accantus symfonicznieTo było jedno z tych marzeń, które powstały w mojej głowie, na długo zanim na blogu pojawiła się lista. Tliło się cały czas, więc jak w grudniu zobaczyłam ogłoszenie, to nie zastanawiałam się nawet przez chwilę. W końcu Lublin to raptem trzy godziny autobusem od mojego domu. Kupiłam bilet i czekałam. Wreszcie nastał ten dzień, a koncert musicalowy Accantus Symfonicznie przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Zapraszam Was na recenzję.

Orkiestra symfoniczna

Jedną z rzeczy, które najbardziej kocham w musicalach, jest muzyka na żywo. Tutaj miałam coś jeszcze piękniejszego: Orkiestrę Symfoniczną im. Karola Namysłowskiego w Zamościu – jak się dowiedziałam od dyrygenta Tadeusza Wicherka – najstarszą orkiestrę symfoniczną w Polsce. Ich grę trudno opisać słowami. Kiedy się słyszy ponad pięćdziesiąt różnych instrumentów, tworzących jedną harmonijną melodię, człowieka aż przechodzą ciarki. Szczególnie, jeśli do tej melodii za chwilę dołączają niesamowite głosy. Człowiek siedzi jak zahipnotyzowany przez cały koncert. Przynajmniej ja tak miałam.

accantus symfonicznie 1

Minimum gadania, maksimum śpiewu

Jak wiecie, nie było to moje pierwsze spotkanie ze Studiem Accantus na żywo. Jednak zdecydowanie różniło się ono od zwykłego recitalu. Okazało się to już na samym początku, kiedy Adrian Wiśniewski zapowiedział, że postanowili zminimalizować gadanie, a zmaksymalizować śpiewanie. I tak rzeczywiście było. Widowiskowe zbiorówki, najlepsze duety i najpiękniejsze solówki przeplatały się na scenie, wraz ze wchodzącymi i schodzącymi artystami, których tak dobrze znamy z ekranów naszych laptopów. Nie było żadnego show, żadnych efektów specjalnych, a jedynie panowie w garniturach i panie w ślicznych sukniach – ich głosy broniły się same. Oczywiście w niektórych aranżacjach (głównie w duetach), pojawiała się gra aktorska. I tu przyznaję, kilka razy popłakałam się ze śmiechu. Zachwycili mnie Adrian Wiśniewski i Kamil Zięba w piosence Och, jak źle (to było mistrzostwo), a także Sylwia Banasik i Paweł Izdebski w Jeszcze dzisiaj wracasz tam (to jedna z moich ulubionych piosenek na kanale). W solówkach wyróżnili się Adrian Wiśniewski w Konfrontacji i Natalia Piotrowska w Wyśniłam sen.

Na początku trochę szwankowało nagłośnienie, przez co chwilami orkiestra zagłuszała wokalistów, na szczęście szybko zostało to naprawione. I można było wsłuchać się w ten śpiew. W Accantusie nie ma złych głosów. Każdy z artystów to naprawdę ogromny talent i słuchanie ich jest prawdziwą przyjemnością. Czy mam swój ulubiony? Oczywiście (co nie będzie dla Was żadnym zaskoczeniem) – Sylwia Banasik jest dla mnie nie do przebicia. Słyszałam ją na żywo już po raz kolejny i za każdym razem coraz bardziej zachwyca mnie swoim głosem.

Dla moich uszu to była dwuipółgodzinna uczta. Zresztą nie tylko dla mnie, czemu wyraz dały, trwające bez końca owacje na stojąco i dwa bisy. Przekrój wiekowy był ogromny – od kilkuletnich dzieci, przez gimnazjalistów, studentów i osoby dorosłe. Nie wiem, czy znajdę kogoś, komu by się nie podobało.

accantus symfonicznie 2

Bo cuda dzieją się, gdy wierzysz w nie

Końcową piosenką, która wycisnęła mi z oczu łzy, była moja ulubiona zbiorówka. Gdy wierzysz, z Księcia Egiptu, zaśpiewana perfekcyjnie przez Zuzannę Makowską i Sylwię Banasik, do których potem dołączył chór, wywołała ciarki na całym ciele. Zwłaszcza, że tam naprawdę działy się cuda. Kiedy na wokalistów czekaliśmy prawie pół godziny po zakończonym koncercie (a dochodziła 22) i nikt się nie złościł. Przeciwnie, ludzie w tłumie śmiali się, dzielili wrażeniami. I to nie tylko z tymi, z którymi przyszli, ale z całkiem obcymi osobami, które stały tuż obok. Kiedy wreszcie pojawiły się gwiazdy wieczoru i tłum trochę zgęstniał, ale nie było przepychanek, nie było walki. Kiedy fani wzajemnie pożyczali sobie długopisy, kartki, robili zdjęcia. Kiedy wokaliści, po których widać było duże zmęczenie, z uśmiechem rozdawali autografy, pozowali do zdjęć i bez przerwy dawali się przytulać. Mam wrażenie, że Studio Accantus zgromadziło wokół siebie grono fanów, które potrafi cieszyć się każdą chwilą. Jak się rozejrzałam, to na wszystkich twarzach było widać bezbrzeżne szczęście. Na mojej pewnie też. Jak tylko pojawi się ogłoszenie o kolejnym koncercie Accantus Symfonicznie, kupię bilet jako jedna z pierwszych.

Wystąpili:

Sylwia Banasik

Paweł Izdebski

Kuba Jurzyk

Zuzanna Makowska

Natalia Piotrowska

Sylwia Przetak

Paweł Skiba

Karolina Warchoł

Adrian Wiśniewski

Kamil Zięba

Orkiestra Symfoniczna im. Karola Namysłowskiego w Zamościu, pod batutą Tadeusza Wicherka

Ulubieńcy:

Ogólna ocena 9,5/10 (odjęłam pół punktu za brak Królów świata, na których wszyscy czekali)

Ulubiona solówka: Sylwia Banasik: Dobrą być nie popłaca

Ulubiony duet: Adrian WiśniewskiKamil Zięba: Och, jak źle

Ulubiona zbiorówka: Zuzanna MakowskaSylwia Banasik z chórem: Gdy wierzysz

Ulubiony głos: Sylwia Banasik

Kto z Was był na koncercie Accantus Symfonicznie? Podobało Wam się? Marzycie o tym, żeby usłyszeć to jeszcze raz?