak musical, w którym zakochałam się na długo przed tym, zanim udało mi się zobaczyć go na żywo. Powoli odkrywałam w nim najpierw muzykę, bohaterów, potem całą historię – wszystkie te elementy sprawiły, że gorąco pragnęłam go zobaczyć. Dzisiaj opowiem Wam, jak to marzenie udało się spełnić.

    Po raz pierwszy z Wicked zetknęłam się przy okazji coveru Defying gravity w wykonaniu Studia Accantus (nie, nie płacą mi za reklamę) trochę ponad rok temu. Piosenka nie tylko zachwyciła mnie wykonaniem Sylwii, lecz także, a może przede wszystkim, przesłaniem. Bardzo szybko sięgnęłam po kolejne utwory z musicalu w wykonaniu Studia, potem przeszłam na oryginalny soundtrack i bootlega. Coraz bardziej fascynowała mnie historia Elfaby i Glindy – wiedziałam, że muszę ją zobaczyć na żywo. Wicked to uniwersalna opowieść o odcieniach miłości i wbrew pozorom na pierwszym planie wcale nie jest uczucie między kobietą a mężczyzną, lecz prawdziwa przyjaźń oraz walka o samoakceptację i miłość do siebie. W historii Elfaby w wielu momentach widziałam własną. Mimo marzeń i petycji, na chwilę obecną nie mamy szans na wystawienie tego musicalu w Polsce. Na Broadway aktualnie mnie nie stać, pozostał Londyn. Od początku roku strony z tanimi lotami były stałym punktem historii przeglądarki.

    Przypadkowe kliknięcie

    Jak to zwykle bywa, udało się przez przypadek. W maju moja komputerowa myszka zaczęła się psuć i czasami nie mogłam nad nią zapanować. Zamiast wejść na Facebooka, uciekła mi, klikając w przypiętą do zakładek stronę z tanimi lotami. Chciałam od razu ją zamknąć, jednak moim oczom ukazały się Tanie loty z Poznania do Londynu. Lipiec. Sprawdzam, czy grają wtedy Wicked – grają. Szybki telefon do koleżanki, kilka prób zakupu (płatność odrzuciło mi trzy razy!). I nagle jest. Na moim mailu – potwierdzenie zakupu. Kilka minut wpatrywałam się w ekran. Lecimy do Londynu!!! Dwa miesiące wydawały się odległym czasem, minęły jednak bardzo szybko. W międzyczasie zarezerwowałyśmy nocleg (przez stronę Airbnb – jeżeli jeszcze nie korzystaliście, ten kod da Wam 100 zł zniżki na pierwszą podróż), zaplanowałyśmy, co chcemy zobaczyć. Nadszedł lipiec, a my już stałyśmy na poznańskiej Ławicy w oczekiwaniu na wylot.

    Day seats

    Szok i niedowierzanie pojawiały się na twarzy każdego, komu mówiłam, że nie mamy jeszcze na Wicked biletów, a jest głównym punktem naszej wycieczki. Dlaczego nie kupiłyśmy ich wcześniej? Ze względów finansowych. Na West Endzie istnieją day seats – bilety, które sprzedawane są tylko w dniu spektaklu. Ich główną zaletą jest cena – na Wicked za taki bilet zapłacimy £29,50. I to za pierwszy rząd! Dla porównania bilet w drugim rzędzie kosztuje już £74,75, a najdroższe miejsca nawet £125,00. Przy przeliczeniu na złotówki, daje to astronomiczne kwoty, na które nie mogłam sobie pozwolić, a lecieć specjalnie po to, żeby oglądać spektakl z najtańszego ostatniego miejsca o ograniczonej widoczności? To nie wchodziło w grę. W sobotę, po całych trzech godzinach snu, pod teatrem byłyśmy już o 6:15. Kasę otwierali o 10:00.

    Musicalowi szaleńcy

    Środek wakacji, ciepło, przyjemnie, wygodne miejsce na schodach, pyszna kawa z niedalekiego McDonalda. Myślicie, że czekanie w kolejce jest bardzo męczące? Wręcz przeciwnie. Można poznać niesamowitych ludzi, a ich musicalowe szaleństwa są dużo większe od naszych. W kolejce byłyśmy drugie. Przed nami kobieta, która Wicked widziała dzień wcześniej – ustawiła się jednak w kolejce po 7, a miejsce z boku nie do końca ją satysfakcjonowało. Przyszła więc po raz kolejny, tym razem już przed szóstą. Pojawiła się też wielka fanka musicalu (oczywiście w wickedowej koszulce), która widziała go już chyba kilkanaście razy. Z przyjemnością słuchałam jej opowieści o różnych obsadach i innych aspektach spektaklu. Bardzo przyjemna była też rozmowa z Francuzką, która na Wicked szła czwarty raz, przywiozła też swoją koleżankę, z którą dzień wcześniej dzięki day seats widziały Les Misérables. Z Francji mają tylko dwie godziny statkiem. Jak z tego nie korzystać?

    Najlepsze miejsca

    Z czasem ludzi przybywało, w pewnym momencie w kolejce było kilkadziesiąt osób. Na każdy spektakl są dwadzieścia cztery bilety day seats, a ponieważ w sobotę grane są dwa spektakle, w puli było czterdzieści osiem biletów. Jedna osoba może kupić maksymalnie dwa. Nie wiem, czy wszystkim udało się je dostać. My jednak miałyśmy miejsca na samym środku. Lepszych nie można było sobie wymarzyć.

    Przyznaję, że staram się oszczędzać na biletach na musicale, dlatego zwykle wybieram tańsze miejsca. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak duży błąd popełniałam. Pierwszy rząd w Apollo Victoria Theatre był jak spełnienie marzeń. Świetny widok na scenę, a przede wszystkim na aktorów – ich mimika była wspaniała, a czasem miałam wrażenie, że patrzą prosto na mnie. O obsadzie pisałam Wam w recenzji, dlatego teraz ograniczę się do jednego wniosku: nigdy więcej ostatnich rzędów za najniższą cenę. Mniej jeść, za to zapewniać sobie takie widoki, jak ten.

    The Theatre Cafe

    Czytaj dalej…

Close